Kompleks Portnoya – Philip Roth

1ckompleksMam taki notesik, już chyba czwarty z kolei, w którym bazgrzę sobie podczas lektury: utrwalam spostrzeżenia, zapisuję lokalizację godnych uwagi cytatów i w ogóle podchodzę do sprawy profesjonalnie, muszę jedynie opanować robienie notatek bez odrywania wzroku od lektury. Staram się przy tym być zwięzły i standardem jest, że powieść o objętości Kompleksu Portnoya zajmuje w owym notatniku stronę, czasem półtora, ale nie przesadzajmy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spostrzegłem, że kończę trzecią stronę uwag do książki Rotha. Owszem, jedną z nich w całości zaanektowały same cytaty, ale to mimo wszytko niecodzienna sytuacja. A nie zapowiadało się, bo w porównaniu z tym, co dzieje się na dalszych stronach Kompleksu Portnoya sam początek historii jest w miarę zachowawczy, jakby nieśmiały i nawet niewinny. To pewnego rodzaju zapoznanie się z warunkami oraz okolicznościami, przypominające stanięcie w zimnej wodzie po kolana i chlapanie się nią po całym ciele, tuż przed całkowitym zanurzeniem. Te natomiast może okazać się mało przyjemnym, często dramatycznym, choć jednocześnie śmiesznym doznaniem. Bo Aleksander Portnoy podczas wizyty na kozetce u swojego psychoanalityka doktora Spielvogela wyzna nam wszystko – podzieli się obawami, zdradzi krępujące epizody swojego życia, w uniesieniu pochwali się niemałymi podbojami seksualnymi i tym, ile odwagi one wymagały, ale przede wszystkim uzewnętrzni się ze swoją nienawiścią (do rodziców, partnerek, społeczeństwa i zwłaszcza do samego siebie).

Czytaj dalej „Kompleks Portnoya – Philip Roth”

Sto lat samotności – Gabriel García Márquez

Anegdotka. Spotyka się dwóch znajomych i jeden pyta – oglądałeś „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”? Na co ten drugi – nie, a o czym to jest? Cha, cha, mnie to bawi, a wspominam o tym nie bez powodu, bo analogicznie sprawa ma się z najbardziej rozpoznawalną powieścią noblisty Márqueza. Gdyby ktoś zapytał mnie, o czym jest „Sto lat samotności”, to pierwszym określeniem byłaby właśnie samotność, już pomijając fakt, czy rzeczywiście stuletnia. Oczywiście, takie uogólnienie byłoby krzywdzące dla powieści, bo ta nie ogranicza się jedynie do tematyki osamotnienia. Samotność jest tutaj jednak wszechobecna, przebija się przez wszystkie wątki, nadaje treści rytm i odcień, zaraża sobą czytelnika. Weź dowolną postać z kart „Stu lat samotności” i przekonaj się, że urodziła się ona samotnie, samotnie szła przez codzienność i, bez wyjątku, samotnie umierała. Niewiele w powieści optymizmu i pozytywnych emocji, a sugestywnością i przytłaczającą czytelnika atmosferą mogłaby ona z powodzeniem konkurować z niejedną antyutopią. „Sto lat samotności” jednak do tego nie aspiruje, więc darujmy już sobie drążenie tematu. Wystarczy wiedzieć, że nie jest to lektura na depresyjne wieczory, bo wątpliwym jest, żeby przyniosła wtedy ukojenie.

Czytaj dalej „Sto lat samotności – Gabriel García Márquez”