Wilk stepowy – Hermann Hesse

wilk stepowyProszę Państwa, chyba mamy zwycięzcę plebiscytu na pisarza, którego wolałbym nie poznawać osobiście. Nie żebym kiedykolwiek taki plebiscyt ogłaszał, ale – no wiecie – gdybym. Być może wyciągam pochopne wnioski i gdyby pogrzebać w temacie i otoczeniu pisarza głębiej to wszystkie moje obawy okazałyby się mylne, ale drążył nie będę, bo mi się nie chce. Zostawię to komuś, komu się będzie chciało. Moje odczucia na temat Hermana Hessego są natomiast takie, że to jeden z najbardziej przygnębiających autorów, z jakim miałem do czynienia. Poważnie, gdybym z nim spędził godzinę, albo dwie, to zapewne wpadłbym w taką depresję, że żadne rady w rodzaju „będzie dobrze” i żadne „zacznij uprawiać jakiś sport” by nie pomogły. Ale zawsze przynajmniej bawią. Jeśli prawdą jest, że Hesse własne odczucia i doświadczenia przeniósł na barki bohatera powieści – Harry’ego Hallera, to raczej nie ma czego zazdrościć żadnemu z panów. Bo znamiennym jest, by sam autor we własnym posłowiu poczuł potrzebę wytłumaczenia czytelnikowi, że Wilk stepowy nie jest opowieścią o upadku człowieka, ale jego uzdrowieniu. Serio, Hermann? Musiałeś to wyjaśniać? Dlaczego? Bo i tak wszyscy widzą w tej historii upadek, a nawet jeśli konkluzja w jakikolwiek sposób zwiastowałaby uzdrowienie, to i tak nie zmieni wydźwięku całej historii? Przecież czytelnik po kilku setkach stron jest na tyle przytłoczony ciemną naturą tej prozy, że szukanie w niej pozytywów przypomina przyklejanie plastra na złamanie otwarte. Albo pocieszenie z gatunku: operacja się powiodła, ale pacjent zmarł.

Czytaj dalej „Wilk stepowy – Hermann Hesse”