Na Wodach Północy – Ian McGuire

na wodach polnocyJejku, jejku, jakie pyszne porównania dostała ta powieść od łaskawych recenzentów. Mówi się, że to takie trochę Jądro ciemności, trochę Moby Dick, a poza nazwiskami Conrada i Melville’a przywołuje się też szacownego Charlesa Dickensa, więc McGuire towarzystwo ma nie od parady. Cóż, od tego w końcu są klasyki, by do nich porównywać i szukać wspólnych cech, a czas oraz kolejne pokolenia czytelników już ocenią czy było to uzasadnione. Tego rodzaju odniesienia to dla mnie zawsze dogodny punkt zaczepienia, by zacząć pisać notkę, bo wiecie, że stworzenie pierwszych akapitów jest najtrudniejsze i pełnią one rolę rozgrzewki, swoistej gry wstępnej zanim przejdę do penetrowania treści książki. Potem już jakoś leci. A dodanie do wpisu/recenzji nazwisk z klasy panów powyżej zawsze wywiera pozytywny efekt i tworzy wrażenie w rodzaju „ooo, ten to się musi na książkach znać, pewnie oczytany w światowej literaturze, że ze swadą szasta takimi nawiązaniami, fiu fiu”. I co z tego, że Moby Dicka nadal nie przeczytałem, bo czekam na godny mojej uwagi egzemplarz pozbawiony zbędnych udziwnień. To nic, że Conrad to dla mnie żaden autorytet, bo ominął mnie zachwyt podczas lektury Jądra ciemności. i nieważne, że Dickens jest u mnie na wiecznej liście TO DO i tylko dodaję do niej kolejne dzieła jego autorstwa, ale żadnego nie czytam. Więc McGuire nawet z takim wsparciem i wstawiennictwem starszych kolegów nie miał u mnie na starcie żadnej przewagi. Zaleta sytuacji jest taka, że wygórowanych oczekiwań też nie miałem.

Na Wodach Północy się w tańcu nie certoli: otwarcie ma dość bezpośrednie i nie pozostawia czytelnikowi złudzeń na temat tego, jakim człowiekiem jest jeden z bohaterów powieści – Henry Drax. Mamy rok 1859, miejsce akcji to Wyspy Brytyjskie, ale nie ma sensu się przyzwyczajać do stałego lądu, bo już za chwilę wchodzimy na pokład statku wielorybniczego „Ochotnik” i ruszamy w stronę Grenlandii, oficjalnie na połów wielorybów, a nieoficjalne plany wypłyną ze smrodem na wierzch w odpowiednim czasie. Oczywiście załoga statku to żadni tam wymuskani dżentelmeni w melonikach, tylko banda zakapiorów z łapanki, których o przeszłość lepiej nie pytać, bo potem we własnej kajucie strach byłoby zmrużyć oko. Do szemranego towarzystwa należy m.in. wspomniany Henry Drax, ale za głównego bohatera powieści uznajemy uzależnionego od opium Patricka Sumnera – byłego lekarza wojskowego, który z niejasnych przyczyn wydalony został ze służby (naturalnie przyczyny te poznamy w swoim czasie, w ramach tzw. budowania tła postaci). To właśnie on na własną rękę rozpoczyna śledztwo, gdy dochodzi do tajemniczego morderstwa jednego z chłopców pokładowych. Wtedy na „Ochotniku” robi się gorąco, pomimo arktycznego lodu otaczającego statek.

Naiwnym byłoby sądzić, że to jedyny zgon, z którym przyjdzie nam się zmierzyć podczas lektury. Zresztą Na Wodach Północy do najsubtelniejszych powieści nie należy i sporo w niej krwawych, poruszających zmysłową wrażliwość scen. Opisy te są proste, nawet odrobinę beznamiętne, a niektóre wręcz rzeźnickie. Kiedy dotrzecie do fragmentu z operacją na jamie brzusznej pacjenta i w trakcie zrobi się wam nieprzyjemnie to nie chcę słyszeć, że nie ostrzegałem. Sam wtedy pomyślałem „fu!”.
Wątpliwa moralnie natura załogantów nie pozwoli zapomnieć również o takich hasłach jak bunt i sodomia, a fani anatomii nacieszą oczy zaskakująco wieloma scenami, gdy Somner z różnych przyczyn zmuszony jest oglądać penisy i odbyty innych mężczyzn. No, w końcu jest przecież medykiem, nie?
Poza tym można się spodziewać kompletu atrakcji, jakie tylko są przewidziane podczas rejsu przez arktyczne morze, gdzie grube tafle lodu pełnią rolę lądu, czyli: liczne odmrożenia; dryfujący lód będący zagrożeniem dla statku; hurtowo zabijane dla tłuszczu i skóry foki; imponujące polowania na wieloryby; pojedyncze białe niedźwiedzie na horyzoncie; mróz, śnieg, wszechogarniająca biel, niezdrowa atmosfera towarzyska na pokładzie.

— A ten tutaj Jones? — chce wiedzieć Sumner.
— Jones to Walijczyk z Pontypool, więc za chuja nie idzie go zrozumieć.
Jones się obraca i radzi Cavendishowi, żeby poszedł się pierdolić.
— Sami słyszycie — komentuje Cavendish. — Bełkot jak chuj.[1]

Na Wodach Północy ma wszystkie cechy, by tę powieść określać Męską Lekturą, z czego wielu recenzentów ochoczo korzysta. Trochę tutaj kryminału, choć zagadki w tym przypadku żadnej, bo kto jest sprawcą – wiadomo. Odrobinę więcej w treści przygody, choć to nie ten rodzaj beztroskiej wyprawy, o której chciałoby się czytać dziecku na dobranoc. Banialuki o podróży wgłąb mrocznej ludzkiej psychiki zostawię innym (fanom Jądra ciemności), bo na dobrą sprawę każda powieść jest jakąś psychologiczną ekspedycją do wnętrza bohaterów. Tylko seksu w dziele McGuire’a jakoś mało, a jeśli wykluczyć specyficzne preferencje, to nawet wcale go nie ma, więc niektórzy nastawieni na MĘSKĄ LEKTURĘ mogą się poczuć oszukani. Na pocieszenie zostają wspomniane liczne penisy w swojej całej bezwstydnej krasie, niczym pod wspólnym prysznicem w więzieniu czy wojsku.

Kilkadziesiąt słów podsumowania. Jeśli przytępić odrobinę swoją wrażliwość to lektura Na Wodach Północy – jak przystało na powieść o statku – płynie wartko i bez większych oporów, a nawet może przynosić przyjemność. I tak też było w moim przypadku. Zachwytu nad opowieścią nie doznałem (Terror to to z pewnością nie jest), ale też nie żałuję ani chwili z nią spędzonej. Byłbym jednak niezwykle ostrożny przy zestawianiu dzieła McGuire’a z Jądrem ciemności czy Moby Dickiem, bo może się okazać, że za dwa, trzy lata nie będę z tej powieści pamiętał wiele, poza ogólnym zarysem. A wtedy wyszłoby niezręcznie. Dobrze, że to inni biorą na siebie tego rodzaju odpowiedzialność, a ja mam się czym wygodnie podeprzeć. Ale okładkę ma ładną.


[1] Ian McGuire, Na Wodach Północy, tłum. Bartosz Kurowski, Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, str. 47

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Na Wodach Północy – Ian McGuire

  1. Tak, też widziałam te porównania do klasyków! Ale że do Moby Dicka czy Conrada mam stosunek podobny do Twojego, omijałam je wzrokiem. Mnie przy czytaniu jednocześnie fascynowała i odpychała. Coś w niej jest takiego, że nie pozwala odłożyć, nie skończywszy czytać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s