Biesy – Fiodor Dostojewski

Ilekroć biorę na widelec Dostojewskiego, to za każdym razem czuję mające swoje epicentrum w brzuszku, a rozchodzące się błyskawicznie po całym ciele przyjemne wibracje. Mógłbym to nazwać fascynacją, motylkami w brzuszku, a nawet zakochaniem – w każdym słowie jego prozy z osobna i we wszystkich jednocześnie. Z „Biesami” nie mogło być inaczej, choć przyznaję, że powieść leżała na mojej półce blisko rok, a kiedy już wziąłem się za lekturę, to początki naszego romansu nie prezentowały się obiecująco. Pierwsza randka była ze wszech miar rozczarowująca, a wynikało to z nie do końca przekonującej mnie narracji i mocno sennej treści, którą Ona mnie raczyła przy kawie i papierosie. Swoista kronika rozmów, opisu kolejnych postaci, plotek, idei, przebiegu rozwoju społecznego czy politycznego, w takiej formie nie przekonała mnie aż do ostatnich stron – po prostu wraz z biegiem kartek pogodziłem się z tą wadą i pokochałem Ją nie za zalety (których ma multum), a raczej pomimo nieznacznych skaz na charakterze. To oczywiste wręcz, że wraz z bliższym poznaniem nabierałem do Niej zaufania, przywiązania i cieszyłem się wyśmienitym samopoczuciem, jeśli tylko Ona była obok. Każdorazowo pieściłem ją dłońmi wzdłuż grzbietu i z namaszczeniem rozkładałem to, co ma do rozłożenia. Tak, to był udany romans i nie żałuję ani minuty z czasu, który Jej poświęciłem.

Czytaj dalej „Biesy – Fiodor Dostojewski”