Aliens: 30th Anniversary Edition – Mark Verheiden, Mark Nelson

aliensLubię uniwersum Obcego, choć należę do tego powszechnego rodzaju fanów, którzy uwielbiają jedynie pierwsze dwa, trzy filmy, resztę co najwyżej tolerując, a na te najnowsze wcielenia marki gotowi są splunąć. Ale zostawmy Hollywood, bo oni tam zajęci są teraz obmyślaniem kogo by tutaj jeszcze oskarżyć o molestowanie seksualne, bo przecież po dziesięciu latach nagle mi się przypomniało, że ktoś mnie kiedyś zmuszał do różnych rzeczy, ale wtedy wydawało mi się, że na tym polega robienie kariery i by sobie nie zaszkodzić w drodze na szczyt uznałem, że lepiej milczeć. Natomiast teraz jestem wielce oburzony. Skoro jednak już jesteśmy przy temacie, to komu muszę zrobić laskę, aby podszedł do marki Obcego jak należy? Szanse na to ponoć coraz mniejsze, w dodatku teraz, gdy Disney kupił sobie prawa, więc crossover Aliena z Myszką Miki staje się coraz bardziej prawdopodobny. Ech, na pocieszenie pozostaje znów obejrzeć oryginalną trylogię, która być może starzeje się wizualnie, ale swoją koncepcją i atmosferą wchłania widza do reszty. A ten komiks przeczytać w ramach przerwy między drugim i trzecim filmem. Zresztą Obcy 3 (tak przy okazji pisząc) mógł wyglądać zupełnie inaczej, bo scenariuszy było kilka, a za jeden (albo dwa) odpowiedzialny był sam Wiliam „Mistrz Cyberpunka” Gibson. Cholera, muszę przestać pisać o filmach i skoncentrować się na komiksie.

aliens1A ten ukazał się dwa lata po filmie Jamesa Camerona (Obcy: Decydujące Starcie) i jest jego bezpośrednią kontynuacją. Na kartach komiksu pojawiają się zarówno Hicks, jak i Newt, jednak dziewczyna jest już dojrzała, więc należy odnotować fabularną lukę w czasie. Czy spotkamy Ripley? Cóż, nie chcę nikogo pozbawiać złudzeń, ale nadziei również nie zamierzam odbierać. Komiks Verheidena i Nelsona był przez jakiś czas wpisywany do kanonu, ale wypadł z niego po premierze trzeciej części i obecnie jest jedynie alternatywną wersją historii, co oczywiście niczego mu nie ujmuje. Zapoznanie się z nim to wręcz obowiązek każdego fana uniwersum, bo mamy tutaj wszystko za co uwielbiamy serię – ktoś znowu pcha się do jaskini przysłowiowego lwa i prosi się o guza, a kończy się jak zwykle, czyli próbą przetrwania w roli ofiary, gdy polowaniem zajmuje się jeden z najlepszych myśliwych naszej galaktyki. Oczywiście fabuła jest odrobinę bardziej rozbudowana, bo żadna historia z Obcym nie może się obejść bez chciwej korporacji, agencji militarnej, rządu itp., którzy chcą Ksenomorfa wyłącznie dla siebie, wszak to doskonała broń biologiczna. Nie muszę chyba dodawać, że cele jakie niektórym przyświecają nie należą do gatunku tych moralnych i humanitarnych? Klasyka. Gratką dla każdego fana będzie też zupełnie inaczej rozwiązana kwestia Space Jockey’a, od której później wyraźnie odciął się filmowy Prometeusz, proponując swoją, jedyną słuszną wersję, która weszła do kanonu. To nie czas i nie miejsce, by oceniać, która alternatywa lepsza, ale ta oficjalna wydaje się bardziej rozczarowująca. No wiecie, na zasadzie: otrzymujecie w prezencie elegancko zapakowany karton wielkości lodówki, a w środku znajdujecie szczoteczkę do zębów. Niby OK, nowa szczoteczka zawsze się przyda, ale jakiś dziwny niedosyt może się pojawić.

aliens2A ilustracje? No, panie i panowie, gdy pierwszy raz zobaczycie Obcego w wykonaniu Marka Nelsona, to gwarantuję, że cicho westchniecie WOW. Kunszt, detale, ale przede wszystkim cienie. Artysta posługuje się tutaj pozornie prostą techniką wydobywania cieni poprzez kreskowanie i kratkowanie, co może się wydawać banalne, ale jest niezwykle kluczowe przy próbie oddania oświetlenia w kadrze. Jak istotna jest w serii Obcego gra światła i cienia to chyba nie muszę nikomu uświadamiać. Tak, komiks jest w całości czarno-biały, ale klawisze fortepianu też takie są, a jednak potrafią brzmieć tysiącami dźwięków i kolorów. Ilustracje Nelsona ani przez chwilę nie wydają się puste, zawierają w sobie sporo smaczków, a każde pojawienie się starannie nakreślonego Ksenomorfa potrafi przyciągnąć wzrok czytelnika. Pomijając niezwykle istotną technikę cieniowania, same rysunki to klasyczny szkic w stylu lat osiemdziesiątych, pozbawiony istotniejszych i wyróżniających się cech – ot, w zupełności wystarczająca poprawność.

Ale przecież nie bez powodu ktoś decyduje o wznowieniu trzydziestoletniego komiksu (dorzucając do niego o osiem lat młodsze krótkie opowiadanie gratis), więc niech to będzie wystarczającą rekomendacją. Tym bardziej, że przygotowujące album na nasz rynek wydawnictwo Scream Comics spisało się na medal – klasyczna forma, twarda oprawa, gruby papier, nawet barwione na czarno grzbiety stron (komiks prezentuje się MROCZNIE). Inna sprawa, że egzemplarz kosztuje też swoje (okładkowa cena: 119,99 zł), więc wolontariat to nie jest. Niemniej czuję, że komiks zasługuje, bym o nim tutaj wspomniał, a nuż.

Na koniec chciałbym również zaznaczyć, jak świetną grą jest Obcy: Izolacja i jak doskonale jej autorzy rozumieją potrzeby fanów uniwersum. Survival horror z prawdziwego zdarzenia, a chowając się w szafkach szczerze nienawidziłem ciężko stąpającego, syczącego i węszącego za mną Aliena. Tytuł, na jaki marka zasługuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s