Vernon Subutex: Tom 1 – Virginie Despentes

vernon subutexJa wiem, że książek nie powinno się oceniać wyłącznie po okładce i podobnie nie wypada sugerować się jednym zdjęciem autora czy autorki, ale Virginie Despentes na portrecie ze skrzydełka tej powieści prezentuje się… no, w ogóle się nie prezentuje. Fotografia tam zamieszczona ma za zadanie umacniać buntowniczy wizerunek autorki, ale – Jezusie Nazareński! – choćby ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości wypada, aby na zdjęciu dla czytelników nie wyglądać jak patologiczna żulica spod monopolowego Promil. Może jestem zbyt wrażliwy, może wymagam zbyt wiele, ale mogła chociaż wyjąć tego szluga z ust, jednakże wtedy byłoby pewnie za mało punkowo. Miano wywrotowej rebeliantki francuskiej literatury w końcu zobowiązuje, choć nie wiem czy nie strzelę sobie w kolano tym wyznaniem, ale ja pierwszy raz jej nazwisko widzę. I może to będzie z mojej strony prostackie, ale przy okazji lektury krótkiej notki biograficznej najbardziej rzuciła mi się w oczy informacja, że Despentes była kiedyś prostytutką. Cóż, zajęcie często wymagające pozycji leżącej, więc można zrozumieć, że nagromadzona i niewykorzystana energia teraz szuka ujścia w postaci nieokrzesanej natury. Znęcam się nieco, ale patrząc na tę fotografię z papierosem czuję jakby autorka dmuchała mi dymem w twarz i tym samym nie zjednała sobie mojej sympatii. Ciekawe czy jej proza zrobi to za nią.

Jednak nie było sensu się łudzić: życie jest o wiele ciekawsze z koką niż bez.[1]

Vernon Subutex ma pięćdziesiąt lat i życie, w którym od jakiegoś czasu tonie, nieustannie zmierzając w stronę dna i wodorostów. Po serii zgonów bliskich mu osób Vernon izoluje się coraz szczelniej, spędzając całe doby wyłącznie we własnym mieszkaniu. Choć własne to ono przestaje być, gdy bohater zostaje z niego eksmitowany i właśnie tak – przy pomocy kolejnego kamienia ciągnącego w stronę dna – rozpoczyna się bezdomna tułaczka Vernona po mieście. W przerwach między skręcaniem z niedopałków kolejnych papierosów i poszukiwaniu najlepszych okazji do noclegu bohater odnawia kilka dawnych znajomości, co daje czytelnikowi okazję do poznania nowych postaci. Z nimi bywa różnie, choć z pewnością warto zwrócić uwagę na Hienę, której profesją jest zakładanie kolejnych kont internetowych, by móc uskuteczniać sieciowy hejt – nie dla frajdy, lecz zarobku, bo mało to jest firm/osób gotowych zatrudnić profesjonalistkę, by skutecznie zniszczyła konkurencję/rywala? Na swój sposób uroczo wypada również osaczająca Vernona Sylvie, która stale chce się z nim rżnąć, a ten bidulek ledwo to znosi. W ogóle odnoszę wrażenie, że u Despentes wszyscy chcą się naokoło ruchać i brakuje w tej powieści tylko branży porno oraz transseksualistów. Do czasu, bo w końcu jedni i drudzy się pojawiają. A tematyczny komplet uzupełniają pozostałe uzależnienia współczesnego świata: narkotyki, alkohol, fejsbuk.

Bo to przecież widać – dobry numerek wpływa lepiej na cerę niż seans talasoterapii, więc po dwóch tygodniach szalonego rżnięcia wygląda, jakby jej ubyło dziesięć lat. To on pootwierał czakry, ot tak.[2]

Autorka wiele czasu poświęca szkicowaniu tła dla każdej z postaci. Na kolejnych stronach poznajemy ich przeszłość, sposób myślenia i cele na przyszłość, natomiast fabularnie – tu i teraz – dzieje się niewiele. Sam Vernon w pewnym momencie znika nam z radaru na dużą część powieści i gdyby nie tytuł książki, to uznałbym, że nie jest on nawet głównym bohaterem. Zresztą wiąże się z jego postacią pewien dysonans, bo stale miałem odczucie, że czytam o jakimś trzydziestolatku: jego aktywność na fejsbuku oraz fuchy w roli didżeja na imprezach z trudem jestem w stanie przypasować do pięćdziesięciolatka, ale może to wyłącznie wina mojej ograniczonej wyobraźni? W efekcie niedostatków wydarzeń lektura powieści Despentes mija nam na poznawaniu kolejnych, coraz to nowych postaci i zaznajamianiu się z ich charakterem oraz opiniami, które autorka wpycha im w usta. To poglądy często kontrowersyjne, bo tytuł enfant terrible francuskiej literatury pewnie nie wziął się znikąd, ale nierzadko trafiają się też komentarze banalne i naciągane. By jednak oddać autorce sprawiedliwość zauważę, że nie brakuje również głosów rozsądnych, celnych i prawdziwych. Czyli dla każdego coś dobrego, chyba.

Virginie-Despentes
„Dobry. Pani kierowniczko, ćwiartkę żołądkowej i radomskie na zeszyt da radę?”

Można założyć, że pierwszy tom pełni rolę czegoś, co ma za zadanie zaledwie wprowadzić nas w ten szorstki świat Vernona Subutexa – przedstawić bohaterów, rozciągnąć na sztaludze płótno będące podkładem dla przyszłych wydarzeń. Póki co lektura minęła mi dość obojętnie na los postaci, jakby w oczekiwaniu tego, w jaki sposób oraz kiedy Despentes zacznie wreszcie łączyć ich losy w spójną opowieść. I cichej obawie czy w ogóle zacznie. Nieszczególnie dałem się więc ponieść tej prozie, która dla literatury jest ponoć tym, czym punkrock dla muzyki. Porównanie może i ładne, ale w moim mniemaniu niezbyt trafne – za dużo u Despentes ślamazarności w prowadzeniu historii, ospałości fabularnej, a same odważne i kontrowersyjne opinie, choćby celne i drapieżnie sformułowane to za mało. Materiał być może dobry na eseje i zestaw felietonów, ale jako historia fabularna zawodzi. Może w kolejnych tomach będzie lepiej, jednak nie czuję się zachęcony (choć definitywnie nie wykluczę lektury drugiego tomu). I jeśli to jest NAJWIĘKSZYM WYDARZENIEM LITERACKIM 2015 WE FRANCJI, to nie wiem. Może trzeba być francuzem, by w pełni zrozumieć?


[1] Virginie Despentes, Vernon Subutex: Tom 1, tłum. Jacek Giszczak, wyd. Otwarte, Kraków 2016, str. 186
[2] Tamże, str. 131

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Vernon Subutex: Tom 1 – Virginie Despentes

    1. Tak, sam się nadziałem na parę pozytywnych opinii, ale to akurat mniej ważne, bo książkę już wcześniej postanowiłem i tak sprawdzić na własne oczy. Z negatywnymi opiniami jest tak, że mało komu się chce pisać „recenzję” powieści, która mu się nie spodobała. Zupełnie zrozumiałe, lepiej ten czas i klawiaturę poświęcić na coś wartego naszej uwagi. Więc tłumaczę to sobie w ten sposób: nawet jeśli na 10 czytelników powieść Despentes spodobała się zaledwie połowie i ta piątka popełniła pisemne opinie wychwalające dzieło, to co zrobiła pozostała piątka? Zapewne zapomniała o powieści szybko i sięgnęła po inną. Negatywne opinie nie powstały (być może w obawie bycia posądzonym o „niezrozumienie dzieła”), zabrakło równowagi dla „cudów, miodów i orzeszków”, więc odbiór powieści w gronie czytelników został zakrzywiony. Bo grono czytelników, to grono kulturalne, które nie lubi sprawiać nikomu przykrości niemiłymi słowami, zniechęcać innych do lektury.
      Wracając do Vernona, to znamienne jest, że już niewiele pamiętam z tej powieści (a czytałem ją kilka miesięcy temu; notki na blogu pojawiają się z opóźnieniem). To zaledwie pierwszy tom i jestem w stanie wybaczyć mu wiele niedociągnięć, skoro autorka dopiero buduje tło fabularne i obsadę postaci, ale oczekiwałbym, żebym na koniec choć w minimalnym stopniu czuł się zachęcony do kolejnych tomów. Nie czułem i nadal nie czuję. Więc podtrzymuję swoją opinię.

      1. Powiem tylko tyle, że również ubolewam nad brakiem jakiegokolwiek słowa krytyki w czytanych tekstach. Co gorsza, sam widzę u siebie tendencję odchodzenia od psioczenia, z którego kiedyś byłem dumny :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s