Walet pikowy – Boris Akunin

walet-pikowyZapomnijcie o Sherlocku Holmesie, Herkulesie Poirot i przemieszczającym się na rowerze Ojcu Mateuszu. Erast Fandorin jest lepszy, fajniejszy, ciekawszy i zasługujący na więcej uwagi. Ja mu ją chętnie poświęcam, bo to już kolejna powieść cyklu, a ja w chwilach powątpiewania zaczynam zastanawiać się nad sensownością opisywania tutaj każdej z osobna. Jednak zacząłem to robić, a ponieważ obok zaczynania lubię też kończyć, więc póki co staram się trzymać postanowienia i rozbijam tutaj cykl na jego części składowe. Zobaczymy na ile wystarczy mi uporu, niczego nie obiecuję, ale przyda się kilka komentarzy w rodzaju „nie dasz rady”, abym miał motywację i na przekór niedowiarkom jednak dał radę. Naturalnie piszę to przy śmiałym, wręcz bezczelnym założeniu, że ktoś to w ogóle czyta i kogoś to w ogóle interesuje. Bo ja osobiście rzadko czytam w Sieci opinie innych (nie lubię sobie niczego sugerować), więc nie mam prawa tego wymagać od pozostałych. Koniec dygresji. Mogłem sobie na nią pozwolić, bo Walet pikowy jest krótką opowieścią, więc i wpis o niej będzie raczej telegraficzny.

Erast Fandorin zadomowił się w Moskwie, jest tam bardzo poważanym dżentelmenem, nawet pomimo faktu, że nie posiada w mieszkaniu wypchanego niedźwiedzia, a jak wiadomo: każdy szanujący się arystokrata powinien coś takiego mieć. Mimo tego rzucającego się w oczy braku, Fandorin zna wpływowych ludzi, między innymi księcia, który to prosi bohatera o przysługę. Po Moskwie grasuje szajka oszustów finansowych, wyjątkowo skutecznych fałszerzy, przekręciarzy (uznajmy, że istnieje takie słowo) i wirtuozów kamuflażu. Fandorin znów zostaje śledczym i podejmuje się schwytania tych zbirów w białych rękawiczkach. Początkowo brakuje mu nieco zapału w sprawie, ale kiedy sam pada ofiarą małego szwindlu, to uraza staje się osobista. Rozpoczyna się pasjonujący pojedynek o to, kto kogo bardziej, szybciej, skuteczniej przechytrzy.

Ale Fandorin nie działa sam, bo tym razem ma pomocnika. I nie mam tutaj na myśli wyłącznie Masy, czyli japońskiego sługi, którego poznaliśmy już w poprzednim tomie, a który tutaj powraca, równie zabawny, groźny, choć często boleśnie bezbronny w starciu z zupełnie inną i nie zawsze honorową kulturą. Erastowi będzie pomagał też Anisij Tulipanow, człowiek z przypadku, młody goniec, który miał jedynie dostarczyć Fandorinowi wiadomość, a tak się zasiedział, że awansował na pomocnika w śledczej sprawie. I jeśli Fandorina uznać za moskiewskiego Sherlocka, to Tulipanow będzie jego Watsonem. Co prawda mniej lotnym, ale z pewnością nadrabiającym zaangażowaniem i poświęceniem. No i zaciągającym się cygarem, czego ponoć nie powinno się robić.

A wygląd? Weźmy choćby uszy: sterczą na boki jak uchwyty przy nocniku. Przyciśnie je człek kaszkietem – a te nic, tylko raz po raz krnąbrnie wyskakują i sterczą, jakby podpierały czapkę. Takie są sztywne, chrząstkowate.[1]

Akunin w kolejnych tomach cyklu starał się za każdym razem jakoś zaskoczyć czytelnika czy to stylem, czy formułą, twistem, narracją tomu. A nawet formatowaniem tekstu i jego orientacją na kartce. Na jak długo wystarczy mu pomysłów? Nie wiem. Czym zaskakuje w Walecie pikowym? Pozornie niczym, bo to historia mieszcząca się w gatunkowym schemacie i w żaden rzucający się w oczy sposób się nie wyróżnia, szczególnie dla czytelników, którzy mają za sobą poprzednie tomy. Opowieść podano z dwóch przeciwnych perspektyw, a z samego Fandorina zdjęto ciężar narracji, obarczając nim młodego Tulipanowa. Akunin najwyraźniej nie chciał na siłę szukać większych udziwnień. Rozczarowujące? Niekoniecznie, bo brak zaskoczenia też jest w tym przypadku zaskoczeniem. Tak jakby. Powiedzmy.

Walet pikowy to silnie skompresowana historyjka, w której nie ma miejsca na żadną wielowątkowość. To raptem półtora setki stron, więc sami rozumiecie. Najkrótszy tom z dotychczasowych. Opowieść jest zwięzła, ale intryga wystarczająco pomysłowa i satysfakcjonująca czytelnika. Fandorin jest świetnym bohaterem – inteligentnym, skromnym, empatycznym, łatwo angażującym się emocjonalnie, popełniającym błędy, co czyni go szalenie ludzkim. Akunin wykreował go ze smakiem i umiarem, więc łatwo zjednuje sobie sympatię czytelnika.

Co prawda od piątego tomu nie bije już tyle świeżości co z wcześniejszych, ale to już chyba ten etap, w którym autor nie musi niczego udowadniać, ani nikogo przekonywać. Kto miał zrezygnować z cyklu, ten zrezygnował wcześniej. pozostali fani będą czytać dalej bez niczyjej zachęty.

PS Poprzednia oprawa graficzna serii była ładniejsza. Obecna ma w sobie za dużo kiczu. Ech.

Wcześniejsze tomy:
Azazel | Gambit turecki | Lewiatan | Śmierć Achillesa


[1] Boris Akunin, Walet pikowy, tłum. Ewa Rojewska-Olejarczuk, wyd. Świat Książki, Warszawa 2015, str. 5.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Walet pikowy – Boris Akunin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s