Nick Cave. Chłopak z sąsiedztwa – Ian Johnston

zdj Nick CaveAle brzydal – stwierdziła moja mama, gdy ujrzała twarz Cave’a na okładce książki. No fakt, nie pomyślałem o tym, że bez wątpliwości z Nicka żaden piękniś, ale moja perspektywa patrzenia na niego jest zgoła odmienna i nie obejmuje dylematów w rodzaju: czy chciałbym się z nim całować. Nie, możecie mi nie wierzyć, ale nawet o tym nie myślałem. A nawet gdyby z jego strony taka propozycja padła, to nadal nie. Nie chciałbym również, gdyby był piękny. Jakoś nie uwzględniają tego moje fantazje. Co więcej, nie muszę nawet na niego patrzeć i chociaż śmiem nazywać się jego fanem, to nie mam nad łóżkiem plakatów Nicka, ani jego utworów ustawionych jako dzwonek telefonu. Za to słucham regularnie, bo jest w czym wybierać. Powiedzmy jednak, że nie jest moim celem zachęcenie nikogo do zapoznania się z dorobkiem muzycznym Cave’a, bo tego rodzaju rekomendacje to równie śliski grunt, co polecanie książek. Poza tym to nie jest odpowiednie miejsce. Niemniej pewnie nie uda mi się całkowicie wyeliminować licznych sugestii i już abstrahując od jakości tej biografii (bo tym tematem postaram się zająć przede wszystkim), twierdzę otwarcie, że wokalne i kompozytorskie dokonania Nicka Cave’a oraz jego kapeli warto znać. Napisałem to, a teraz postaram się rozgraniczyć wrażenia płynące z czytania o życiu wokalisty, od tych wynikających ze słuchania jego utworów. Czyli spróbuję wykrzesać z siebie tę namiastkę rzetelności i obiektywizmu, chociaż nie do końca, bo na dłuższą metę żadna z tego frajda.

Czytaj dalej „Nick Cave. Chłopak z sąsiedztwa – Ian Johnston”

Miód trzmieli – Torgny Lindgren

Miod_trzmieliPierwsze skojarzenie: jeśli Szwecja, to przede wszystkim Roxette. ABBA trochę też, ale nie lubię, bo za bardzo przypałowi. Za to Roxette – och, za szwedzkim duetem to w ogień nawet tu i teraz, zabierzcie moje oczy, ale nie empetrójki z Roxette. Pewnie wypadałoby w tym miejscu popisać się znajomością szwedzkiej literatury, bo o tym przecież powinien opowiadać ten wpis, ale dajmy sobie siana: żaden Stieg Larsson, żadna Tove Jansson, nawet żaden Lagerkvist (noblista przecież) nie spłodzili nigdy nic lepszego od Dressed for Success czy The Look (na na na na na NA NA NA na na NA!) i kilkunastu innych pop-hiciorów od których samoczynnie pękają ściągacze w skarpetkach, taka prawda. Przy A Thing About You i Spending My Time zdarzyło mi się dawno temu nawet nieumiejętnie całować. W usta. Z dziewczyną. Ładną, pachnącą, bystrą i trzeźwą. Niech te fakty przemówią same za siebie i głoszą chwałę Roxette. Natomiast jeśli Lindgren, to tylko Astrid i nie wiem, skąd tutaj jakiś Torgny (co to w ogóle za imię). Zupełnie nie mam pomysłu jak się do tej niezręczności odnieść i zapewne skończy się na tym, że się nie odniosę, by jakoś nie uchybić autorowi – ponoć szanowanemu w ojczystym kraju, wielokrotnie nagradzanemu członkowi Akademii Szwedzkiej. Moje słowa (bądź ich brak) nie zrobią żadnej różnicy.Zresztą zauważyłem, że oni wszyscy zawsze są wielokrotnie nagradzani i przestałem się zastanawiać czy tylko ja o tym nic nie wiedziałem. Zostawmy więc w spokoju autora i zatopmy drapieżne pazury pożądania w surowym powieściowym mięsie.

Czytaj dalej „Miód trzmieli – Torgny Lindgren”

Wiedźmin (saga) – Andrzej Sapkowski

Kim jest Geralt z Rivii i czym dla polskiej literatury fantastycznej są jego przygody nie trzeba pisać. Andrzej Sapkowski w latach 90. zeszłego wieku stworzył sagę, która rozkochała w sobie miliony. Udało mi się wejść w posiadanie edycji kolekcjonerskiej Wiedźmina, stylowego, czarnego zestawu sześciu tomów (pięcioksiąg właściwy, plus zestaw opowiadań), w twardej oprawie z autografem samego autora. Nadrukowanym na grzbietach, żebyście nie myśleli, że Sapkowski był u mnie na Sylwestra i własnoręcznie wykoślawił swoją sygnaturkę. Nie pozwoliłbym na tego rodzaju niszczenie moich przyjaciółek – książek. Wracając jednak do meritum,  do czytania zabrałem się z zapałem, który stracił jednak nieco ochłonął, gdy okazało się, że pierwszy tom to dwa zbiory opowiadań („Ostatnie życzenie” i „Miecz przeznaczenia”). Nie jestem fanem tychże, preferuję raczej konkretną, zbitą w całość powieść, bez rozdrabniania się w niekoniecznie połączone ze sobą wspólną intrygą nowelki. Jednak w tym przypadku warto przez nie przebrnąć, bo kilka wątków w nich poruszonych odbije się szerokim echem we właściwym pięcioksięgu. Opowiadania pełnią funkcję czysto poznawczą, wprowadzającą nas w klimat powieści, w mroczny świat wykreowany przez autora. Dla lepszego odbioru wypada je przeczytać, bo przynajmniej jedna z nich stanowi swoisty prolog dla głównej sagi. Następnie z czystym sumieniem możemy wziąć się za „Krew elfów”, który daje początek jednej, długiej powieści. Od razu poczułem się pewniej.

Czytaj dalej „Wiedźmin (saga) – Andrzej Sapkowski”