Dekorator – Boris Akunin

dekoratorTak, to znowu on. Erast Pietrowicz Fandorin, urzędnik szóstej rangi do specjalnych poruczeń przy moskiewskim generale-gubernatorze, kawaler rosyjskich i zagranicznych orderów. Nie zmyślam. Cytuję autora, a on przecież najlepiej wie o kim pisze. Nie oczekuję, że ktoś zacznie cykl od tego – szóstego już – tomu, ale być może jeśli będę wystarczająco natarczywy w promowaniu Fandorina to a nuż przybędzie mu czytelników, bo powtórzę i zacytuję siebie: warto. Każdy tom to mała perełka, ale różniąca się odrobinę odcieniem od pozostałych i finalnie, mam nadzieję, będzie z nich piękny naszyjnik. Promuje się te cykle skandynawskich i polskich kryminałów, bliźniaczo do siebie podobnych. W księgarniach zmuszony jestem omijać wzrokiem całe półki a niekiedy nawet regały poświęcone pojedynczym autorom, którzy mnie nie interesują, bo jestem świadomy, że gdybym chciał przeczytać wszystko od takiego Mroza, który najwyraźniej pisze szybciej, niż ja czytam, to musiałbym kartkować tylko jego twórczość, a w tak zaborcze układy i związki to ja wolę nie wchodzić. Tymczasem w tej samej księgarni, ale kilka metrów dalej, na skromnej powierzchni jednej z zakurzonych już półeczek stoją sobie niewielkie, niepozorne tomiki cyklu z Fandorinem. I nawet jeśli nie każdy z nich jest równie doskonały, to przynajmniej każdy stara się być zwięzły oraz inny od pozostałych. I póki co im się to udaje.

W komórce składowano drwa, ale teraz, pod koniec zimy, zostało ich już niewiele. Kłębił się tam natomiast tłum ludzi: komisarz, agenci z wydziału śledczego, naczelnik cyrkułu, dzielnicowy, lekarz, fotograf, stójkowi i wreszcie stróż Klimuk, który pierwszy odkrył ślady potwornej zbrodni – rano poszedł po drwa, zobaczył, co zobaczył, pokrzyczał, ile trzeba, i pognał na policję.[1]

Rok 1889, w Moskwie trwa właśnie Wielki Tydzień, a zaczyn akcji jest typowy, do bólu klasyczny – ktoś odnajduje trupa i konieczne jest, by były to zwłoki prostytutki. Ziew, tym sposobem nikogo nie zachęcisz Akunin, ale łaskawie dam ci szansę. Tym, co od początku zajmuje uwagę bohaterów i czytelnika jest fakt, że ofiara została potraktowana wyjątkowo brutalnie – sprawca ją najzwyczajniej w świecie rozpłatał, po czym powyciągał z niej wnętrzności, jakby – nie wiem – szukał w środku drugiej skarpetki do pary, a już był spóźniony do pracy. Fandorin jest na miejscu zbrodni, ale znosi ten mało apetyczny widok niezbyt dobrze i szybko zaczyna żałować, że zjadł wcześniej posiłek. Bohaterowi towarzyszy znany nam doskonale z poprzedniego tomu Tulipanow (ten z uszami odstającymi jak przy nocniku), który awansował już na pełnoprawnego asystenta i wspólnika wręcz. Na obu tych panów spadnie oczywiście obowiązek rozwikłania zagadki zbrodni, która szybko przepoczwarzy się w cały cykl morderstw dziwnie przypominający ten będący udziałem szalejącego w Londynie Kuby Rozpruwacza.

– Co my tu mamy… – mruczał radośnie ekspert medycyny sądowej, Jegor Willemowicz Zacharow, podnosząc z podłogi dłonią w kauczukowej rękawiczce miękki, sinoczerwony ochłap. – Proszę, proszę, śledziona… Tuś mi, malutka… Ślicznie. Do woreczka ją, do woreczka. Jeszcze wątroba, lewa nerka, i będziemy mieli komplet, nie licząc wszelkiego drobiazgu… Co pan tam przydeptał, monsieur Tulipanow? A właśnie, krezka…[2]

Bywa wyjątkowo brutalnie i pod tym względem dałem się Akuninowi zaskoczyć, bo wcześniej cykl nie raczył nas tego typu fragmentami, a jeśli nawet, to nie w takim natężeniu. Okaleczane przez Dekoratora (bo taki uroczy pseudonim otrzymał szalejący po Moskwie morderca) zwłoki opisane tu są ze wszystkimi anatomicznymi szczegółami. W trakcie śledztwa dochodzi do grupowej ekshumacji, a łatwo się domyślić, że nie jest to zbyt radosne i miłe dla oka wydarzenie. Przydarzy się również wycięty z ofiary płód, więc autor w subtelności się tym razem najwyraźniej nie bawi. Jest zaskakująco mocno, bezwzględnie i o ile na podstawie powyższych cytatów można podejrzewać, że wydźwięk zdarzeń został zmiękczony przez obecny tutaj czarny humor, to zaręczam, że konsekwencje działań Dekoratora i całej opowieści będą niebłahe, a na koniec nikomu raczej do śmiechu nie będzie. No, chyba że na wspomnienie notki prasowej o zakończeniu budowy wieży Eiffla.

Akunin daje czytelnikowi szansę na wejrzenie w psychikę mordercy (wiem, banał) i poświęca niewielkie fragmenty książki na wypowiedzi Dekoratora. To bełkot o pokręconej motywacji, przekonaniu o własnej racji i poczuciu wyjątkowości. Żadne to dogłębne studium, ale czytelnik czuje się odrobinę nieswojo z wiedzą, że taki ktoś może gdzieś istnieć. Schowany w cieniu i działający z ukrycia.

To nie jest jedna z tych opowieści o tym, jak Fandorin rozgryzł i schwytał kolejnego złoczyńcę. Akunin chciał nadać tej historii wyjątkowy kaliber, sprawić byśmy niełatwo o tych wydarzeniach zapomnieli, więc posuwa się do śmiałych decyzji fabularnych. W starciu z tak pogmatwanym umysłem seryjnego mordercy Fandorin jest często zwyczajnie bezsilny, bo ani to przewidzieć, ani zrozumieć. Zakończyć ten pojedynek jakoś będzie musiał, bo cykl musi trwać, ale na ołtarzu zwycięstwa zostaną złożone ofiary o niemałym znaczeniu.

Poprzednie tomy: Azazel | Gambit turecki | Lewiatan | Śmierć Achillesa| Walet pikowy


[1] Boris Akunin, Dekorator, tłum. Małgorzata Buchalik, Świat Książki, Warszawa 2015, str. 6;
[2] Tamże.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s