Król w Żółci – Robert W. Chambers

krol w zolciZ horrorami mi nie po drodze. Filmów z tego gatunku nie lubię, bo albo zapominam się bać, albo stale czekam na moment, w którym powinienem zacząć się bać, a dla mnie to żaden relaks. Z książkami jest trochę inaczej, ale mając kilkanaście lat przeczytałem jakiś podrzędny horror Mastertona (Zaklęci) i jedyny fragment jaki z niego pamiętam, to scena seksu w domu pełnym strachów oraz uwięzionych w ścianach złoczyńców. Czego jednak oczekiwać od nastolatka, który seks znał wyłącznie z niezbyt dokładnie poukrywanych przez rodziców kaset z niemieckim porno? Czyli wychodzi na to, że próby wywołania we mnie poczucia grozy są skazane na niepowodzenie tak samo dotkliwe, jak próby chowania przede mną kaset VHS z fikołkami. Nawet samemu wielkiemu Lovecraftowi z trudem wychodziło niepokojenie mnie, ale koniec końców – chwilami jednak wychodziło i to trzeba mu oddać. Pomyślałem więc, że tym razem zrobię to jak należy i opowiadania Chambersa czytałem jedynie późnymi wieczorami, tuż przed snem, z wiatrakiem skierowanym na nagie plecy, by dreszcze były podręcznikowe. Efekt? Każdorazowo zasypiałem jak dziecko, spałem twardo (z przerwą na siku) i bez koszmarów, by obudzić się rano z bolącymi plecami. Tyle w kwestii grozy. Mam uczucie, że stale robię coś nie tak, ale nie mam pojęcia co takiego. Czekam więc na rady ekspertów w dziedzinie straszenia, a tymczasem przejdźmy do twórczości Chambersa, bo robię się głodny.

Czytaj dalej „Król w Żółci – Robert W. Chambers”