Śnieżka musi umrzeć – Nele Neuhaus

sniezka_musi_umrzec01Akurat kryminałów nie brakuje, ale to jeszcze nie znaczy, że łatwo pośród nich wyłowić te rzeczywiście udane. Bo ustalmy coś między sobą: większość z nich opiera się na podobnych zasadach, operuje bliźniaczym i niczym się niewyróżniającym językiem, a coś, co w jednym z nich było oryginalnym zabiegiem szybko staje się sztampowe, gdy jest wykorzystywane po raz trzeci i czwarty. Bo tylko kolonoskopia się nie nudzi i dostarcza równie wiele emocji zarówno za pierwszym, jak każdym kolejnym razem. Ale wszyscy chcą pisać kryminały (i piszą) toteż zakres pomysłów i pole manewru zawęża się w zastraszającym tempie, szczególnie gdy pisarz bądź pisarka poza niepowtarzalnym pomysłem na poprowadzenie intrygi (przynajmniej w swojej ocenie) nie posiada warsztatu, który wyróżniłby ich pisaninę między tysiącami innych kryminałów. Efekt? Dzieło takie rzadko kiedy daje rzeczywistą przyjemność z samego obcowania z literaturą i jest zaledwie formą, w której przekazuje się jakąś historię – formą prostą, pozbawioną ozdobników i tożsamości, aby broń Boże czytelnik się nie zniechęcił jakimś niebanalnym zagraniem, dygresją czy rozdzieleniem wątków. Nie twierdzę, że prostota jest zła, ale im więcej czytam w miarę współczesnych kryminałów, tym częściej mam wrażenie, że pisane są one w zbliżonej, bardzo do siebie podobnej, nieskomplikowanej manierze. Problem z tą ich prostotą zaczyna się wtedy, gdy nie wciągnie mnie wątek fabularny, bo bez angażującej czytelnika intrygi te kryminały nie mają nic, czym mogłyby wynagrodzić czas im poświęcony. Żadnego ciekawego zabiegu stylistycznego, żadnej „złotej myśli”, żadnej przyjemności z lektury, która – owszem – płynie wartko, ale zarazem nie pozostawia nic po sobie.

To prawdopodobnie kwestia wyłącznie mojego nastawienia, bo Śnieżka musi umrzeć zbierała i nadal zbiera względnie dobre opinie, nawet w moim rodzinnym gronie, ale nic nie poradzę, że ja w tej powieści dostrzegłem same szablony i wytarte patenty. To nie czas z mojej strony na obiektywizm, gdy już sam początek dzieła Nele Neuhaus dźwięczy zgraną melodią z obowiązkowym prologiem, który koniecznie musi być intrygujący, tajemniczy i absolutnie niczego czytelnikowi nie zdradzić. Nie wiadomo niczego o jego umiejscowieniu w czasie i przestrzeni, niczego o postaciach w nim się pojawiających, w zasadzie jest zbędnym dodatkiem, który w zamierzeniu miał zachęcić do lektury, ale tego rodzaju zabiegi już chyba nikogo nie grzeją. Tym bardziej, że zaraz potem następuje zderzenie z przeciętną narracją pełną klisz i nieścisłości.

Tobias opuszcza wiezienie po odbyciu kary dziesięciu lat za podwójne morderstwo. Rzekomo zabił on dwie nastolatki, ale on sam niczego nie pamięta, bo od nadmiaru alkoholu urwał mu się film, jednak znalezione dowody jednoznacznie i wygodnie wskazują na niego. Ponoć jakimś sposobem je zatłukł, a potem jeszcze zdołał wywieźć oraz skutecznie ukryć zwłoki i może nie jestem autorytetem w urwanych filmach, ale ja w takich przypadkach nie potrafię sobie wyobrazić wykonania tak skomplikowanych czynności, jakimi z pewnością jest targanie martwych nastolatek i bezkolizyjne prowadzenie samochodu, skoro sam wtedy mylę swoją lewą nogę z prawą i nawet droga do toalety zdaje się niebezpieczną wyprawą pełną pułapek czyhających na moje życie. No ale dobrze, ok, nie mierzmy innych swoją miarą. Po odzyskaniu wolności Tobias zmuszony jest zamieszkać w rodzinnej wsi, gdzie cały ten dramat się wydarzył i, jak można się domyślać, to naraża go na powszechny ostracyzm. Dziwnym trafem akurat odnajduje się jedna z zaginionych nastolatek, a raczej to, co z niej zostało, więc coraz trudniej mówić o zabliźnionych ranach i odpokutowanych winach, bo krwawa przeszłość zaczyna wypaczać teraźniejszość. Tempo powieści początkowo nie imponuje, bo kolejne wspomnienia wracają do Tobiasa żmudnie, ale wraz z rozwojem fabuły intensywność doznań niejako rośnie, choć wraz z nią zaczynają mnożyć się klisze, logiczne absurdy i dziwnie znajome elementy. To spora próba dla cierpliwości czytelnika.

Bo co my tu mamy? Zamkniętą, wiejską społeczność, pośród której najwyraźniej panuje zmowa milczenia na temat wydarzeń sprzed dekady. Mamy parę policjantów, a jeden z nich obowiązkowo nie dosypia borykając się z problemami w związku. Jest wścibska nastolatka, tak bardzo gotycka, że konieczne jest przywołanie w tym miejscu chłopaków z Tokio Hotel, by zobrazować jej prezencję. Jest upośledzone dziecko i nie będzie zaskoczeniem, kiedy okaże się, że jest ono istotniejsze dla fabuły, niż początkowo sugerowano. Swoją obecność zaznaczy również miejscowy filantrop, a autorka tak usilnie będzie się starała nam przedstawić go w negatywnym świetle, że nasze podejrzenia z automatu powędrują w innym kierunku. Jest też widowiskowy pościg samochodowy i coś w rodzaju strzelaniny, bo żaden kryminał nie może się bez tego obejść. Mógłbym tak jeszcze przez chwilę, ale w tym miejscu zaczynają się elementy, które zbyt dosadnie mogłyby zdradzić przebieg fabuły, więc z trudem powstrzymam tę karuzelę wyzłośliwiania się. Dodam jedynie w ramach deseru, że skoro Tobias jest przystojny, to musi koniecznie mieć oczy o niesamowitej barwie morskiego błękitu. I ma, bo to takie aryjskie.

Mógłbym Nele Neuhaus wybaczyć operowanie wyłącznie za pomocą gatunkowych schematów, bo byłem na nie podczas lektury mocno wyczulony, ale Śnieżka musi umrzeć cierpi w moich oczach na jeszcze jedną, tym razem niewybaczalną przypadłość, która ją pogrzebała: jest przewidywalna. Nie należę do czytelników, którzy przy kryminale usilnie próbują rozgryźć intrygę zanim zrobi to za mnie autorka. Nie staram się jej przechytrzyć, by na koniec lektury powiedzieć sobie, że wiedziałem i nie dałem się zaskoczyć, bo ogrodnik zawsze jest mordercą. Nie. Ja się poddaję opowiadanej historii i wręcz chciałbym być zaskakiwanym, ale u Neuhaus nawet mimo woli przewidziałem wiele wątków, a przecież za literackiego śledczego się nie uważam. Autorka dość nieudolnie kieruje losami i czynami bohaterów, ale po raz drugi powstrzymam się od przytaczania przykładów (z tego samego powodu co poprzednio). Generalnie zasada jest znana: nie wierzyć w jednoznaczność postaci (syndrom filantropa z poprzedniego akapitu). Jedynym nieprzewidywalnym elementem w tej powieści jest zachowanie Tobiasa, bo mam wrażenie, że stara się on sprawdzić jak bardzo nielogicznie i nieracjonalnie może postąpić nie robiąc sobie przy tym krzywdy. Wątek ucieczki przed policją, skoro nawet funkcjonariusze są przekonani o jego niewinności tylko tego dowodzi, bo nie wiem co chciał tym zyskać. Ogólnie im dalej w fabułę, tym głupszy się Tobias wydaje. Ale chyba nie o takie zaskoczenie czytelnika chodziło autorce.

Kwestię wartości literackiej oraz stylistycznej tego kryminału celowo pomijam, bo uznajmy, że to ma się po prostu łatwo i bezstresowo czytać, a czytelnika pieścić powinna fabularna intryga. Cóż, nie ma co ukrywać – ta jest mocno kulawa. Niby pokręcona, ale tak jakby na siłę, by pomieścić wszystkie elementy i pomysły. Dodajmy, że pomysły gatunkowo wytłuczone jak ziemniaki na obiad. Zaskoczenia również w Śnieżce… niewiele, a nawet jeśli, to w drugoplanowych kwestiach i nie robią one na czytelniku większego wrażenia. Całość ledwo, ale to ledwo trzyma się kupy i tylko wyrozumiałość czytelnika ratuje ten festiwal bezsensownych posunięć bohaterów, szczęśliwych zbiegów okoliczności i przedramatyzowanych scen. U mnie tej wyrozumiałości już zabrakło. Chyba muszę na jakiś czas porzucić kryminały od sztancy.

 

Reklamy

8 uwag do wpisu “Śnieżka musi umrzeć – Nele Neuhaus

  1. Myśmy z Kotem wytrzymali tylko jakieś piętnaście akapitów, które dokładnie i wyczerpująco pokazały, że szkoda czasu. Taka badziewna pisanina to jest niestety dzisiejszy standard wydawniczy; i nie, to nie prostota, to zwyczajnie niska rozdzielczość wyobraźni i brak oczytania autora, które równoważy entuzjastyczny słowotok – gdyby był podparty jako takim warsztatem literackim, nazwalibyśmy to być może grafomanią.

    1. Ojej, cóż za bezwzględność z Waszej strony. Nawet ja nie chciałem być tak okrutny w ocenie. Rzadko porzucam raz rozpoczętą lekturę. Przez te wszystkie lata zdarzyło mi się to raptem kilka razy. „Śnieżkę” przeczytałem bez większego bólu – taki oczyszczający rytuał, test spostrzegawczości w wyłapywaniu klisz i nieścisłości, żal nad zmarnowanym potencjałem. Po wszystkim łatwiej docenić dobrą literaturę ;)

  2. Życie za krótkie na badziew, nawet jak tych żywotów ma się 9… U mnie dużo książek jest zaledwie napoczętych, ale jak czegoś nie przetrawiam, to, ofc, nie zaliczam jako „przeczytane”. Inna sprawa, że teraz czytam wyłącznie dla przyjemności, a to oznacza, że autor nie może być po dziecięcemu nieporadny. No tak, jestem okrutnie radykalna w ocenach, no ale wbudowany Kot zobowiązuje…

    1. Również czytam wyłącznie dla przyjemności, czasem – jak w tym przypadku – tej masochistycznej. Przecież przeczytałem nawet „50 Twarzy Greya” i zadziwiająco dobrze się przy tym bawiłem (a jeszcze lepiej pisząc później o lekturze opinię), choć jestem pewien, że autorka nie miała takiej intencji. Niczego nie żałuję.
      Nie neguję Waszej metody, bo jest w niej dużo sensu i sam ją w niektórych przypadkach stosuję, choć zwykle wolę kończyć co zacząłem. Lubię też walnąć sobie dożylnie od czasu do czasu jakiegoś kiepsko napisanego bestsellera dla odchamienia, aby wiedzieć „co w marginesach piszczy”.

      1. Hm, z tymi kiepskimi bestsellerami to nie lepiej jakiś napisać?:> Wyłącznie dla beki no i może siana przy okazji. :) Kot mi zawsze mówi, jak się wwalimy na literacka minę, żebyśmy coś napisali dla sportu i dla katharsis.

  3. No wiesz, tak kamieniem prosto w łeb bestsellera! :P Jednakowoż doskonale Cię rozumiem, począwszy od tego, że podzielam Twoje wątpliwości dotyczące popełniania mordu na urwanym filmie :P

    1. Bestellery najlepiej się kamieniuje, bo można to robić z czystym sumieniem. Przecież i tak już im nie zaszkodzimy, a nawet gdybyśmy chcieli, to nasza krytyka jest zaledwie chochlą sceptyki w oceanie zachwytów.
      A o Tobiasie to już nie chcę pisać, bo im dłużej o tym myślę, tym mocniej trzymam się do opinii, że on był w jakimś stopniu upośledzony, ale autorka zapomniała o tym wspomnieć w tekście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s