Mikrotyki – Paweł Sołtys

DrukowanieJeśli komuś nic nie mówi nazwisko autora, a pewnie znajdzie się wielu takich, to podpowiem, że Paweł Sołtys funkcjonuje od wielu lat na scenie artystycznej pod pseudonimem – również artystycznym – Pablopavo. Muzyk, autor piosenek. I jak, coś świta? Jeśli nadal nic, to pewnie dlatego, że obraca się on w sferze polskiego reggae, a wiadomo, że twór to dość specyficzny i używam bezpiecznego określenia „specyficzny”, bo nie chcę w tym miejscu obrażać ani twórców, ani fanów gatunku. Ale wiadomo, że trochę śmiech i chichot na sali. Z tego co widzę, Pablopavo przynajmniej nie nosi dredów, bo wtedy byłbym bezlitosny. Ale porzućmy już murzyńskie rytmy i pozytywne wajby; zajmijmy się tym, po co tutaj przyszliśmy, czyli literaturą, bo Pablopavo już jako Paweł Sołtys wydał zbiór opowiadań. W jednym z nich niejaki profesor Kruk nokautuje agresora tomem opowiadań Iwaszkiewicza, ale tomem opowiadań Sołtysa nikt nikogo by nie skrzywdził, bo to drobna książeczka do ogarnięcia w dwa wieczory, a jeśli się przyłożyć, to nawet w jeden. Więc i ten wpis będzie raczej krótki, bo nie chcę spędzić na pisaniu o Mikrotykach więcej czasu, niż zajęło mi ich czytanie. Rozumiecie, w czym rzecz – muszę zachować jakieś proporcje.

Mikrotyki to zbiór nawet nie tyle opowiadań, co anegdot, króciutkich opowieści i pojedynczych wątków. To mozaika sytuacji, obrazów i dźwięków, które autor starannie wygrzebał ze swojej dalszej lub bliższej przeszłości, a potem zamknął w krótkiej formie literackiej. Wiele fragmentów Mikrotyków rzeczywiście mogłoby funkcjonować jako treść piosenki, ale takiej wiecie: z ciekawym storytellingiem, a nie kolejnej wyrażającej żal za utraconą miłością, bo ten temat to pewnie już wyczerpał Piasek.

Dzieło Pawła Sołtysa to taka swojska poezja bez rymów, za to pełna czasem uroczych, czasem dowcipnych, często pomysłowych metafor. Dużo w tych opowiadaniach nostalgii, powrotów do różnych chwil w dawnym życiu – do pierwszych pocałunków i utraconych miłości (a jednak!), do licznych rozmów przy papierosie i trawie, do kolonijnych dyskotek, gdy nonszalancko podpierało się ściany; do chwil błogich, beztroskich, ale również do tych smutnych (będzie co nieco o umieraniu, bo tego nie sposób uniknąć, więc nawet nie warto próbować), przygnębiających oraz niosących zagrożenie. Słowem: każdy powinien w Mikrotykach znaleźć coś dla siebie.

Jak to zwykle bywa, jakoś opowiadań jest nierówna, a Paweł Sołtys lekko sobie urozmaica życie i stylistycznie nie jest statyczny. Czasem skupia się na prostym opowiadaniu historii, innym razem daje się ponieść nurtowi metafor i szpanuje swoją swadą i wyobraźnią, której wypada mu zazdrościć. Niezależnie od obranej taktyki potrafi skutecznie zająć czytelnika, a taką Lenę mogłaby napisać na przykład Olga Tokarczuk. Bo tak mi się skojarzyło, gdy czytałem, więc uznałem, że o tym tutaj wspomnę. Pomyślałem też przez chwilę, że chętnie poczytałbym Pawła Sołtysa, ale w wydaniu obszerniejszym, jednolitym i okazalszym rozmiarowo. Nie wiem czy istnieje na to jakakolwiek szansa, ale postaram się trzymać rękę na pulsie.

Jestem miło zaskoczony, bo Mikrotyki to skromna i niepozorna książeczka, ale sączy się jakieś przyjemne ciepełko, na którym być może nie odgrzejecie obiadu, ale na rozgrzanie dłoni powinno wystarczyć.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Mikrotyki – Paweł Sołtys

  1. houseferatu pisze:

    Fragment o proporcjach idealnie oddaje to, co tu robimy recenzując – ustawiam jako tapetę. A co do ciepełka od Sołtysa, mam je już od dawna w oczekujących i jeszcze nie zmarzłem z braku lektury 🤷‍♂️

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s