Nick Cave. Chłopak z sąsiedztwa – Ian Johnston

zdj Nick CaveAle brzydal – stwierdziła moja mama, gdy ujrzała twarz Cave’a na okładce książki. No fakt, nie pomyślałem o tym, że bez wątpliwości z Nicka żaden piękniś, ale moja perspektywa patrzenia na niego jest zgoła odmienna i nie obejmuje dylematów w rodzaju: czy chciałbym się z nim całować. Nie, możecie mi nie wierzyć, ale nawet o tym nie myślałem. A nawet gdyby z jego strony taka propozycja padła, to nadal nie. Nie chciałbym również, gdyby był piękny. Jakoś nie uwzględniają tego moje fantazje. Co więcej, nie muszę nawet na niego patrzeć i chociaż śmiem nazywać się jego fanem, to nie mam nad łóżkiem plakatów Nicka, ani jego utworów ustawionych jako dzwonek telefonu. Za to słucham regularnie, bo jest w czym wybierać. Powiedzmy jednak, że nie jest moim celem zachęcenie nikogo do zapoznania się z dorobkiem muzycznym Cave’a, bo tego rodzaju rekomendacje to równie śliski grunt, co polecanie książek. Poza tym to nie jest odpowiednie miejsce. Niemniej pewnie nie uda mi się całkowicie wyeliminować licznych sugestii i już abstrahując od jakości tej biografii (bo tym tematem postaram się zająć przede wszystkim), twierdzę otwarcie, że wokalne i kompozytorskie dokonania Nicka Cave’a oraz jego kapeli warto znać. Napisałem to, a teraz postaram się rozgraniczyć wrażenia płynące z czytania o życiu wokalisty, od tych wynikających ze słuchania jego utworów. Czyli spróbuję wykrzesać z siebie tę namiastkę rzetelności i obiektywizmu, chociaż nie do końca, bo na dłuższą metę żadna z tego frajda.

Czytaj dalej „Nick Cave. Chłopak z sąsiedztwa – Ian Johnston”

Gdy oślica ujrzała anioła – Nick Cave

gdy-oslica-ujrzala-aniolaTak w ogóle to uwielbiam Nicka Cave’a w wydaniu liryczno-muzycznym i nie będę w związku z tym obiektywny. Obiektywizm jest nudny, brak mu charakteru i niełatwo nim zainteresować innych. Pomijając już to, że jest trudny w uchwyceniu, wymaga od piszącego, by ten wyzbył się emocji, zapomniał o wcześniejszych doświadczeniach, by w zasadzie nie był sobą. Same wady, więc nie warto. Pisze o tym dlatego, że kiedy po latach po raz drugi przeczytałem „Oślicę” (tak ją skrótowo nazywam) i spróbowałem przez chwilę spojrzeć na tę powieść obiektywnie, to nie potrafiłem. Nie żeby mi ten fakt sprawił jakąś przykrość, ot, z ciekawości próbowałem. Pamiętam natomiast zachwyt tą lekturą, kiedy dałem się zaskoczyć po raz pierwszy. Kiedy zastygnięty w bezruchu przewracałem kolejne kartki, jedną za drugą i nic innego wokół nie miało znaczenia. Kiedy z podziwem czytałem o kolejnych wydarzeniach, które razem i w całości tworzą tę balladę o okrucieństwie oraz zepsuciu. Bo „Gdy oślica ujrzała anioła” nie jest książką do poczytania dziecku na dobranoc. Nie jest nawet książką do poczytania dorosłemu na dobranoc. Ze świecą, pochodnią, a nawet z miotaczem ognia szukać tu optymistycznych akcentów. Powieść Nicka Cave’a gwałci wrażliwość czytelnika, bijąc ją przy tym po twarzy i każąc jej się zamknąć. A mimo to jakimś cudem wymyka się z kategorii książek, których naczelną i jedyną istotną cechą jest kontrowersja. Taki błyskotliwy brutal z niej. Bo Cave pisać potrafi i imponując niemałym zasobem słów zgrabnie (śpiewnie?) opowiada mroczną, dosadną historię, którą ułożył sobie gdzieś tam w głowie.

Czytaj dalej „Gdy oślica ujrzała anioła – Nick Cave”