Jaśnie pan – Jaume Cabré

jasnie panPana Cabré już znamy. To znaczy: ja znam. Nie wiem skąd we mnie ten nawyk wypowiadania się za innych, ale faktycznie istnieje spore prawdopodobieństwo, a nawet pewność, że nie tylko ja jestem z tym pisarzem zaznajomiony. Jego Wyznaję, które ukazało się w polskim przekładzie kilka lat temu, zrobiło wrażenie na czytelnikach (tak, na mnie również), więc nie powinno szczególnie dziwić, że wydawnictwo Marginesy poszło za ciosem i zaczęło wygrzebywać z szuflady wcześniejsze dzieła Cabré. Bo późniejszych póki co nie ma. I jeśli się zastanowić, to dosyć znamienne, że gdyby nie sukces Wyznaję to omawianego tutaj Jaśnie pana po raz pierwszy wydanego w 1991 roku prawdopodobnie nigdy byśmy nie mieli okazji po polsku przeczytać. Taka dola pisarzy, że mogą oni tworzyć coś latami, a dopiero któraś z kolei próba i dzieło oddalone od dzisiaj o kilkadziesiąt lat otworzy im szerzej drzwi sławy i sprawi, że ktoś zainteresuje się wcześniejszą twórczością, choćby słabą. Nie chcę tutaj przeceniać siły rodzimego czytelnictwa i nie wiem, jak to jest z rozpoznawalnością Cabré w innych krajach, ale chyba rozumiecie, co mam na myśli: jedna powieść może ożywić już w pewnym sensie uśmierconą twórczość autora. I świetnie, bo Wyznaję było z pewnością godne zainteresowania, a jak jest z powstałym dwadzieścia lat wcześniej Jaśnie panem?

Czytaj dalej „Jaśnie pan – Jaume Cabré”

Morderca bez twarzy – Henning Mankell

Będzie krótko. Rok 1990 kojarzy mi się z wielkim, zagranicznym kalendarzem z Myszką Miki, ozdabiającym wtenczas ścianę mojego pokoju. Ilekroć budziłem się rankiem, to me oczęta atakował tenże kalendarz i uśmiechnięta, opierająca się łokciem o Garbusa cabrio maskotka Walta Disneya. Gdy sobie pomyślę, że Mankell w tym samym czasie pisał pierwszy tom serii traktującej o Kurcie Wallanderze, to ogarnia mnie pewne rozrzewnienie i pokora nad szwedzkim autorem. To powoduje wewnętrzne zahamowania i zmusza do zweryfikowania mojego podejścia do „Mordercy bez twarzy” – powieści, która pojawiła się rynku w czasach, gdy ja sam byłem małym pypciem – dumnym posiadaczem kolekcji resoraków i zestawów Lego. Trudno mi więc oceniać ją surowo, bo nie przetrwała ona próby czasu. Mająca dwie dekady na grzbiecie książka, ma niewiele do zaproponowania dzisiejszemu czytelnikowi, o ile ten nie traktuje jej sentymentalnie.

Czytaj dalej „Morderca bez twarzy – Henning Mankell”

American Psycho – Bret Easton Ellis

Siedzę przed biurkiem. Mam na sobie żółty, przyciągający muszki owocówki, T-Shirt American Flag 100% bawełny, spodenki za kolana w barwach pustynnego moro, oraz okulary przeciwsłoneczne siostrzenicy, w różowych oprawkach. Piję drinka w postaci brzoskwiniowej Nestea rozcieńczonej z gazowanym Żywcem Zdrój. Piszę recenzję „American Psycho”, choć recenzja to zbyt mocne określenie, bo kimże ja jestem, aby recenzować czyjąś twórczość? Czy stworzyłem coś własnego? To zbyt wygodne, by oceniać, jednocześnie nie obawiając się oceny w rewanżu. Jestem spokojny. Może nawet obojętny. Nie skupiam się na pisaniu. Co chwilę drapię się po głowie i spoglądam na telewizor marki Intervision z wyciszonym dźwiękiem. W „Rozmowach w toku” tematem jest prawdopodobnie „Zjadłam męża”, albo „Grałam rolę Pancernika Potiomkina”, nie wiem, ciężko zgadywać bez dźwięku, ale na widowni widzę parę niezłych laskojadów, które chętnie bym wyjebał. Przypomniało mi się, że muszę oddać koledze filmy, które on ukradł z Internetu i ma czelność nazywać je „swoimi”. Odwiedza mnie siostrzenica i wystukuje na klawiaturze: uuuuuyy48v c6cx. Gdy jej z kamienną twarzą przerywam, mówi „jeście!”, ale zdecydowanie zabraniam, więc obrażona odchodzi utrudniać życie komuś innemu, zabierając w ramach zemsty swoje okulary, więc teraz siedzę bez. Na wieczór zaplanowałem sobie telefon do „Rozalii” i zamówienie na nazwisko kolegi dwóch dziwek, blondynki i brunetki. Zerżnę je butelką od szampana Carskoje Igristoje, aż do wystrzału korka. Potem zetrę im palce na tarce do warzyw Gefu Julienne, upiekę z tego pieczeń i je nią nakarmię, zakładając, że do tego czasu nie umrą przybite gwoździami przy pomocy wbijarki Bosh PTK23E do mahoniowej podłogi. Następnie prawdopodobnie wydrążę im w brzuchach dziury łyżką do gałek lodowych Practic, zjadając ich wnętrzności. Być może następnie zerżnę je w brzuch. Po dwóch tygodniach rozkładu wyniosę to, co z dziwek pozostało w foliowych workach i wyrzucę najzwyczajniej na śmietnik w drodze na siłownię oraz solarium.

Czytaj dalej „American Psycho – Bret Easton Ellis”