Justyna – Lawrence Durrell

justynaKwartet Aleksandryjski od wielu lat był pod moją – niezbyt baczną, ale jednak – obserwacją. Figuruje on w wielu zestawieniach, jest wysoko oceniany i doceniany przez liczne instytucje. W związku z małą dostępnością cyklu sprzedawcy często sobie świrowali z cenami – 500 zł za zestaw czterech książek to była norma, zdarzały się również oferty wyższe, a jeśli trafiła się jakaś w okolicach 300 zł, to z dziwnie przemilczanym stanem egzemplarzy. Nie zawsze mi się to zdarza, ale tym razem rozsądek brał górę, więc wstrzymywałem się przed wywaleniem takiej sałaty na książki, gdzie nawet nie miałem pewności, że te powieści mi się spodobają. A gdyby nie? Pewnie musiałbym sobie potem wmawiać, że są wspaniałe i warte swojej ceny, by stłamsić świadomość wywalenia pieniędzy w błoto. I nie – nie mówcie mi tutaj o bibliotekach, bo od kiedy w podstawówce zostałem przez okrutną bibliotekarkę wytargany za pejsy, to mam traumę i nie przekraczam progu tych komnat bólu oraz poniżenia. Ale pojawił się ratunek w postaci nowego wydania Justyny, pierwszego tomu tetralogii, więc każdy może dzieło Durrella sprawdzić w rozsądnych warunkach cenowych oraz bez narażania własnych pejsów. Jak temat chwyci i kogoś stać, to może sobie nawet potem kupić cały kwartet za 500 zł, bo czemu nie. Albo po prostu poczekać na wznowienia kolejnych tomów. A teraz spróbuję sobie odpowiedzieć, co ja zrobię.

Czytaj dalej „Justyna – Lawrence Durrell”

Reklamy

Muminki – Tove Jansson

muminki-ksiega-pierwszaA wiedzieliście na przykład, że do autorki Muminków zgłosił się pewnego razu producent podpasek, aby otrzymać zgodę na nazwanie swojego produktu „Małą Mi”? No kurde, chwytliwe, nie zaprzeczę. Dziewczynki byłyby zachwycone, niestety, Tove Jansson grzecznie odmówiła. Natomiast ja, w czasach gdy nie wiedziałem jeszcze czym jest i do czego służy podpaska, w każdy piątek, punktualnie o dziewiętnastej godzinie z wypiekami na twarzy biegłem przez podwórko, z hukiem wpadałem do domu i nie ściągając dziurawych trampek (aby nie zgubić cennego piasku, który w nich cały dzień zbierałem), z brudnymi kolanami rozsiadałem się na wersalce, by z przejęciem obejrzeć przygody Muminków. Po prostu ta bajka miała w sobie trudny do określenia urok i pomimo cukierkowej powierzchowności, była dostrzegalnie muśnięta przerażająco mrocznymi fragmentami i uczuciem ciągłego zagrożenia. Choćby Buka – symbol dziecięcych koszmarów – to chyba najlepszy przykład, ale byli przecież niepokojąco milczący Hatifnatowie, czy też Czarodziej, poszukujący po całym świecie swojego magicznego kapelusza. To wszystko byłoby jednak niczym, bez odpowiedniej atmosfery, a tej zarówno w bajkach, komiksach, a przede wszystkim w literackim pierwowzorze mamy po same uszy.

Czytaj dalej „Muminki – Tove Jansson”

Atlas zbuntowany – Ayn Rand

Trudno w tej chwili mi określić, czego spodziewałem się po lekturze Atlasa. Nie spotkałem się wcześniej z jakimkolwiek streszczeniem powieści, recenzją, opinią zasłyszaną gdziekolwiek. Oczywiście, gdybym chciał, to w trymiga bym znalazł, ale nie w tym rzecz. Dodatkowo, zachęta umieszczona na tyle okładki też jakaś taka enigmatyczna, nie sposób na jej podstawie określić czy będziemy mieli do czynienia z kryminałem, romansem, filozoficzną rozprawą, utopijnym, bądź też antyutopijnym spojrzeniem na świat, psychologicznym dramatem, manifestem autorki, czy może wszystkim tym jednocześnie, w różnych proporcjach. Jak się zapewne już domyślasz, bo jesteś inteligentny/a i podejrzliwy/a (akurat), nie bez powodu wymieniłem właśnie takie opcje, a nie inne, bo „Atlas zbuntowany” jest okazałą fuzją tych gatunków literackich. Kwestii pochodzenia autorki nie będę roztrząsał, napomknę jedynie, że urodziła się gdzieś w Rosji (kto by ją tam ogarnął i nadążył za jej ogromem) pod nazwiskiem Rosenbaum, tak że dowcipy o rosyjskich żydach są bardzo nie na miejscu. Pomimo tego, nie ma innej możliwości, jak zaliczyć jej twórczość do nurtu literatury amerykańskiej i nie jest to bynajmniej moje widzimisię. Kniga z rasy tych, które przerażają swoim rozmiarem, bo ciężka, ubita, posiadająca blisko tysiąc dwieście stron w sporym formacie, czyli nie za bardzo nadająca się do zgrywania intelektualisty i czytania w autobusie, za to akuratna jako narzędzie zbrodni, bo jest czym pierdolnąć. Prawdę mówiąc, nie wiem ile Rand zajęło pisanie tej monumentalnej, potężnej niczym tytan Atlas powieści, ale szczerze wątpię, by były to dwa weekendy i jeszcze ciut, bo skala i rozmach zadziwia i materiały starczyłoby na trylogię.
Już podaję szczegóły.

Czytaj dalej „Atlas zbuntowany – Ayn Rand”