Bracia Karamazow – Fiodor Dostojewski

Dostojewski_BraciaKaramazowSą takie książki, które stojąc na półce podniecają samym widokiem kuszącego grzbietu. Wiecie (a może nie wiecie), to tak jak z kobietą w umyśle mężczyzny: bardziej działa na wyobraźnię to, czego w całej krasie nie widać, co nadal przysłonięte i jakby szepczące „weź mnie w obroty między swoje szorstkie, brutalne dłonie i sprawdź co kryję”. Nie żebym cokolwiek wiedział o kobietach (choć przyznaję – momentami fascynujące to stworzenia), ale koledzy opowiadali, więc osobiście nie biorę odpowiedzialności za te teorie. Moją wyobraźnię natomiast rozpala obfity i szeroki grzbiet „Braci Karamazow”. Co więcej, przyciąga mój wzrok fraza „Bracia Karamazow” sama w sobie – jest śliczna, jest wielce obiecująca, śpiewna i chcę mieć z nią dzieci. Chyba jeszcze ładniej brzmi w oryginale (Brat’ja Karamazowy), normalnie rosyjska krasawica. Widzę i się pobudzam. Tymczasem – borem i lasem – to już moja druga schadzka z najdojrzalszą powieścią Dostojewskiego. Kilka lat temu, przy okazji naszego pierwszego romansu nie istniał jeszcze ten blog i do tej pory było mi lżej na duszy, że ominęła mnie pokusa opisania wrażeń z tamtych chwil. Czułem, że przerosłoby mnie to i chyba nadal trochę przerasta. Istnieje wobec tego obawa, że nie będę potrafił uporządkować wszystkich myśli, dobrać odpowiednich słów, poruszyć każdego aspektu, opisać odczuć w stosunku do miejsc, wydarzeń i postaci powieści; że zawsze będę niezadowolony z końcowej formy i treści mojej opinii. Tak zapewne będzie, ale mimo to spróbuję. Bo „Braciom Karamazow” zawdzięczam jedne z najpiękniejszych chwil spędzonych z książką w dłoniach, długich zastygnięć w bezruchu, aż do ścierpnięcia jakiejś części ciała. W tych wspólnych momentach moja satysfakcja rosła z każdą minutą, wzbijała w górę i w końcu robiła dziurę w naznaczonym plamami po rozgniecionych komarach suficie. Najwyższa ekscytacja!

Czytaj dalej „Bracia Karamazow – Fiodor Dostojewski”