Dygot – Jakub Małecki

malecki_dygotJakub Małecki poproszony o to, by w jakiś nietypowy sposób zachęcił do przeczytania omawianej powieści stwierdził, że czytanie Dygotu ujędrnia pośladki. Nie wiem jak to zmierzyć u siebie (bo już jestem po fakcie), ale jeśli ktoś jest jeszcze przed planowaną lekturą, to polecam zawczasu się obmacać i zrobić jakieś zdjęcie, by po lekturze mieć materiał porównawczy. I wrzucić tę fotkę w komentarzu do tego tekstu, to wszyscy chętnie ocenimy postęp w kwestii jędrności. Już nie mogę się doczekać. Porzucając jednak chwytliwy temat pośladków i wracając do Jakuba Małeckiego to zaznaczę, że jego twórczość od kilku lat kręciła się gdzieś na orbicie moich zainteresowań, a nawet parę razy zaczepiłem wzrokiem o jego Dżozefa na różnych półkach, ale… no właśnie, jakoś nam nie wyszło. Nic osobistego. Rozdzieliły nas inne plany, odrębne priorytety, nasze koryta nie okazały się wspólne. Więc kiedy na odległym horyzoncie wydawnictw pojawił się Dygot natychmiast go dostrzegłem, odżyło dawne pożądanie, a czytając zapowiedź powieści wiedziałem już, że tym razem pójdę z Jakubem Małeckim do łóżka. Bo ostatnio tylko tam i na krótko przed snem czytam książki, stąd wynika pewne spowolnienie w temacie. Może gdybym się nudził w pracy, częściej i dłużej podróżował komunikacją miejską, albo chociaż siedział w więzieniu to miałbym więcej okazji do lektury, ale pocieszam się, że jeśli już czytam, to robię to z czystej ochoty, nie nudy. Strasznie dygresyjny i nie na temat mi ten wstęp wyszedł, więc po raz wtóry wróćmy do Jakuba Małeckiego, ok?

Przez cały wieczór Bronek nie zatańczył ani razu. Pożartował trochę z Helą, trochę z jej ojcem i co jakiś czas odmawiał rozchełstanym sąsiadkom, burcząc coś o bolącym kolanie. Pod koniec wieczoru, kiedy część par wróciła już do domów, usiadł obok Heli na ławce pod drzewem i odezwał się:
— Ty byś, Hela, nie chciała za mnie wyjść może?
Dziewczyna spojrzała na niego zamyślonym wzrokiem, jakby właśnie zapytał ją, czy ma ochotę na jabłko.
— Bo ja wiem?
— Jak się nie zgodzisz, to się Felek będzie ze mnie śmiał do końca życia.
— Ano, to trzeba było tak od razu.
Pobrali się w 1938 roku. Hela, którą wszyscy krewni zdążyli już uznać za starą pannę, dostała w posagu pierzynę i krowę.¹

Jesteśmy w akapicie, który powinien określać o czym jest Dygot oraz zawierać skrócone tło fabularne powieści. Ale to drugie chyba zostawię innym, natomiast co do tego pierwszego… Dygot jest o uczuciach, które łączyły Janka (chłopaka, który zbudował wojnę) z Ireną, Bronka z Helą, wreszcie Wiktora z Emilką. Jest o sowie rekonwalescentce, o psie wabiącym się Koń i koniu o imieniu Pies. Dygot jest o wsi przesądnej oraz zacofanej; o klątwach Niemki i Cyganki, które nadadzą ton losom wielu pokoleń. To powieść rozpoczynająca się w czasach II Wojny Światowej i stopniowo postępująca do przodu. Między innymi poprzez lądowanie człowieka na Księżycu i szok z tym związany, kiedy wraz z sąsiadami śledziło się te wydarzenia na jedynym telewizorze we wsi. Również poprzez Dynastię w tym samym TV, oraz dorastanie w latach dziewięćdziesiątych, pośród lodów Bambino. Ostatnie dotyczy bohatera, o którym jeszcze nie wspominałem – Sebastiana – i jego wątek stanowi kulminację losów wszystkich postaci. Samego „Sebę” trudno polubić, bo obdarzono go chyba wszystkimi przywarami trudnej młodzieży: pyskaty, leniwy, bezczelny, pozbawiony empatii oraz wyobraźni. Ale rozmawia po pijaku z Bogiem i nieco uśmiałem się przy okazji.

Kaziu miał już wprawę.
Skok przez okno, buty na nogi, wokół domu i do stodoły, stamtąd przez pole, z rowerem na plecach, i na drogę, a z drogi już łatwo. Do Krysi miał dwanaście kilometrów. Do Gieni osiem, ale Krysia miała większe cycki. Bardzo lubił też Anię, ale ją trudno było namówić do czegokolwiek poza rozmową, a akurat w rozmowie Kaziu specjalnie nie gustował.²

Dygot to ballada o nieszczęściach, bo te są bardziej powszechne, niż szczęście. Wieś przesądna jest przekonana, że każdemu dramatowi i tragedii, które spotykają mieszkańców winny jest Wiktor, bo ten miał czelność urodzić się albinosem. A jak wieś zacofana potrafi być okrutna to już wiemy, choćby od Kosińskiego i Nicka Cave’a. Choć Jakub Małecki wydaje się w tym co robi łagodniejszy, melancholiczny i mniej sadystyczny dla swoich bohaterów. Co nie znaczy, że zabraknie brutalnych oraz uderzających w czytelnika scen, bo Dygot to powieść wciąż intensywna, ale zarazem dość pesymistyczna i smutna w wydźwięku.

Ja takie historie lubię i potrafię je docenić. Dygot jest napisany płynnie i sprawnie poprowadzony, nie odnotowałem w nim męczących dłużyzn, co autor prawdopodobnie może uznać za swój sukces. To powieść jędrna jak rzepa i stylistycznie rześka niczym zimowy poranek, bo aż się chciało ją czytać: nawet kosztem snu, posiłku, wydarzeń sportowych w TV. Być może nie oszałamia ona ani oryginalnością (wszak tematyka już wielokrotnie poruszana), ani literackim kunsztem, ale wątki w niej przytoczone potrafią skutecznie wkłuć się w pamięć, bo „(…) życie to jeden, kurwa, wielki dygot (…)”³, a autorski brak nadęcia i swoboda w snuciu opowieści niezwykle ułatwia czytelnikowi lekturę.

W tym samym artykule, z którego pochodzi zachęta dotycząca ujędrniania pośladków, Jakub Małecki przyznaje, iż nie do końca potrafi pogodzić się ze świadomością, że ktoś – ktokolwiek – poświęca kilkadziesiąt godzin, by przeczytać jego powieść, ale kiedy to już do niego dociera, to ogarnia go fantastyczne uczucie. Nie wiem i nie wnikam ile w tym autentycznej skromności, ale jestem przekonany, że akurat Jakub Małecki nie musi być tak ostrożny, bo obcowanie z jego Dygotem było dla mnie czystą przyjemnością. I jeśli nie dowodzi tego sam fakt, że powieść przeczytałem, to niech przemówi na ten temat ten tekst, czas poświęcony na jego powstanie i przede wszystkim jego ton.

A nawiązując już po raz ostatni do tego wywiadu i ósmego pytania, to uspokajam autora: nie dałeś dupy.

W bonusie ode mnie: okładka Przekroju z 1987 roku, o której epizodycznie mowa w powieści. Detal, a cieszy.

¹ Jakub Małecki, Dygot, wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015, str. 38
² Tamże, str. 108
³ Tamże, str. 290

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Dygot – Jakub Małecki

  1. Ach, „Dygot”! Nie umiem się nie zachwycać! :) Jakub Małecki jest unikatowym głosem polskiej literatury, co udowodnił niejeden raz. To z jednej strony bolesna lektura, ale jak to z realizmem magicznym bywa – oczarowuje, nawet tym błotem polskiej wsi, tym okrucieństwem bezcelowym, tym brudem emocjonalnym… Dobra rzec i polecam „Ślady”, które idą tropem „Dygotu”. :)

  2. miłośniczka pisze:

    Świetna recenzja, Zsiadue! Mam na „Dygot” oko, chyba się pokuszę o lekturę wcześniej niż w nieokreślonej przyszłości. Ja miałam mieszane uczucia do Małeckiego i po „Odwrotniaka” sięgałam bardziej z przymusu (przygotowując się do spotkania Klubu z Kawą nad Książką), ale tak mnie porwał, że teraz nie muszę ssię zastanawiać, czy warto. Mogę tylko chcieć bardziej. ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s