Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści – H.P. Lovecraft

i-zgroza-w-dunwich-i-inne-przerazajace-opowiesciMaciej Płaza, autor najnowszego przekładu Lovecrafta na język polski twierdzi w swoim posłowiu, że poprzednie tłumaczenia nie należały do najlepszych. Jest przy tym bardzo dżentelmeński, kryguje się i nie nazywa rzeczy po imieniu, ale mniej zachowawczemu czytelnikowi łatwo wysnuć jeden istotny wniosek – wcześniejsze przekłady ssały pałkę. I ja mu wierzę, że ssały, bo wiele lat temu czytałem zbiór opowiadań Lovecrafta i pamiętam, że efekt był daleki od oczekiwań. Wtedy jedynie Widmo nad Innsmouth zrobiło na mnie odpowiednie wrażenie, ale coś czuję, że to wyłącznie zasługa samej struktury opowiadania i jego fabularnego napięcia, którego nawet kiepskie tłumaczenie nie zniweluje. Teraz przeczytałem Lovecrafta w nowym wydaniu; Lovecrafta lepszego; Lovecrafta sprawniej pobudzającego wyobraźnię, umiejętniej wprowadzającego czytelnika w atmosferę. Wreszcie Lovecrafta, którego światowy fenomen potrafię zrozumieć i który w dużym stopniu udzielił mi się podczas lektury. Najwyraźniej dopiero teraz autor doczekał się polskiego tłumacza, na którego zasługiwał i który będzie potrafił oddać w słowach urok tych kultowych już opowiadań. A ja będę mógł je docenić.

Lovecraft był rasistą, ale żył w czasach, gdy było to modne, tak jak obecnie jedzenie otrębów, bycie fit i informowanie o tym na Insta, w celu pogłębiania kompleksów tych, którzy fit nie są. Lovecraft prawdopodobnie nie miałby ani Insta, ani Fejsa, bo od społeczeństwa stronił, izolował się lepiej, niż wnętrze termosu i najchętniej zamieszkałby w jakiejś piwnicy czy coś. Ale tworzył, pisał, dzielił się tym w kręgu znajomych literatów, którzy dopiero po śmierci Lovecrafta postanowili upublicznić jego twórczość. Tak, to jeden z tych przypadków pisarza, który został doceniony dopiero lata po tym, jak ze świata zszedł. I teraz ciekawe pytanie do rozważenia: lepiej być twórcą docenionym za życia, lecz zapomnianym po śmierci czy na odwrót? Podejrzewam, że Lovecraft akurat byłby zadowolony z takiego obrotu spraw, jaki go spotkał, bo na afisz nigdy się nie pchał.

Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści to oczywiście zbiór… przerażających opowieści. Zaskoczeni? Zbiór to przemyślany, ułożony chronologicznie i spójny w przekładzie, pełny drobnych smaczków. Każde opowiadanie to autonomiczna, odrębna historia, choć pojawiają się w nich urocze odniesienia i nici łączące mitologię Cthulhu w jednolitą całość: a to w gazecie wspomniane jest nazwisko jednego z bohaterów wcześniejszej opowieści, innym razem w tle wspomina się o wydarzeniach, które rozegrały się daleko stąd i przed wieloma latami, ale my je znamy, bo czytaliśmy o nich dwa wieczory temu. Natura tych opowieści jest w ogólnych założeniach podobna, bo opiera się na instynktownych lękach człowieka przed tym, co nieznane. Oczywiście w treści pojawią się oślizgłe elementy groteski (m.in. potwory z ryjem kałamarnicy, a co), ale najbardziej zagrożona jest najczęściej psychika bohaterów i ich stabilność emocjonalna w starciu z bezsilnością, gdy zderzają się oni z czymś do tej pory nienazwanym, niepoddającym się słownemu opisowi.

W efekcie aż roi się w tych opowiadaniach od kolesi z rożnym stopniem obłąkania, mężczyzn z uszczerbkiem, albo całkowicie potłuczoną psychiką, a powody tego stanu rzeczy zwykle nie są znane. Wcześniej to byli szanowani profesorowie, naukowcy, cenieni arystokraci, ale coś ich spotkało, z czymś się zetknęli i najwyraźniej nie było to miłe doświadczenie. Za ich przypadek biorą się kolejni uczeni, lekarze, dziennikarze i również nie wychodzą na tym najlepiej. Co ciekawe – zupełnie brakuje w tych opowiadaniach kobiet, ale biorąc pod uwagę status bohaterów i ich osiągnięcia w sferze zawodowej, powodów można się domyślać. Czuję lekki swąd szowinizmu, a Wy?Gdzie się podziewają te feministki, gdy są najbardziej potrzebne?

W opowiadaniach wyraźnie zauważany jest pewien narracyjny szablon i większość historii podanych jest z bliźniaczo podobnej perspektywy, ale kunszt Lovecrafta i Macieja Płazy hipnotyzuje na tyle skutecznie, że nam ta powtarzalność nie przeszkadza. Wiele opowiadań dotyczy bohatera dążącego do prawdy, popychanego poczuciem sprawiedliwości, ciekawością, pogonią za sensacją. Lovecraft wszystko podaje nam z rozmysłem i nieśpiesznie buduje atmosferę grozy, nie zamierzając zdradzać zbyt wiele i większość pozostawiając naszej wyobraźni. Nie zabraknie w tych historiach okultystycznych wątków, mistycznych języków, tajemniczych stworzeń i obcych, poczwarnych ras wymykających się wszelakim definicjom, choć akurat towarzyszący im „rybi fetor” mówi wiele i wyobraźnia czytelnika już zaczyna czuć dyskomfort. Trafimy na ślad kilku kultów, no wiecie, tych z rodzaju „raz na sto osiemdziesiąt lat, gdy gwiazdy wejdą w koniunkcję z planetami bla bla bla”. Wielokrotnie zwiedzimy tonące w ciemnościach podziemia, w których od tysięcy lat nie stanęła ludzka stopa i które wydają się nie mieć końca, finalnie biegnąc aż do jądra planety, albo zła. Znajdzie się też coś dla zwolenników architektury posiadających żyłkę odkrywcy, bo Lovecraft najwyraźniej lubował się w opisach tajemniczych, monumentalnych budowli, na których ślad trafiają kolejni bohaterowie opowieści.

W czym objawia się przewaga nowego przekładu nad tymi starymi? Trudno mi oceniać i podpierać się przy tym argumentami, bo wcześniej Lovecrafta czytałem w 2011 roku i nie zamierzam tutaj tych dwóch doznań oddzielonych siedmioma latami teraz analizować (a opiniami innych nie zamierzam się w tym przypadku kierować). Z pewnością język, którym na potrzeby tłumaczenia posługuje się Maciej Płaza mnie zauroczył, bo nie przypominam sobie, by poprzedni przekład Lovecrafta był tak szykowny i dystyngowany literacko. Pełno tutaj przyciągających wzrok zdań i pojedynczych słów w rodzaju ongisiejsza, żgnęliśmy, rozżagwiał. Samo obcowanie z tym tekstem to czysta przyjemność wzrokowa i poznawcza. Poza tym – tak jak już wspomniałem – w przekładzie Macieja Płazy czuć jakąś wyjątkową spójność, literacką metodyczność spajającą wszystkie opowieści w klimatyczną całość. Ale przede wszystkim ta wersja opowiadań znacznie skuteczniej do mnie przemówiła, wciągając nawet w swoisty trans (np. Przypadek Charlesa Dextera Warda obiektywnie był rozciągnięty jak rękaw magika, a jednak chłonąłem tę historię jak sucha ziemia wodę, nawet kosztem snu). Jestem w stanie uwierzyć, że to najlepszy i najbardziej wierny oryginałowi polski przekład Lovecrafta i chcę w to wierzyć, bo potrafię w nim dostrzec elementy, które zapewniły autorowi kultowy status. Wniosek z tego taki, że każdy powinien się z tym wydaniem zapoznać, zarówno czytelnicy nowi, jak i starzy Lovecraftowscy wyjadacze.

Zawartość zbioru:

– Dagon (1917)
– Ustalenia w sprawie zmarłego Arthura Jermyna i jego rodu (Facts Concerning the Late Arthur Jermyn and His Family, 1920)
– Wyrzutek (The Outsider, 1921)
– Muzyka Ericha Zanna (The Music of Erich Zann, 1921)
– Szczury w murach (The Rats in the Walls, 1923)
– Święto (The Festival, 1923)
– Zew Cthulhu (The Call of Cthulhu, 1926)
– Przypadek Charlesa Dextera Warda (The Case of Charles Dexter Ward, 1927)
– Kolor z innego wszechświata (The Colour Out of Space, 1927)
– Zgroza w Dunwich (The Dunwich Horror, 1928)
– Szepczący w ciemności (The Whisperer in Darkness, 1930)
– W górach szaleństwa (At the Mountains of Madness, 1931)
– Widmo nad Innsmouth (The Shadow Over Innsmouth, 1931)
– Cień spoza czasu (The Shadow Out of Time, 1935)
Nawiedziciel mroku (The Haunter of the Dark, 1935)

Jedna uwaga do wpisu “Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści – H.P. Lovecraft

  1. Beny pisze:

    – Kolor z innego wszechświata (The Colour Out of Space, 1927)
    – Cień spoza czasu (The Shadow Out of Time, 1935)
    Jednak trochę brakuje spójności w tłumaczeniu, bo powinno raczej być:
    – Kolor z innego wszechświata (The Colour Out of Space, 1927)
    – Cień z innego czasu (The Shadow Out of Time, 1935)
    Albo:
    – Kolor spoza wszechświata (The Colour Out of Space, 1927)
    – Cień spoza czasu (The Shadow Out of Time, 1935)
    :P

    PS. A poważniej – wg mnie tytułem bardziej pasującym do Universum Cthulhu był jednak: „Kolor z przestworzy”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s