Terror – Dan Simmons

terror1To są takie chwile, gdy nie do końca wiem jak zacząć, bo jeśli teraz nie ujarzmię rumaka emocji, to później czeka mnie jedynie niekontrolowany galop, który nie wiadomo jak i gdzie się zakończy. Spróbuję więc podejść do kwestii nieco na zimno i zaznaczę, że z Simmonsem mieliśmy raczej trudne początki, bo jego Hyperion nie zrobił na mnie większego wrażenia. Moja surowa opinia spotkała się wtenczas z zarzutami, że „chuja się znam”. Pamiętacie? Nie? Cóż, wystarczy, że ja zachowałem czułe wspomnienia z tego incydentu. Oczywiście nie odbieram wspomnianej krytyce racji, bo nigdy też nie twierdziłem, że się znam, ale ten argument nie sprawił jeszcze, że Hyperiona doceniłem (nadal jest mi dość obojętny). Potem Simmons próbował mnie zbałamucić Droodem i w tym przypadku poszło mu już znacznie, znacznie lepiej. Na tyle dobrze, że z miejsca zacząłem się rozglądać za kolejną lekturą jego autorstwa, jednak upatrzony przeze mnie Terror należał wtedy do tych trudno dostępnych powieści – jedynie używane egzemplarze, najczęściej nieciekawe wizualnie, a nic nie smuci mnie bardziej, jak zaniedbana książka, z której wypadają strony, gdy próbuję ją czytać. Bez kitu, nawet afrykańskie dzieci z wydętymi od głodu brzuszkami nie mają startu. Ale od kiedy w księgarniach ukazało się nowe wydanie nie było już wymówek i och, jak bardzo jestem wdzięczny przede wszystkim samemu sobie, że w końcu się skusiłem na lekturę.

Czytaj dalej „Terror – Dan Simmons”

Lód – Jacek Dukaj

lodSzok i niedowierzanie, bo oto po raz pierwszy w dziejach ludzkości jedna powieść doczekała się dwóch wpisów na tym zaszczytnym blogasku. Wydarzenie jak nic kwalifikujące się na główną stronę Onetu, coś czuję, że będzie skandal. Sęk w tym, że Lód zasługuje ma drugi wpis; zasługuje także na trzeci i szósty wpis; zasługuje na każde słowo, które jest napisane na jego temat. Po czterech latach z czułością zdjąłem swój przykurzony egzemplarz z półki i o mało przy tym nie zwichnąłem sobie nadgarstka. A potem zległem na posłaniu, zacząłem czytać ponownie i moja miłość do tej powieści została rozniecona na nowo, już od pierwszych stron wybuchając jasnym, strzelistym płomieniem, który przypalił mi brwi i rzęsy. Nie szkodzi, bo ten przyjemny żar pożądania – połączony z powolnym rozsmarowywaniem językiem kolejnych słów na podniebieniu, smakowaniem ich – ten żar niesie ukojenie, niesie satysfakcję, doszczętnie spala sceptycyzm, robi przemeblowanie w umyśle i każe mi mruczeć do siebie stale „jejku, jakie to fajne!”. Pomyślałem więc, że pozachwycam się tą fajnością tutaj i prawie że dokonując samogwałtu nad wspomnieniami z lektury, oddam jej tym samym swoisty hołd. Bo ja chyba Lodem najzwyczajniej w świecie zaślepiony jestem i nie tyle nie dostrzegam jego wad (choć rzeczywiście nie dostrzegam), co nie obchodzą mnie one, nawet jeśli istnieją. Ludzie zwykle nie sięgają bez wahania po liczącą ponad tysiąc stron książkę, by przeczytać ją po raz kolejny, jeśli wcześniej nie pojawi się tęsknota za tym pięknem, ekscytacją oraz czystą przyjemnością, która udzieliła im się przy poprzednim kontakcie. To podstawowa potrzeba zaspokojenia tęsknoty motywuje nas do własnowolnych powrotów, więc otulmy twarz szalikiem, a następnie powędrujmy w objęcia Zimy, ponownie.

Czytaj dalej „Lód – Jacek Dukaj”

Rant – Chuck Palahniuk

  • rantDlaczego znowu Palahniuk?
    Bo decydenci w wydawnictwie Niebieska Studnia nie są arcymistrzami cierpliwości oraz brakuje im umiejętności dawkowania napięcia, więc wypuszczają po dwa Palahniuki jednocześnie (tym razem para Kołysanka i Rant, wcześniej tandem Powiedz wszystko i Potępieni), bądź sześć, osiem, dwadzieścia cztery Palahniuki rocznie. Tak, dla mnie również brzmi to bez sensu, ale co ja tam wiem o prowadzeniu wydawnictwa. Natomiast osobiście nie potrafię się długo opierać Chuckowi, stąd kolejny raz poświęcam mu chwilę.
  • Masz już tego dosyć?
    Niekoniecznie, jednak zaczynam dostrzegać plusy sytuacji, że wydawnictwu pomału kończą się zapasy jeszcze niewydanych Palahniuków. Może wreszcie otrzymamy normalny cykl i kolejne powieści przestaną się zlewać w jedną, chwilami niewyraźną całość.
  • Lubisz Chucka, co?
    No nawet. Zresztą przy spisywaniu wrażeń z „Kołysanki” przeszliśmy z Chuckiem na ty, a później pożyczał ode mnie trochę pieniędzy, więc muszę go nieco lubić, bo ich nie odda. Wydaje mi się też, że Niebieska Studnia krzywdzi zarówno autora jak i czytelników szaleńczym tempem wydawania kolejnych powieści. Ja staram się rozgraniczyć sympatię do autora z mieszanymi uczuciami do wydawnictwa, bo ze  swoją nadgorliwą postawą przypomina mi ono nastolatka, któremu (dzięki przyklejanym wąsom i wadzie wzroku kioskarki) udało się kupić nielegalnie „Twój weekend”, a teraz w podnieceniu masturbuje się na każdej stronie, na niektórych nawet dwa razy z rzędu, bez gustu, taktu i honoru.

Czytaj dalej „Rant – Chuck Palahniuk”

Związek żydowskich policjantów – Michael Chabon

Facet to jednak raz na jakiś czas potrzebuje kryminału. Problemem może być tutaj jedynie odpowiedni dobór lektury, bo co jak co, ale biedy ten gatunek to chyba nigdy nie odczuł. Półki w księgarniach od zawsze uginały się, tocząc nierówny bój z grawitacją i kolejnymi tomami obszernych serii kryminalnych. A gdyby tak czytelnik chciał przeczytać jakąś odrębną powieść, za którą nie stoi kolejnych osiem/trzydzieści osiem tomów i która sama w sobie tworzy zamkniętą całość? No, tutaj jest już gorzej (wiem, dramatyzuję), bo o ile fakt zaistnienia wieloczęściowej serii gwarantuje pewien wysoki poziom literacki (wszak kto by pisał drugą i kolejne części, gdyby debiut okazał się klapą?), to w przypadku pojedynczego, osamotnionego kryminału nikt czytelnikowi takiej gwarancji nie da. I tutaj z pomocą przychodzi komisja jury (w zaszczytnym składzie: ja), która pochwali i poleci „Związek żydowskich policjantów” każdemu zainteresowanemu, choć nie zawaha się też wytknąć powieści kilku klisz. Posiedzenie czas zacząć.

Czytaj dalej „Związek żydowskich policjantów – Michael Chabon”

Pisarz, który nienawidził kobiet – John Leake

Gryzie mnie nieco tytuł tej powieści. Polscy tłumacze potrafią przy przekładzie z angielskiego odstawiać takie hołubce, że głowa mała – o tym wiedzą i przekonali się wszyscy, szczególnie maniacy kina rodem z Holiłód. Bo jak tu mamie wytłumaczyć, że film pod tytułem „Wirujący seks” (Dirty dancing) jest tylko romantyczną opowiastką o wygibasach na parkiecie, a nie hard porno z ręcznym blenderem w roli gadżetu?
W przypadku powieści Johna Leake’a wydawca chyba postanowił uszczknąć nieco z popędu na Stiega Larssona, notabene nieco już sfermentowanego (popędu, nie Stiega – ten jest zbyt martwy), bo mnie z oryginalnego tytułu „Entering Hades” nijak nie wychodzi „Pisarz, który nienawidził kobiet”. No, ale co ja tam wiem o chwytach, nachwytach i wreszcie podchwytach  marketingowych – ja zwykły odbiorca jestem. Natomiast wiele więcej potencjalnemu czytelnikowi powie podtytuł książki. „Podwójne życie seryjnego mordercy”, bo właśnie tak krzykliwie on brzmi, to oparta na faktach historia pewnego Austriaka, który na początku lat 90. organy władzy i sprawiedliwości wodził za nos, a kobiety za biustonosz oraz rajstopy, umiejętnie i śmiertelnie oplecione wokół szyi ofiary. Taki to był nicpoń i właśnie o nim jest ta książka.

Czytaj dalej „Pisarz, który nienawidził kobiet – John Leake”

Ofiara w środku zimy – Mons Kallentoft

Czasami odnoszę wrażenie, że Skandynawowie zajmują się jedynie pisaniem kryminałów i kreowaniem ich kolejnych autorów, gdzie każdy kolejny jest lepszy od poprzedniego. No bo jak to? Przecież nikt nie kupi powieści autora gorszego od już obecnych na rynku. Poza jego rodziną może, bo jak to pisał Charles Bukowski – nikt tak dobrze nie okłamuje bliskich w kwestii ich talentu, jak rodzina. Po debiutującego w Polsce Kallentofta sięgnąłem zachęcony notatką na okładce (Rebis, Poznań 2010). Prozaiczny powód, ale czy główna bohaterka, atrakcyjna kobieta 30+, samotna matka po przejściach, pijąca dużo tequili i uprawiająca ostry seks na potęgę nie byłaby w stanie zachęcić do lektury takiego romantyka jak ja? Otóż wyłóż sobie, że zachęciła i właśnie jej potencjał był dla mnie najprawdopodobniej, po chwili wahania, języczkiem u wagi. Bo przecież nie tytułowa ofiara i wątek śledztwa jej dotyczący, gdyż żaden kryminał nie obejdzie się bez gwałtu, zwłok (czasem gwałtu na zwłokach) i gnijącego mięsa. U Kallentofta również tego nie zabraknie, tylko ze względu na trzaskające mrozy zwłoki bywają lepiej zakonserwowane. Frazesy o zbrodni prowadzącej do najmroczniejszych zakątków ludzkiego serca pominę milczeniem.

Czytaj dalej „Ofiara w środku zimy – Mons Kallentoft”

Millennium (trylogia) – Stieg Larsson

Serii Millennium chyba nie trzeba przedstawiać. W związku z tym, Larssona również. Tak, tego, który w 2008 roku był podobno najlepiej sprzedającym się autorem w Polsce, zaraz po Khaledzie Hosseinim, o którego prozie wypowiedziałem się już przy okazji wrażeń z lektury „Chłopca z latawcem”. Larsson ma nad Hoseinim przewagę w fakcie, że zdążył umrzeć przed publikacją pierwszej powieści swojego autorstwa. Śmierć zawsze pomaga w napędzaniu zainteresowania. Opatrzność nad Larssonem czuwała, bo ten najwyraźniej wcale nie miał zamiaru poprzestawać na trzech tomach i najprawdopodobniej prędzej czy później spuściłby z tonu. Nieco by mnie to zniesmaczyło. A tak jest elegancko, piszę o tym od razu. Całość i każdy tom z osobna po prostu pożera czytelnika, wywołując syndrom „jeszcze jednego rozdziału”. Kolejne setki stron pochłania się czysto rozrywkowo, bo trylogia nie aspiruje do tytułu powieści z głębokim przesłaniem, potrójnym dnem i filozoficzną mamałygą. Fabuła jest wartka, wciągająca, niewymagająca i cholernie dobrze się przyswaja. Ostatnio tak niezobowiązująco i wyśmienicie bawiłem się przy lekturze „Kodu Leonarda Da Vinci” z całą jego kontrowersją i traktowaniem czytelnika jak idiotę, który sam nie domyśli się niczego. Tutaj jest podobnie, bo parokrotnie samodzielnie skojarzyłem fakty, łącząc zgrabnie zdarzenia, ale autor nie pozwolił mi długo być dumnym z siebie, wykładając w następnym akapicie łopatą ustalenia, żeby, nie daj Boże, czytelnik się nie pogubił i nadążył. Pal licho, najwyraźniej to przepis na sukces, ale takie książki też są potrzebne. Początkowo miałem zamiar opisać wrażenia z każdego tomu osobno, ale mądrzejszy po lekturze stwierdziłem, że nie będę się wygłupiał i wrzucę wszystkie go jednego wora, co nie?

Czytaj dalej „Millennium (trylogia) – Stieg Larsson”