Suttree – Cormac McCarthy

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, jak to mówią. Moją pierwszą styczność z McCarthym najtrafniej opisałoby wyrażenie „niefortunna”. Zabrakło chemii, nie zaiskrzyło.  „Drogę„, która przypadkowo do mnie trafiła, potraktowałem dosyć obcesowo i być może nieco niesprawiedliwie, zarzucając jej brak wyraźnie zaznaczonej fabuły i jojcząc na ograniczenia, które autor sam sobie narzucił wybierając taką, a nie inną tematykę. O ja naiwny! Obecnie, będąc mądrzejszym o cztery kolejne powieści McCarthy’ego (a przede wszystkim „Krwawy południk” – na dźwięk tych dwóch słów budzi się we mnie uwielbienie graniczące z podnieceniem), stwierdzam, że nie dojrzałem w bestselerowej „Drodze” tego, co w prozie autora najważniejsze – sam element wędrówki, charaktery ludzkie, naturalność dialogów, kontrast między pięknem i nieobliczalnością natury a surowością ludzkiego bytu – w tym tkwi siła McCarthy’ego, a nie w fabule, która w żadnej z jego powieści szczególnie wyszukana nie jest! Aż mi wstyd za moją krótkowzroczność.

Czytaj dalej „Suttree – Cormac McCarthy”