Dom dzienny, dom nocny – Olga Tokarczuk

dom dzienny dom nocnyKurczę blaszka, znów jestem nieco zbity z tropu, bo przed chwilą skończyłem czytać opinie innych czytelników na temat tej powieści i sam nie wiem, co o tym myśleć. Dominują zachwyty, wiele pozytywnych wrażeń, niektórzy chwalą się nawet, że czytali Dom dzienny… kilka razy i każdorazowo odnajdują w nim coś nowego, świeżą interpretację, przeoczony wcześniej detal. Jest problem z odnalezieniem neutralnej opinii, nie wspominając już o negatywnej – te są równie rzadkie, co uczciwy handlarz samochodami. A jestem zbity z tropu, ponieważ te wszystkie zachwyty zupełnie nie pokrywają się z moimi odczuciami po lekturze. Tłumaczę to sobie tym, że jeśli komuś nie podobała się ta powieść, to pewnie nie chciał dodatkowo tracić czasu na chwalenie się tym – przeczytał, przeszedł się po pokoju, zapomniał. Dał sobie spokój z drążeniem tematu, smażeniem niesmacznej opinii. Najwyraźniej tylko ja jestem taki dziwny, że chcę się nadal znęcać nad Domem dziennym…, a przede wszystkim nad sobą samym. Chciałbym też już na wstępie zaznaczyć, że nie uważam, by ta powieść była zła, w sensie ZŁA. Akurat wiem, że Oldze Tokarczuk literackiego talentu nie powinienem odmawiać i podskórnie wyczuwam w tej lekturze niemały potencjał. Jakiegoś rodzaju szumy i piski, ale nadawane na takiej częstotliwości, której moja percepcja nie rejestruje. Niby trochę żal, że mnie coś omija, ale nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.

Niełatwo zdefiniować o czym jest Dom dzienny, dom nocny. Pewnie o niczym i wszystkim zarazem, bo tak byłoby najwygodniej, a jednocześnie nikt mi nie zarzuci, że nie mam racji. To zbiór jakiegoś rodzaju szkiców i wątków, które sprawiają wrażenie, że autorce nie udało się ich zawrzeć w innym miejscu, więc stworzyła taką mozaikę, kalejdoskop krótkich opowieści, kociołek niewykorzystanych pomysłów. Czego tutaj nie ma! Duchy i paranormalne zjawiska, wilkołactwo, żywot zakonnika, który chciałby być kobietą, więc sypia z innym zakonnikiem, opowieść o Kummernis – świętej z brodą, a do tego kilka nieco bardziej swojskich, wiejskich historii bogatych w detale. A te wszystkie niecodzienne historie w całość próbuje scalić wątek Nowej Rudy i położonej w jej pobliżu osady – Pietna.

A tam – dom, przez który w piwnicy przepływa strumień i mieszkająca w nim narratorka, którą z braku lepszej opcji chyba nazwę główną bohaterką powieści. Jej sąsiadką jest perukarka Marta i postać ta wręcz promieniuje znaczeniami, kontekstami, symboliką, jednak nic nie jest tutaj napisane wprost, więc przygotujcie się na samodzielne interpretacje. Osobiście miałem pewien problem ze sposobem, w jaki Olga Tokarczuk poprowadziła tę powieść. Chodzi o nieustanne skoki narracyjne i nagłe zmiany wątków, których nie można nawet określić dygresją czy „szkatułką” – ot, porzucamy jedną opowieść kosztem drugiej. Czasem towarzyszyło mi uczucie żalu, że jakiś motyw został urwany i nie zapowiada się, by miał jeszcze powrócić. A przecież był dobry. Bo im dłużej autorka trzymała się jednej historii i im szerzej go rozwijała, tym lepiej mi się powieść czytało. A tu nagle ciach! – podam przepis na ciasto z muchomora, zapomnimy o sprawie i rozejrzymy się za nowym wątkiem. W efekcie określiłbym Dom dzienny… powieścią okrutnie nierówną, epizodyczną i fragmentaryczną, a z takimi zwykle mam problem, bo preferuję ciągłość.

Bronek mógłby zostać grabarzem martwych zwierząt. Ale trudno jest pochować ciało sarny; trzeba kopać głęboki dół, bo sarna ma nogi długie i sztywne, które nie mieszczą się w żadnym grobie. I żeby psy nie wyszarpały jej z ziemi na powrót, trzeba szpadlem połamać smukłe sarnie pęciny. Tak też Bronek robił i mimo że sarna była niewątpliwie martwa, to łamanie nóg było okropne.[1]

Jak jeszcze trafnie scharakteryzować tę opowieść? Pomyślmy. Z pewnością mógłbym nazwać ją metafizyczną oraz oniryczną, bo temat snów i ich poetyka zawłaszczają sobie dużą powierzchnię treści. A wiadomo jak to jest ze snami – najbardziej fascynują i emocjonują nas te własne, a kiedy swój koszmar opowiada nam znajomy, to myślimy o tym z dystansem – przecież to był tylko zły sen, nie przejmuj się, już po wszystkim. Natomiast literackie sny, ich surrealizm i narracyjną rolę jestem w stanie tolerować, ale nie w nadmiarze. Tutaj jest ich najpewniej za dużo, skoro to odnotowałem. Z drugiej strony: zapisałem sobie również, że istnieje coś takiego jak gastromancja, czyli wróżenie z odgłosów dobywających się z brzucha, więc nie wiem na ile moje notatki powinienem traktować poważnie.

Jak widać miałem niemały problem z tą lekturą. Nie potrafiłem w nią skutecznie wejść, a jeśli już, to zaangażowaniem cieszyłem się zaledwie przez chwilę, bo zaraz zostawałem wybity z rytmu przez nagłą zmianę: wątku, tonu, nastroju. Nie jestem pewien czy to autorka nie potrafiła nadać tej opowieści interesującego przebiegu i stałego tła, czy to ja nie potrafiłem go odnaleźć w gąszczu motywów. Jest w tej książce jakiś kompozycyjny chaos, bo fragmentami czytało mi się Dom dzienny… całkiem nieźle i z nadzieją przewracałem kolejne strony, ale za chwilę słowa zaczynały się niezgrabnie plątać w narracyjnym pląsie autorskiej filozofii i niepotrzebnego gadulstwa (ryzykownie, ale brak mi lepszego określenia). Jestem pewien, że to kwestia gustu, bo przecież to nie jest moja pierwsza styczność z twórczością Olgi Tokarczuk i dotychczas było między nami lepiej niż dobrze, żeby nie powiedzieć, że rewelacyjnie. Ale w tym przypadku coś jest wyraźnie nie tak.

I tak jak pisałem we wstępie: to nie jest zła powieść, bo brakuje mi autorytetu, by takie kwestie rozstrzygać. To po prostu jest powieść nie moja i nie dla mnie. Dała mi zbyt mało satysfakcji, a w zamian zbyt wiele udręki.


[1] Olga Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny, wyd. Ruta, Wałbrzych 1999, str. 207

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s