Muminki – Tove Jansson

muminki-ksiega-pierwszaA wiedzieliście na przykład, że do autorki Muminków zgłosił się pewnego razu producent podpasek, aby otrzymać zgodę na nazwanie swojego produktu „Małą Mi”? No kurde, chwytliwe, nie zaprzeczę. Dziewczynki byłyby zachwycone, niestety, Tove Jansson grzecznie odmówiła. Natomiast ja, w czasach gdy nie wiedziałem jeszcze czym jest i do czego służy podpaska, w każdy piątek, punktualnie o dziewiętnastej godzinie z wypiekami na twarzy biegłem przez podwórko, z hukiem wpadałem do domu i nie ściągając dziurawych trampek (aby nie zgubić cennego piasku, który w nich cały dzień zbierałem), z brudnymi kolanami rozsiadałem się na wersalce, by z przejęciem obejrzeć przygody Muminków. Po prostu ta bajka miała w sobie trudny do określenia urok i pomimo cukierkowej powierzchowności, była dostrzegalnie muśnięta przerażająco mrocznymi fragmentami i uczuciem ciągłego zagrożenia. Choćby Buka – symbol dziecięcych koszmarów – to chyba najlepszy przykład, ale byli przecież niepokojąco milczący Hatifnatowie, czy też Czarodziej, poszukujący po całym świecie swojego magicznego kapelusza. To wszystko byłoby jednak niczym, bez odpowiedniej atmosfery, a tej zarówno w bajkach, komiksach, a przede wszystkim w literackim pierwowzorze mamy po same uszy.

Czytaj dalej „Muminki – Tove Jansson”

Mechaniczna pomarańcza (wersja R) – Anthony Burgess

Uwielbiam te chwile, kiedy powieść już od pierwszych stron zaczyna mnie intrygować – stylem, słownictwem i zalążkiem klimatu, bo o warstwie fabularnej trudno zazwyczaj na tym etapie cokolwiek powiedzieć. Jeszcze bardziej niezwykłym uczuciem jest, gdy autor powieści bezlitośnie rzuca wyzwanie czytelnikowi i bez szczególnego przygotowania na to, co go czeka – z zaskoczenia jakby – wprowadza go w mocno nieznane realia. Za to uwielbiam Jacka Dukaja i podobnie czułem się przy lekturze „Mechanicznej pomarańczy”. W takich przypadkach dla każdego oczywistym jest, że wraz z upływem stron do umysłu czytelnika zacznie coraz szerszym strumieniem napływać zrozumienie, ale nie każdemu dano tyle cierpliwości. „Mechaniczna pomarańcza” stanowi wyzwanie w warstwie słownictwa, początkowo kompletnie nowego i niezrozumiałego, ledwie uchwytnego jedynie dzięki kontekstowi zdania. Burgess mianowicie, tworząc pewnego rodzaju antyutopię, stworzył także całkowicie nowy żargon (najwyraźniej zauważalna jest inspiracja językami rosyjskim i niemieckim, przede wszystkim), którym posługują się główni bohaterowie (gwara „ślunska” się chowa). Slang kojarzący się z więzienną grypserą tym wyraźniej, że owi bohaterowie charakteryzują się mocno kryminalną mentalnością i postawą.

Czytaj dalej „Mechaniczna pomarańcza (wersja R) – Anthony Burgess”

Cienka czerwona linia – James Jones

Z rezerwą startowałem do tej książki. Wiadomo, jak każdy mężczyzna z pokolenia nie doświadczonego okazją uczestniczenia w wojnie i obserwowania jej własnymi oczami, na które przy gwałtownych ruchach zsuwa się hełm, lubię przynajmniej wojnę pooglądać na ekranie, bądź o niej poczytać. Dlaczego więc z rezerwą? Otóż dlatego, że już trochę tego było. Po lekturze „Kompanii Braci”, czy też „Jarhead” zastanawiałem się, czy „Cienka czerwona linia” jest w stanie mnie czymś nie tyle zaskoczyć, co po prostu zainteresować. Zaskoczyła? Nie. Zainteresowała? W sumie tak. Jones, choć brał udział w operacjach na wyspie Guadalcanal i zapewne z powodzeniem mógłby w swoim teatrze zdarzeń wykorzystać autentyczne postaci, postanowił z góry poinformować czytelnika, że opisane wydarzenia są fikcyjne, tak samo jak ich uczestnicy. Dlaczego? Nie wiem, nie pytałem go. W zasadzie, czytając tę informację, poczułem się nieco zawiedziony, ale przeszło mi po kilkunastu stronach, bo uświadomiłem sobie, że założenia tej powieści nie dopuszczają możliwości, by była ściśle autentyczna. Treść bowiem traktuje nie tyle o strzelaniu, rzucaniu granatami i bezmyślnym czołganiu się w sięgającej pasa trawie. Istotą jest tutaj to, co siedzi w żołnierskiej głowie pod hełmem, a nie to, co się wokół tego hełmu dzieje. Jones postanowił przeanalizować wojnę pod kątem psychiki, akcję spychając na drugi plan, więc trudno, żeby szczycić się tutaj autentyzmem, wszak nie siedział on w głowie każdego kompana a opierał się jedynie na swoich domysłach, wyobrażeniach, obserwacjach. Nikt także nie powiedział, że jego umysł był niczym niezmącony, nie przekoloryzował i można bezgranicznie ufać jego opisom. Niewiadomych jest tutaj sporo, dlatego nie ma sensu rozprawiać, czy i na ile wydarzenia przedstawione w książce miały rzeczywiście miejsce. Skupmy się więc na aspekcie czysto psychologicznym i walce żołnierzy nie z Japończykami a z własnym umysłem niebezpiecznie czołgającym się pod ostrzałem w kierunku tytułowej cienkiej, czerwonej linii, oznaczającej granicę wytrzymałości mentalnej. Grunt, aby brnąć wzdłuż niej a nie w poprzek, bo powrót nie jest prawdopodobny.

Czytaj dalej „Cienka czerwona linia – James Jones”