Kroniki Amberu – Roger Zelazny

amber tom1Dla porządku wyjaśnię, jak wygląda sytuacja. W cały cykl Kronik Amberu wchodzi dziesięć krótkich tomów, a tutaj mamy pięć pierwszych zawartych w pierwszym z dwóch tomów zbiorczych (wyd. Zysk i S-ka, 2010). Możesz wrócić wielokrotnie do poprzedniego zdania i nic dziwnego, bo sam bym go nie zrozumiał za pierwszym razem, ale równie dobrze możesz sobie odpuścić, bo nie ma tam nic istotnego. Warto natomiast wiedzieć, że tom ten jest faworytem w walce o najbardziej kiczowatą okładkę roku i rywale już z rezygnacją spuszczają głowę. Czcionka, kolorystyka, czerwony ni-to-pałac, ni-to-budyniowe-gluty na tle ośnieżonego, górskiego szczytu. No i jednorożec, jak z marzeń ośmiolatki. Wiem, że okładka jest akurat najmniej ważnym elementem i nie wpływa na wartość literacką, ale ustalmy coś: jakieś wyczucie i kryteria trzeba mieć, bo może dojść do sytuacji, że potencjalny czytelnik będzie się wstydził zdjąć książkę z półki w księgarni. Sam musiałem w drodze do kasy dla niepoznaki przykryć ją czasopismem. Takie kombinacje… lepiej, żeby było warto – myślałem wtedy. Ale dosyć tych uwag i pastwienia się. Przejdźmy do tego, co tworzą rozmyślnie poustawiane obok siebie literki, czyli treści.

Czytaj dalej „Kroniki Amberu – Roger Zelazny”

Shōgun – James Clavell

Co z tego, że zdarza mi się Japończyków nazwać „małymi, żółtymi ludzikami”? To z sympatii. Z kolei sympatia ta wynika z podziwu, jakim darzę ten naród o tradycjach, którymi można by obdzielić pięć innych nacji. Poważnie. Ten kraj jest obłędnie fascynujący, nie przestaje mnie zaskakiwać i w pewnych aspektach codzienności nie mogę przestać zazdrościć Japończykom. Największą przyjemność z lektury „Shōguna” czerpałem właśnie z możliwości smakowania egzotycznej natury i kultury Japonii, z poznawania jej wraz z postępami fabuły stanowiącej jedno z największych dokonań w gatunku powieści przygodowej. No i zawsze, ale to zawsze chciałem być wojownikiem ninja. Zamaskowanym, bezszelestnym, bezlitosnym. Co prawda wizerunek tych niezwykle skutecznych zabójców u Clavella nie prezentuje się zbyt chwalebnie (choć wiarygodnie), ale nadal pozostają oni ludzkimi maszynami o żelaznej dyscyplinie i nieugiętej cierpliwości. I nigdy nie nazwałbym ich „małymi, żółtymi ludzikami”, bo w rewanżu prawdopodobnie skręciliby mi kark stopami.

Czytaj dalej „Shōgun – James Clavell”