Śmierć Achillesa – Boris Akunin

smierc achillesaPrzyznaję, że zaniedbałem nieco cykl Erasta Fandorina, choć nigdy o nim nie zapomniałem i stale zamierzałem wrócić. No, ale nic nie tłumaczy faktu, że poprzedni jego tom – Lewiatan – pojawił się tutaj dawno, zbyt dawno temu, bo aż w maju 2013 i jeśli nie podkręcę tempa, to najprawdopodobniej w swoim życiu nie zdążę dotrzeć do jego końca. Zakładam, że w chwili śmierci nieukończenie cyklu nie będzie moim największym problemem, ale zawsze byłoby miło mieć jedno małe zmartwienie mniej i przeczytać całego Fandorina przed czasem, bo jestem przekonany, że warto. Powtórzę: warto. Wiedziałem o tym już wtedy, gdy czytałem poprzednie tomy i uświadomiłem to sobie na nowo, gdy tylko zacząłem lekturę Śmierci Achillesa. To jest po raz kolejny świetne – znajome, ale zarazem w jakimś sensie świeże, bo Akunin bardzo sprawnie potrafi urozmaicać swoje historie. Oto bowiem, po epizodach na froncie wojny rosyjsko-tureckiej i rejsie Lewiatanem (odpowiednio drugi i trzeci tom) Erast Fandorin wraca do ojczyzny. Zapowiada się więc nowy start, ale przeszłość jest zbyt podstępną suką, by miała tak łatwo naszemu bohaterowi odpuścić.

W hotelu, w którym zatrzymuje się Fandorin gości również nasz stary znajomy – generał Sobolew (Gambit turecki). Bohater narodowy, zadeklarowany germanofob określany rosyjskim Achillesem. Patrzycie na tytuł powieści i od razu wiecie, czyja zagadkowa śmierć będzie iskrą dla wydarzeń napędzających ten tom. Generał Sobolew zostaje odnaleziony martwy w swoim pokoju i wszystko wskazuje na to, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych, ale są co do tego słuszne wątpliwości, bo napędzane patriotyzmem i wódką serce generała było zbyt uparte, by tak po prostu stanąć. Morderstwo polityczne? Osobista wendetta? A może niefortunny zbieg okoliczności? W tym miejscu i to już w drugim rozdziale do akcji wkracza Fandorin z zamiarem rozwiązania zagadki, która – jak łatwo się domyślić – szybko skomplikuje mu życie, do tego stopnia, że odezwą się echa aż z Azazela (pierwszy tom).

— […] Cóż to za tajemnicza siła kręci losem Rosji?[1]

Erast Pietrowicz Fandorin po raz kolejny z ogromną łatwością zjednuje sobie sympatię czytelnika. Niepozorny dżentelmen, lekko zacinający się w mowie, ale w chwilach wzburzenia szybko zapominający o tej swojej małej, uroczej ułomności. Dodatkowo jest obdarzony wyjątkowym szczęściem do gier hazardowych, co prowadzi do jednej szczególnie zabawnej sceny. Tak, bo Akunin nie próbuje być za wszelką cenę śmiertelnie poważnym i przemyca w treści kilka rozluźniających epizodów, jednak nigdy nie zaburzają one ogólnego wydźwięku opowieści i nie zamieniają jej w parodię. Fandorin nie potrzebuje być arogantem, by się wyróżniać. Nie cierpi on również na żadnego typu uzależnienie i nie posiada zbuntowanej nastoletniej córki (ani żadnego rodzaju żony/partnerki), z którą musiałby się dodatkowo użerać w trakcie śledztwa. Jest tylko on, zagadka oraz Masa – przywieziony z Japonii sługa i zarazem pomocnik. Każdy Holmes ma takiego Watsona, na jakiego zasłużył.

Śmierć Achillesa zadowoliła mnie tempem opowieści. Może na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale jest wyjątkowo żywo i żwawo, niewiele tutaj ociągania, zbędnych dialogów. Jest starannie zaplanowana akcja, są pościgi i nawet jakaś skromna strzelanina się trafi. Ta powieść jest napchana subtelną dynamiką, zagadkami, a i zwrotu fabularno-narracyjnego nie zabraknie, bo w tej kwestii Akunin zawsze uwielbia eksperymentować. Rzecz jasna nie zdradzę tutaj ani słowa na ten temat, bo wolę napisać za mało, niż zbyt wiele. Co prawda autor tym zabiegiem literackim nie definiuje gatunku na nowo, ale skutecznie ożywia czytelnika, gdyby jakimś cudem miało dopaść go ewentualne znużenie lekturą.

A we mnie Akunin ożywił zauroczenie cyklem i już rozglądam się za kolejnym tomem, który będzie pełnił rolę przyjemnego wypełniacza między cięższymi gatunkowo powieściami. Trochę mnie fascynuje sposób, w jaki autor nadal zachowuje świeżość cyklu, choć to już czwarty tom. Fanów Fandorina nie muszę w tym miejscu do niczego namawiać, natomiast nowych czytelników zaintrygowanych tematem odsyłam do opinii na temat tomu pierwszego. Potem już z górki.

Powiązane:
I. Azazel
II. Gambit Turecki
III. Lewiatan


[1] Boris Akunin, Śmierć Achillesa, tłum. Jerzy Czech, wyd. Świat Książki, Warszawa 2012, str. 169

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s