Muminki – Tove Jansson

muminki-ksiega-pierwszaA wiedzieliście na przykład, że do autorki Muminków zgłosił się pewnego razu producent podpasek, aby otrzymać zgodę na nazwanie swojego produktu „Małą Mi”? No kurde, chwytliwe, nie zaprzeczę. Dziewczynki byłyby zachwycone, niestety, Tove Jansson grzecznie odmówiła. Natomiast ja, w czasach gdy nie wiedziałem jeszcze czym jest i do czego służy podpaska, w każdy piątek, punktualnie o dziewiętnastej godzinie z wypiekami na twarzy biegłem przez podwórko, z hukiem wpadałem do domu i nie ściągając dziurawych trampek (aby nie zgubić cennego piasku, który w nich cały dzień zbierałem), z brudnymi kolanami rozsiadałem się na wersalce, by z przejęciem obejrzeć przygody Muminków. Po prostu ta bajka miała w sobie trudny do określenia urok i pomimo cukierkowej powierzchowności, była dostrzegalnie muśnięta przerażająco mrocznymi fragmentami i uczuciem ciągłego zagrożenia. Choćby Buka – symbol dziecięcych koszmarów – to chyba najlepszy przykład, ale byli przecież niepokojąco milczący Hatifnatowie, czy też Czarodziej, poszukujący po całym świecie swojego magicznego kapelusza. To wszystko byłoby jednak niczym, bez odpowiedniej atmosfery, a tej zarówno w bajkach, komiksach, a przede wszystkim w literackim pierwowzorze mamy po same uszy.

Czytaj dalej „Muminki – Tove Jansson”

Dzieci z Bullerbyn – Astrid Lindgren

Raz, dwa, trzy na me wezwanie,
A za czwartym niech się stanie,
A za piątym niech tu będzie,
A za szóstym huknie wszędzie.

I stało się! I huknęło! Ponieważ jestem odważnym człowiekiem, toteż w ramach kolejnego wyzwania czytelniczego sięgnąłem po lekturę, przy której poległo wielu trzecioklasistów. Między innymi ja sam, ale to tylko dlatego, że bałem się iść do szkolnej biblioteki. Tamtejsza pani szarpała niegrzecznych chłopców za baczki, więc wyszedłem z założenia, że lepsza pała w dzienniku, niż jej starcze palce ciągnące boleśnie za moje „pekaesy”. Teraz, zmotywowany przez pewną wesołą pannę, postanowiłem dzielnie zacisnąć zęby i przeczytać „Dzieci z Bullerbyn” – od początku do końca, bez wymówek, bez strojenia głupich min i omijania trudnych fragmentów. I się udało.

Czytaj dalej „Dzieci z Bullerbyn – Astrid Lindgren”

Folwark zwierzęcy – George Orwell

Były takie zamierzchłe czasy, kiedy w telewizorze mieliśmy zaledwie dwa programy, a ja byłem w wieku gdy cieszyłem się z kolejnej nocy, podczas której udało mi się skontrolować pęcherz na tyle, że rano miałem suchą piżamkę. W owych szczęśliwych czasach emitowano „Polskie zoo”, satyrę na aktualne wydarzenia polityczne, gdzie główne osobistości ówczesnej sfery politycznej przedstawione były w postaci zwierząt. O polityce wtedy wiedziałem tyle, że na pewno nie jest to rodzaj zupy, ani jeden z kierunków świata. Nie przeszkadzało mi to jednak w oglądaniu „Polskiego zoo”, bo były śmieszne kukiełki i równie śmiesznie gadały. Przypomniała mi o tym programie lektura „Folwarku zwierzęcego”, bo trudno żeby było inaczej, skoro ta krótka powieść Orwella to nic innego jak satyra na totalitarną politykę Stalina, w oczywisty sposób zawoalowana i przycięta pod tło gospodarstwa rolnego. Z tego powodu oczywistym jest też, iż Orwell napotkał na spore problemy z opublikowaniem swojego dzieła, ale więcej o tym można przeczytać we wstępie pt. „Wolność prasy”, który w zamierzeniu miał poprzedzać „Folwark zwierzęcy” już od pierwszego wydania, jednak z niewyjaśnionych przyczyn ujrzał druk dopiero w 1972 roku. Swoje kilka groszy dorzuca też tłumacz w posłowiu i muszę przyznać, że przyjemnie jest poczytać o całej otoczce wokół powieści i powinno to być miłym standardem wydawnictw. Sam „Folwark zwierzęcy” zajmuje zaledwie sto stron, więc jest do przeczytania w jeden wieczór i ciężko wymagać, by moja opinia była obszerna, bo jeszcze się okaże, że jest dłuższa niż sama powieść. A w zasadzie bajka.

Czytaj dalej „Folwark zwierzęcy – George Orwell”