Dom z liści – Mark Z. Danielewski

dom_z_lisciMuszę pisać cicho, bo mam sąsiada o nazwisku takim samym, jak autor tej powieści i boję się, że mnie usłyszy, zapuka do moich drzwi i powie coś w rodzaju: panie, co pan mnie tam obgaduje w tych swoich internetach, co pan, co pan, CO PAN? Wolałbym tego uniknąć, sami rozumiecie. I choć może się to wydawać z lekka paranoiczne, to poczekajcie aż sami przeczytacie Dom z liści (a bez wątpienia powinniście) – wtedy pewne rozchwianie emocjonalne wyda się wam naturalną rzeczą, zapamiętajcie moje słowa. Bo pan Danielewski napisał powieść, która stymuluje wyobraźnię lepiej, niż niejeden klasyk grozy, ale do tego wrócę, ponieważ nie chcę już teraz wykładać wszystkich najmocniejszych kart, którymi zamierzam zagrać w tej opinii. Tymczasem wyrażę swoje zdziwienie, że tak niecodzienna powieść jak Dom z liści musiała czekać przeszło piętnaście lat na polski przekład, a przecież wystarczy wziąć książkę do ręki i przekartkować, by dostrzec jej teoretyczny potencjał i zachęcającą formę. A to już połowa sukcesu, by przekonać czytelnika do lektury powieści, a także – co ważniejsze z perspektywy wydawcy – jej zakupu. No, ale nie zamierzam tutaj kwasić atmosfery pretensjami o zaniechanie. Ważne, że w końcu można przeczytać Dom z liści po polsku. Bo warto.

Czytaj dalej „Dom z liści – Mark Z. Danielewski”

Anglicy na pokładzie – Matthew Kneale

Anglicy_na_pokladzieNo dobra, napisałem cały akapit wstępu na temat najbardziej wyróżniającej cechy Anglików na pokładzie – czyli o grupie aż dwudziestu jeden tłumaczy pracujących nad przekładem – ale nie przeszedł on mojej prywatnej kontroli jakości, więc go w pizdu, skasowałem. I zacznę od nowa (a do kwestii przekładu wrócę później). Nie ma gwarancji, że drugim razem wyjdzie mi to lepiej, a nawet jestem prawie pewien, że wyjdzie gorzej i pojawią się pytania w stylu: gdzie tym razem się podziała weryfikacja jakości i skoro teraz jest tak kiepsko, to jak bardzo słabe musiało być pierwsze podejście? Ale nie doceni daru i pracy dowolnego pisarza ten, kto sam nie spróbuje napisać choćby notki na bloga i nie dostrzeże, jakie to bywa trudne i jak wymagające skupienia. Trochę samokrytyki również nie zaszkodzi, bo skoro chcesz mieć porządek na strychu, to zacznij od piwnicy. A teraz do rzeczy, bo nie przyszliśmy tutaj po prawdy o życiu w stylu Coelho, ani po moje prywatne i pożałowania godne rozterki. W zamian dostaniemy Anglików. I pokład. Po czym umieścimy pierwszych na drugim, co już nam da zalążek powieści marynistycznej, a może nawet przygodowej. Dzieło Kneale’a ma jeszcze innych bohaterów poza Anglikami i pokładem, ale od czegoś zacząć musiałem. To przypominało żmudne holowanie statku z zatoki na pełne morze. Teraz stawiam żagle i samo popłynie. No, prawie.

Czytaj dalej „Anglicy na pokładzie – Matthew Kneale”

Jaskinia filozofów – José Carlos Somoza

jaskinia-filozofowSomozę już znamy. „Klara i półmrok” pomimo wahań formy i pewnych udziwnień, była lekturą więcej niż znośną, z udanym wątkiem kryminalnym i dla równowagi mało przekonującym założeniem hiperdramatyzmu, który był pomysłem tak absurdalnym, że nawet moja autokorekta w kreatorze tekstu przypomina mi czerwonym szlaczkiem o jego niedorzeczności. Cóż, każdemu zdarzają się potknięcia, jednak doceniam u Somozy pewną samodzielność, kreatywność i chęć, aby powieść o zabijaniu człowieka przez innego człowieka, by tego drugiego mógł potem ścigać trzeci człowiek (nuda!) uatrakcyjnić w jakiś niekonwencjonalny sposób. Ten cały hiperdramatyzm nie sposób uznać niczym innym, jak kocopołami (precz z autokorektą!), ale pierwsze śliwki-robaczywki za płoty, więc skusiłem się na ponowne podejście do Somozy. A trzeba wiedzieć, że „Jaskinia filozofów” jest polecana w większości modnych ostatnio zestawień kryminałów spoza Skandynawii i już to samodzielnie powinno wystarczyć na zachętę. Dodatkowym bodźcem (dla mnie kluczowym i decydującym) okazały się realia powieści, bo starożytna Grecja zawsze jest w stanie przyciągnąć moje skupienie oraz uwagę. I wcale nie dlatego, że funkcjonowało wtedy społeczne przyzwolenie na to, by starzy i obowiązkowo brodaci filozofowie oraz poważani artyści urządzali homoseksualne orgietki z nastoletnimi efebami o młodych, umięśnionych i błyszczących od oliwki ciałach. A teraz to nawet poczciwego trójkąta zorganizować nie wolno, bo sąsiedzi dzwonią po policję, że za głośno. Pewnie, bo taki chaos, że nie wiadomo za co się złapać. Stąd zrozumiała moda na kneblowanie (ja tam nie wiem o czym w ogóle piszę, ale kolega opowiadał, więc chciałem się podzielić).

Czytaj dalej „Jaskinia filozofów – José Carlos Somoza”

Nawałnica mieczy – George R.R. Martin

To zadziwiające, jak seria, która przeraża swoją objętością, zajmując samodzielnie całą półkę na regale, jednocześnie frapuje i fascynuje czytelnika na tyle, że ten mimo wszystko krzyczy „mało, mało!”. Kontynuując śledzenie losów Siedmiu Królestw, po raz kolejny i z jeszcze większym pożądaniem poddałem się narracyjnemu urokowi Martina. Z uśmiechem politowania wspominam siebie sprzed pierwszego tomu – sceptycznego, zdystansowanego do zachwyconych opinii, zniechęconego faktem, iż przede mną kilka tysięcy stron serii, bądź niecały tysiąc, jeśli „Gra o tron” nie spełni pokładanej w niej nadziei i oczekiwań, oszczędzając mi tym samym lektury pozostałych tomów. Teraz jestem już po „Nawałnicy mieczy” – części trzeciej (rozbitej, zapewne ze względów objętościowych, na dwa pod-tomy) „Pieśni Lodu i Ognia” i wciąż nie mogę sobie przypomnieć choćby fragmentu, podczas lektury którego byłbym znudzony i zniecierpliwiony rozwojem fabuły. Fenomenalne to uczucie i jeśli nie powinienem przyznać maksymalnej oceny powieści, która pomimo kolejnych setek stron nadal wciąga jak bagno, zaskakuje i zadziwia, to już nie wiem, kto bardziej na nią zasługuje. Choć Martin za swoją twórczość Nobla z dziedziny literatury nie dostanie, to już teraz otrzymuje znacznie więcej – wdzięczność milionów czytelników, którym zapewnił niezapomnianą, srogą, bezkompromisową przygodę, wypełnioną po marginesy fantastycznie różnorodnymi bohaterami i wydarzeniami, wobec których trudno pozostać obojętnym.

Czytaj dalej „Nawałnica mieczy – George R.R. Martin”