Conan Barbarzyńca – Robert E. Howard

conan barbarzyncaSzesnaście opowiadań, jedna powieść, do tego esej wprowadzający nas w realia historyczne fantastycznych ziem, na których toczy się akcja – to wszystko w jednym wydaniu, więc gdyby ktoś planował budować dom, to miałby z tego kolejną, niemałą przecież cegłę. Takie rozmiary książki mogą przerazić niedzielnego czytelnika oraz – według niektórych teorii – zaimponować płci przeciwnej. Była ta sławetna kampania „Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka!”, której idei nie do końca rozumiem, bo przecież w łóżku czyta się najlepiej, a druga osoba tylko by przeszkadzała i rozpraszała uwagę, więc nie wiem po co mi tam ona. Bez sensu, podobnie jak całkowite wyrywanie sobie brwi tylko po to, by namalować nowe kredką. Ale co ja tam wiem, więc wróćmy już do Conana, w porządku? Aha, jeszcze tylko dodam, że gabaryty wydania tylko pozornie przytłaczają, bo czcionka jest duża jak w elementarzu, lektura idzie sprawnie, a szybkością przerzucanych kartek można nawet wytworzyć niewielki przeciąg, więc porzućcie obawy ci, którzy się lękacie, bo książka nie powinna zalegać miesiącami w niekończącej się fazie czytania i szybko staniecie twarzą w twarz ze znacznie większym problemem – jak znaleźć dla niej miejsce na i tak już ciasnych półkach regałów? Kurde, nie wiem, chyba zacznę je układać na podłodze, bo kto to widział żeby… Ale na Croma!, miało być o Conanie, już już.

Czytaj dalej „Conan Barbarzyńca – Robert E. Howard”

Płoń wiedźmo, płoń! – Abraham Merritt

Plon-wiedzmo-plonNo dobrze. Powiedzmy, że ogarnięty nadmiarem dobrej woli, która chyba niedługo mnie rozsadzi, jestem zmuszony odkorkować wentyl bezpieczeństwa i upuścić nieco ciśnienia. A piszę o tym, ponieważ Płoń wiedźmo, płoń! jest na tyle krótkim i zwięzłym dziełkiem, że sam nie wiem, czy przysługuje mu osobna opinia, szumnie czasem określana recenzją. Nawet wydanie, które mam, w niewielkim stopniu przypomina książkę, raczej coś w rodzaju małoformatowego czasopisma z klejonym grzbietem. Mimo to, ponieważ dawno nie gościliśmy tutaj powieści grozy, toteż zrobię wyjątek i przy okazji rozgłoszę trochę nazwisko Abrahama Merritta, za co on z pewnością będzie mi wdzięczny. Istnieje też ewentualność, iż będzie mu to kompletnie obojętne, z racji tego, że jest już od dawna wystarczająco martwy, a nie wiem czy był człowiekiem skorym do okazywania uczuć. W czasach kiedy był mniej martwy, zajmował się on pisaniem opowiadań z gatunku weird fiction, gdzie groza ciasno przeplatała się z fantastyką, okultyzmem i w ogóle śledzie z dżemem. Bo na przykład w streszczeniu innego dzieła Merritta – The Face in the Abyss – czytamy, że „łowca skarbów odnajduje w Andach ostatnią przedstawicielkę superinteligentnych ludzi-węży, którzy zmagają się z prastarą rasą, mających obsesję na punkcie seksu mutantów, polujących na nich przy pomocy dinozaurów i dziwacznych maszyn.”* Wystrzałowe! W związku z tym trochę żal, że Płoń wiedźmo, płoń! uderza w bardziej klasyczne klimaty powieści grozy, bez szczególnych udziwnień i tym samym nie może się pochwalić takim odbierającym czytelnikowi dech miksem pomysłów. Coś za długi ten wstęp, idziemy dalej.

Czytaj dalej „Płoń wiedźmo, płoń! – Abraham Merritt”

Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley

Huxley, oprócz komicznego imienia (i klawego nazwiska, dla równowagi) miał całkiem spory dar przewidywania i snucia prognostyków. Jego antyutopijna wizja przyszłości jest dosyć prawdopodobną, bo, na przykład, do klonowania ludzkości, jakże istotnego zagadnienia w książce, wciąż niestrudzenie dążymy i zapewne któregoś deszczowego dnia, przy blasku błyskawic jakiś szalony naukowiec uniesie w górę próbówkę i zakrzyknie „powstań, potworze genetyczny!”. Więcej jak pewne.  O ile „Rok 1984” Orwella, choć pisany także jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, prowadził czytelnika do Londynu roku… no, 1984, tak Huxley pogalopował o wiele dalej w dziejach, choć również do Londynu. I na miejscu akcji w zasadzie kończą się takie gołym okiem dostrzegalne podobieństwa, pomijając fakt, że obie powieści są antyutopiami.
Ale nie mam zamiaru tutaj porównywać obu książek, bo Orwella czytałem już dosyć dawno i aż na tyle to nie ufam swojej pamięci, by teraz na niej się opierać w głębszej analizie. Choć czasem nie omieszkam coś wspomnieć.

Czytaj dalej „Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley”