Bracia Lwie Serce – Astrid Lindgren

bracia-lwie-serce1Nie będę strzępił klawiatury na opowiadanie o tym, w jaki sposób znów doprowadziłem do sytuacji, że czytam kolejną bajkę dla dzieci, chociaż pod niektórymi względami staram się uchodzić za dorosłego. Sam do końca tego nie pojmuję, ale najwyraźniej to efekt impulsywnej decyzji, pod wpływem której jednego dnia dodaję daną książkę do listy, by po miesiącu nie pamiętać już dlaczego właściwie to zrobiłem. Taka klasyka w przypadku każdego, kto regularnie czyta, ale nie narzekam, bo zdarzają się większe zmartwienia w życiu. Astrid Lindgren również należy do klasyki, ale literatury dziecięcej, choć akurat Braciom Lwie Serce trudno jest rywalizować o rozpoznawalność z Fizią Pończoszanką (przy okazji: uwielbiam to wymawiać) czy też z ekipą łobuzów z Bullerbyn. Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że twórczość Lindgren wykraczała daleko poza te dwa dzieła (cykle), a opowieść o Braciach Lwie Serce to jedna spośród dziesiątek tych mniej znanych historii. Chciałbym napisać, że tak samo warta przeczytania, ale jednak Dzieci z Bullerbyn to zupełnie inna, wyższa klasa, a Fizi Pończoszanki tak naprawdę nigdy nie czytałem, bo wydawała mi się zbyt dziewczyńska. Poza tym kiedyś oglądałem serial o jej wyczynach i z braku alternatywy byłem zmuszony bawić się jej lalką (niemiecką Pippi Langstrumpf), więc tej traumy było zbyt wiele, nawet jak dla mnie i nie chcę do tego wracać.

Czytaj dalej „Bracia Lwie Serce – Astrid Lindgren”

Tango – Sławomir Mrożek

Jak przez mgłę pamiętam, że kiedyś zdarzyło mi się uczestniczyć w spektaklu teatralnym. Wspominam o tym, żeby zrzucić z barków poczucie winy, iż do teatru nie uczęszczam. Raz, może dwa byłem tam z klasą, ciesząc się, że ominie nas klasówka z gegry. Bez zaangażowania, emocji, lepiej bawiłem się zapewne w drodze do i z teatru, niż na samym przedstawieniu. Ale czego oczekiwać po jedenasto- czy trzynastolatku. I szczerze przyznam, że na „Tango” Mrożka miałbym opory wybrać się do teatru nawet dzisiaj. Z tego samego powodu, z którego nie chodzę na komedie do kina, bo nie uśmiecha mi się słuchanie choćby najcichszego chichotu widzów, kiedy mnie dany gag nie śmieszy. Taki już ze mnie smutas. A „Tango” jest śmieszne, w pewien ujmująco tragiczny i nienachalny sposób. Sztuka teatralna do przeczytania w jeden, góra dwa wieczory a ilością rozbrajających niewymuszonym komizmem momentów mógłby zawstydzić niejedną satyro-komedię. Nie jestem też przekonany co do tego, czy reżyser i aktorzy biorący udział w spektaklu zinterpretowaliby fragmenty tak samo jak ja. W związku z tym jedynie bym się rozczarował, że scenka zabawna w swój nieoczywisty sposób, w przedstawieniu przechodzi bez echa i niezbędnego akcentu. Wyobraźnia czytelnika po raz kolejny tryumfuje nad jakimkolwiek, choćby najlepszym przedstawieniem tego wyobrażenia na ekranie czy deskach sceny. Wiem, bo YouTube mi powiedziało („Tango” Teatr TV). Już początkowa scena gry w karty jakoś mnie nie przekonała. Wolałem więc pozostawić sztukę Mrożka taką, jaką mam w głowie i nie dać sobie wmówić, że powinna wyglądać inaczej.

Czytaj dalej „Tango – Sławomir Mrożek”