Kąpiąc lwa – Jonathan Carroll

kapiac_lwa_okladkaTrochę z własnego doświadczenia, trochę z przeczytanych zapowiedzi wnioskuję, że Jonathan Carroll specjalizuje się w literaturze, nazwijmy to, fantastycznej. Zwykle tworzy on w oparciu o nasz rzeczywisty świat, ale ubarwia go elementami paranormalnymi – równoległymi światami, demonami, podróżami w czasie, czwartym wymiarem, tajemnymi mocami, którymi dysponują jedynie wybrańcy – słowem: atrakcjami, których na co dzień nie dostrzegam, ale ja to zazwyczaj nawet znajomych na ulicy nie poznaję, a to przecież nie znaczy, że ich tam nie ma, prawda? Przy wymyślaniu tego rodzaju intryg od autora wymagana jest co prawda ponadprzeciętna wyobraźnia, ale konwencja wybacza też sporo nieścisłości logicznych, w przypadku których rozstrzygającym wytłumaczeniem ich istnienia jest argument BO TAK. Taki urok, trzeba mu się w jakimś stopniu poddać, a bycie uległym nie zawsze przychodzi z łatwością. Szczególnie jeśli na scenę teatru zdarzeń wkraczają takie dziwy jak gadające krzesło, które przemawia wyłącznie do kobiet i czerwona słonica, która jest słonicą i jest czerwona. To raptem dwa przykłady z brzegu i to takie mniej znaczące, więc przed ewentualną lekturą książki spuśćcie ze smyczy realizm, niech sobie gdzieś pobiega, nie będzie nam potrzebny. Aha, tytułowa kąpiel lwa ma znaczenie czysto metaforyczne, więc żadne zwierzę nie ucierpiało. Przy okazji będąc już w temacie, to ponoć jedynymi przedstawicielami z rodziny kotowatych, które potrafią pływać są tygrysy. Tak gdzieś i kiedyś przeczytałem, ale nie chce mi się tego weryfikować, więc fajnie, gdybyście uwierzyli na słowo.

Czytaj dalej „Kąpiąc lwa – Jonathan Carroll”

Szklana zupa – Jonathan Carroll

Gadająca ośmiornica kierująca autobusem. Skrzaty odziane w eleganckie, drogie i prawdopodobnie szyte na miarę markowe ubrania. Szympans w garniturze. Lewitujące samochody, dzięki którym parkowanie nigdy nie było łatwiejsze. Polarny niedźwiedź o imieniu Bob. Kilka postaci z kreskówek. Kilkanaście ludzkich postaci posiadających zwierzęce cechy, a często również głowy. Gigantyczna, niecierpliwie szeleszcząca torba karmelków. To wszystko i wieeele innych wymysłów ma swoje pięć linijek w tej książce. Nie sztuką jest wypchać treść powieści swoimi chorymi wizjami, ale zrobić to z głową i sensem, by czytelnik nie miał wrażenia, że ma w dłoniach pamiętnik pełen chaotycznie narkotycznych wizji. A tego rodzaju rzeczy nie czyta się przyjemnie, przynajmniej nie na dłuższą metę. Taka uczta dla wyobraźni to jest zawsze śliski grunt i trudna literacko sztuka, niczym gra w bilard na pokładzie statku. Czy Carrollowi udało się wypracować kompromis między trzymającą się kupy fabułą a wręcz surrealistycznymi bohaterami i pomysłami, którymi po marginesy wypełniona jest powieść? Połowicznie, bowiem część wątków ma sens istnienia, ale pozostałe budzą skojarzenia z kultowym już (przynajmniej dla mnie) komiksem z upalonymi zielskiem mrówkami. No zupełnie jakbym widział Carrolla przy pracy!

Czytaj dalej „Szklana zupa – Jonathan Carroll”