Zwariowana łódka czyli Żałosna historia Radosnej Przygody – Farley Mowat

zwariowana-lodkaJa wiem, że są na świecie ważniejsze sprawy, ale niezmiernie ciekawy jestem, który geniusz wpadł na pomysł przetłumaczenia tytułu tej powieści w ten właśnie sposób. Co takiego było w oryginale (The Boat Who Wouldn’t Float) czego nie dało się zgrabnie przełożyć na język polski (pomijając ładny rym) i trzeba było tak pokomplikować tytuł, że teraz nie mieści mi się w jednej schludnej linijce, a część czytelników, którzy trafią tutaj przypadkiem nie zdąży nawet doczytać tego tytułu do końca przed zamknięciem okna. Angielski oryginał mówi wszystko i polski „przekład” niby też, ale jednocześnie jakby próbował powiedzieć zbyt wiele – jest zbyt rozwlekły, ogólnikowy, brak mu temperamentu. Najwyraźniej próbowano przy tym być na swój sposób dowcipnym, ale zupełnie niepotrzebnie pozwolono się ponieść fantazji. Powiecie, że macie gdzieś ten tytuł i wolicie przeczytać wreszcie coś o samej powieści – takie wasze prawo, oczywiście. Ale musicie zrozumieć, że pisanie o rzeczach błahych to mój sposób na rozgrzewkę i raczej nigdy się tego nie wyzbędę. Długodystansowi biegacze nie zaczynają od sprintu, więc ja nie zaczynam od spraw istotnych. Nie żebym się od razu uważał za długodystansowca, gdzie tam, to tylko taka metafora. Poza tym, tak jak pisałem na wstępie: są na świecie ważniejsze sprawy i teraz zamierzam pójść się nimi zająć, a do pisania wrócę za jakiś czas.

Czytaj dalej „Zwariowana łódka czyli Żałosna historia Radosnej Przygody – Farley Mowat”

Mesjasz Diuny – Frank Herbert

Moja inicjacja z Kronikami Diuny przebiegła pomyślnie. „Diuna”, jako pierwszy tom cyklu, zaintrygowała mnie wystarczająco, bym pokusił się o sięgnięcie bez wahania po kolejną część. Herbertowi udało się zaszczepić we mnie pewnego rodzaju ciekawość i literacki głód pustynnego krajobrazu Arrakis. Udało mu się tym samym uzyskać cel, bo pomimo faktu, że poprzedni tom mógłby stanowić zamkniętą całość i samodzielnie być sycącym posiłkiem dla niejednego czytelnika, to jednak we mnie pobudził jedynie dodatkowy apetyt na więcej. A przecież nie jestem obżartuchem! Przecież mogłem się z czystym sumieniem zadowolić pierwszym daniem, chwaląc kucharza najpierw za sposób podania, a następnie za ucztę, której mógł doświadczyć nie tylko mój żołądek, ale i zmysły. Nie omieszkałem oczywiście tego uczynić, jednak oto powróciłem, witając się z szefem garkuchni ciepło, poklepując go po przyjacielsku w pupę i zamawiając to samo co poprzednio, tylko więcej. Było dla mnie zaskoczeniem, gdy Herbert tym razem postawił przede mną niewielki talerz, bo „Mesjasz Diuny” liczy zaledwie 250 stron (dla porównania – „Diuna” „ważyła” 600 stron + dodatki). Spojrzałem pytająco na kucharza, na co ten wzruszył ramionami w geście bezsilności. No cóż, zobaczmy, co tam upichciłeś parzygnacie sympatyczny.

Czytaj dalej „Mesjasz Diuny – Frank Herbert”

Rozmowa w „Katedrze” – Mario Vargas Llosa

Ciekawe, że kiedy w październiku zeszłego roku przeglądając pewne zestawienie „100 książek, które trzeba przeczytać”, trafiłem na opis „Rozmowy w »Katedrze«” i dodałem ją do swojej listy przyszłych zakupów, to już kilka dni później Vargas Llosa otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Przypadek? Nie sądzę. Bliższy jestem teorii, że swoją chęcią zapoznania się z prozą Peruwiańczyka, wywarłem podświadomy nacisk na osoby decydujące o przyznaniu tegoż wyróżnienia. Trudno się nie ugiąć pod naporem tak potężnego umysłu jak mój, toteż gdy parę dni później Llosę ogłoszono Laureatem Nobla uśmiechnąłem się tylko nikczemnie – „dobra robota”, mruknąłem do siebie.
Co mnie natomiast zaskoczyło, to wynikające z nagrody niewielkie trudności z zakupem najbardziej cenionej powieści Llosy. Nie były to naturalnie problemy porównywalne z próbą zakupu wiatraka elektrycznego w okresie zeszłorocznych wakacji (muszę pamiętać, żeby w tym roku kupić go wcześniej), ale wystarczy zaznaczyć, że kilka dni po przyznaniu Nobla, na półkach księgarni ostały się zaledwie pojedyncze egzemplarze Llosy i to raczej te zbierające słabsze opinie. Tak jakby Naród nagle zaczął czytać coś, poza Internetem. Po tygodniu wszystko wróciło do normy, statystyczny Polak znów czytał ćwierć książki rocznie, a ja spokojnie nabyłem swój egzemplarz „Rozmowy w »Katedrze«”.
Dopiero po upływie sześciu miesięcy uznałem, że atmosfera w powietrzu jest odpowiednia dla mojego podejścia do prozy Llosy, bo to wstyd nie zaznać twórczości noblisty. I nieważne, że dorobku pozostałych stu czterech noblistów także nie znam, ha!

Czytaj dalej „Rozmowa w „Katedrze” – Mario Vargas Llosa”