Bastion – Stephen King

bastionMnie też w sumie trochę dziwi fakt, że Król Stefan dopiero teraz wjeżdża swoją literacką karocą w skromne półki moich książkowych regałów. Nie to, żebym miał do Kinga jakiś uraz i gardził jego twórczością, bo już parę razy się zetknęliśmy – dawno temu, jeszcze przed erą powszechnego Internetu z nudów przeczytałem Grę Geralda, a będąc w wojsku podjąłem nieudaną próbę lektury Miasteczka Salem (nie dokończyłem, ale nie pamiętam dlaczego, pewnie wolałem pić tanie wina na przepustce). Później Kinga jakoś świadomie unikałem (co nie było łatwe ze względu na jego pisarską płodność), a powodów mógłbym zapewne znaleźć kilka, jednak nie było to nic osobistego, a wypracowanej przez dekady i w pełni zasłużonej pozycji literackiej nikt – tym bardziej taki bubek, jak ja – nie powinien mu odmawiać. Jak więc do tego doszło, że wreszcie przyszło mi czytać Kinga? Winy należy upatrywać w moim cyklicznie powracającym apetycie na powieść w klimatach post-apo i przeglądając już kolejne zestawienie gatunku nie mogłem przegapić Bastionu, choćbym bardzo chciał. Mający 1200 stron kloc musi się rzucić w oczy i wymaga przy tym uważnego obchodzenia się z nim, bo lepiej nie upuścić sobie takiej książki na stopę. Przez wiele lat ignorowałem Kinga, a teraz przyszło mi się zmierzyć z jego dziełem o gabarytach zdolnych pomieścić cztery inne powieści. Taki to chichot losu mnie spotkał. Podwijam rękawy i do (literackiego) dzieła.

Czytaj dalej „Bastion – Stephen King”

Życie instrukcja obsługi – Georges Perec

zycie-instrukcja-obslugi-b-iext3713757Nie będę ukrywał, że najprawdopodobniej nie zrozumiałem tej książki w całej jej rozciągłości. Nie to, że jest jakaś wybitnie wymagająca w dziedzinie narracji czy języka, ale najwyraźniej przed przystąpieniem do lektury niezbędne jest, by czytelnik popełnił pewne przygotowania. Perec stworzył tę powieść i oparł jej przebieg o jakieś algorytmy ruchowe konika szachowego (gdzie umowną szachownicą jest przekrój kamiennicy, w której mieszkają bohaterowie), a cała forma Życia instrukcji obsługi jest ściśle określona matematycznymi wzorami (ilość stron, rozdziałów i takie tam). Taki to eksperyment literacki (zresztą nie pierwszy dla Pereca, ale o tym napomknę później) i ponoć książka znacznie zyskuje na odbiorze, jeśli wcześniej poznać jej koncepcję oraz zakulisowe ustalenia autora. Ale przeczytałem, że „matematyczne” i dałem sobie spokój, bowiem w zakresie Królowej Nauk nie jestem – dyplomatycznie rzecz ujmując – orłem, więc w moim przypadku takiego rodzaju rekonesans przed lekturą mógłby przynieść odwrotny skutek i jedynie mnie zniechęcić. Poza tym nie bardzo rozumiem: co to za zabiegi? Ja chcę po prostu przeczytać powieść, a nie dokształcać się do niej jak do egzaminu, aby móc w pełni czerpać przyjemność. A co jeśli mimo wszystko książka mi się nie spodoba, rzucę ją po stu stronach i paradoksalnie okaże się, że przygotowania zajęły mi więcej czasu, niż sama lektura? Rozumiem chęć dodatkowego zakręcenia się wokół dzieła PO lekturze – bo mi się spodobało i z rozkoszą poznam okoliczności jego powstania oraz zgłębię poruszaną tematykę, ale PRZED? Niech się powieść broni bez tego, rzekłem, po czym zacząłem czytać.

Czytaj dalej „Życie instrukcja obsługi – Georges Perec”

Kroniki Amberu – Roger Zelazny

amber tom1Dla porządku wyjaśnię, jak wygląda sytuacja. W cały cykl Kronik Amberu wchodzi dziesięć krótkich tomów, a tutaj mamy pięć pierwszych zawartych w pierwszym z dwóch tomów zbiorczych (wyd. Zysk i S-ka, 2010). Możesz wrócić wielokrotnie do poprzedniego zdania i nic dziwnego, bo sam bym go nie zrozumiał za pierwszym razem, ale równie dobrze możesz sobie odpuścić, bo nie ma tam nic istotnego. Warto natomiast wiedzieć, że tom ten jest faworytem w walce o najbardziej kiczowatą okładkę roku i rywale już z rezygnacją spuszczają głowę. Czcionka, kolorystyka, czerwony ni-to-pałac, ni-to-budyniowe-gluty na tle ośnieżonego, górskiego szczytu. No i jednorożec, jak z marzeń ośmiolatki. Wiem, że okładka jest akurat najmniej ważnym elementem i nie wpływa na wartość literacką, ale ustalmy coś: jakieś wyczucie i kryteria trzeba mieć, bo może dojść do sytuacji, że potencjalny czytelnik będzie się wstydził zdjąć książkę z półki w księgarni. Sam musiałem w drodze do kasy dla niepoznaki przykryć ją czasopismem. Takie kombinacje… lepiej, żeby było warto – myślałem wtedy. Ale dosyć tych uwag i pastwienia się. Przejdźmy do tego, co tworzą rozmyślnie poustawiane obok siebie literki, czyli treści.

Czytaj dalej „Kroniki Amberu – Roger Zelazny”

Kobiety – Charles Bukowski

Bukowski daleko nie szukał inspiracji dla postaci głównego bohatera swoich powieści. Sam był na tyle frapującą osobistością, że grzechem byłoby nie wykorzystać tego potencjału. Powierzchowna zmiana nazwiska na Chinaski nikogo nie zwiodła, ale też nie miała takiego celu. Zarówno „Kobiety” jak i pozostałe powieści Bukowskiego są w znacznej mierze autobiograficzne i to jest potężny atut, bo jeśli ktoś nie kojarzy kim był Charles, to już pokazuję i objaśniam, gdyż należy to nadrobić.
Henry Charles Bukowski jr, jak na poetę przystało, nazywał swojego penisa „purpurową cebulą”, nie znosił Myszki Miki, a pierwszy stosunek seksualny zaliczył w wieku 24 lat. Szczęśliwą wybranką, której podarował swoje dziewictwo była ważąca 150 kilogramów dziwka. Ja byłem pijany, ona też* – tłumaczy Bukowski. Dla uczczenia romantyzmu nocy, Charles po przebudzeniu posądził dziwkę o podprowadzenie mu portfela. Pewnie schowałaś go do cipy, masz tam dużo miejsca** – wspomina. Lubił wypić i poruchać. Na spotkaniach autorskich upijał się jak szpadel, bluźnił i groził obiciem mordy publiczności, a tej nigdy nie brakowało. Jednocześnie potrafił popłakać się na wspomnienie o dawno minionej miłości, taki uczuciowy dżentelmen z niego był. Fascynujący, barwny, z butelką w jednej dłoni i papierosem w drugiej. A jednocześnie atrybuty te w niczym nie umniejszały jego mądrości i wrażliwości. Zaskakujące.

Czytaj dalej „Kobiety – Charles Bukowski”