Lampart – Giuseppe Tomasi di Lampedusa

lampartE, no nie wiem. Czytam pobieżnie różne opinie o całym tym Lamparcie i czuję się trochę głupio, bo niektórym czytelnikom chciało się nawet rozebrać tę powieść na części pierwsze, po czym przeanalizować każdy rozdział z osobna: ocenić je pod kątem subtelnych odniesień, pozornie nieistotnych szczegółów i ukrytych znaczeń. Szacuneczek. Na przykład (choć ten akurat sobie wymyśliłem, by uchodzić za zabawniejszego): co miał symbolizować fakt, że jeden z bohaterów zasnął w trakcie monologu pewnego jezuity? Pokoleniową utratę wiary w boskie nauki? Ogólny brak wigoru epoki zmierzającej do upadku, a przynajmniej zapadnięcia w sen, z którego być może już nigdy nie wróci do dawnego blasku? Możliwe, tak, mhm. Ja mimo wszystko jestem na to zbyt prosty i przychylam się do wersji, że jezuita swojego słuchacza najzwyczajniej w świecie zanudził, bo to jak najbardziej prawdopodobne. Ot, po prostu. Nie można nikogo za to winić. Nawet nastolatka na amfetaminie i po sześciu Red Bullach zasnęłaby w takiej sytuacji. Trochę sobie kpię, bo nie jestem szczególnie przekonany co do wyjątkowości tej powieści, choć jednocześnie nikomu nie odmawiam prawa do wielbienia jej. Dostrzegam nawet elementy, które – gdyby tylko padły na bardziej wrażliwy grunt – mogły stać się powodami do zachwytu, ale ja nie mogę być tak czuły dwadzieścia cztery godziny na dobę, więc trochę wyrozumiałości proszę, bo jedynie gąbki nie mają gorszych dni.

Chciałbym bystro zauważyć, że włoszczyzna gości u mnie raczej rzadko i nawet nie wiem z czego to wynika, bo uprzedzony jakoś nie jestem. Natomiast szczerze wątpię, by było to spowodowane kiepskim stanem formy włoskiej literatury, bo zapewne czyha w tej kategorii wiele oszałamiających dzieł, z tym, że jakoś nie potrafią się one do mnie przebić. A na prośbę o wymienienie jakiejś powieści z półwyspu apenińskiego pierwsze co mi przychodzi do głowy to Pinokio. Koneser literatury ze mnie, nie ma co. Ale dosyć puszenia i narcyzmu, dobierzmy się temu Lampartowi do skóry. Może dzięki temu skóra w cętki zacznie nam się wreszcie kojarzyć z czymś innym, niż tylko z bielizną partnerki, rzadziej partnera (a może się mylę – może zabawa w Tarzana i Jane pojawia się w sypialniach częściej, niż podejrzewam).

Rzecz dotyczy Włoch w okresie burzliwych przemian społeczno-politycznych (proces zjednoczenia zapoczątkowany w latach 60. XIX wieku). A konkretnie Sycylii. A jeszcze konkretniej: pewnego księcia i jednego z ostatnich reprezentantów arystokratycznego rodu – Fabrizio Saliny, tytułowego Lamparta. Książę jest świadomym, dojrzałym mężczyzną i doskonale zdaje sobie sprawę, że czas jego szlachetnego rodu powoli, acz niestrudzenie zmierza ku końcowi. Rezygnuje on nawet z wizyt u swoich licznych kochanek – tych wrzeszczących podczas szczytowania: Jezus Maria, mon chat i moje panisko! Salina na swój lekko melancholijny sposób stara znaleźć sobie nowe miejsce w zmieniającym się układzie społecznym Sycylii i całego państwa. Można to od biedy określić tłem fabularnym Lamparta, wszak trudno byłoby wskazać jakiś bardziej wyraźny zarys. Ale też nie w tym rzecz, bo powieść Lampedusy to przede wszystkim coś w rodzaju portretu arystokracji i epoki. A wydarzenia których jesteśmy świadkami? Cóż… one nie są zbyt porywające.

Większość z wątków zasadza się i opiera na włoskich namiętnościach, czasem wręcz lubieżności. Na czoło postaci drugoplanowych nonszalanckim krokiem wychodzi siostrzeniec księcia – Tancredi i jego liczne podboje miłosne. Trudno młodzieńca winić, że nie wie gdzie oczy (i łapy) wsadzić, gdy wokół niego stale kręcą się młode damy, piękne i świeże jak brzoskwinki. Ale Lampedusa nawet nie próbuje się wysilić, by czytelnika wciągnąć w jakiś ciąg wydarzeń: brakuje w tych wątkach choćby cienia jakichś intrygujących i charakternych chwil. O jakimkolwiek zaskoczeniu też wypadałoby zapomnieć, chyba że dla kogoś zaskoczeniem będzie jego brak. Stąd mój wniosek, że nie w fabule należy szukać zalet Lamparta. Więc gdzie? Co najmniej o klasę wyżej wypada umiejętność Lampedusy do zobrazowania otoczenia, w którym te miałkie wydarzenia mają miejsce. Opisy wnętrz pałaców wypadają iście malowniczo, podobnie jak widokówki Sycylii jako takiej. Stroje, pokoje i ich umeblowanie, gesty bohaterów, codzienne rytuały i ogólne dostojeństwo arystokracji – to wszystko prezentuje się przekonująco i stanowi z pewnością jakąś wartość dla powieści. Że jedyną, to już inna kwestia. A nie, przepraszam – końcówka, w której możemy spojrzeć na wszystko z perspektywy czasu, również jest udana i nieco stymuluje wyobraźnię. Choć mam poczucie, że jej potencjał w gruncie rzeczy zmarnowano.

Lampart budzi we mnie skojarzenia z klasykami literatury francuskiej i jestem za mało dociekliwym czytelnikiem, by szukać między nimi jakichś znaczących różnic. Podobna elegancja stylistyczna, podobna powaga w przedstawieniu wątków, podobne namiętności targające bohaterami. Boleśnie uderza natomiast ewidentny brak pomysłu Lampedusy na poprowadzenie fabuły. Nie oczekiwałem wiele w tej kwestii, ale u Włocha wszystkie wątki bledną nagle z cichym sykiem i nie pozostawiają w czytelniku żadnego śladu. Trochę szkoda, bo znacznie przyjemniej byłoby oglądać barwny portret Sycylii, jeśli kryłaby się za nim jakaś pasjonująca historia. Na Lamparta przychylniejszym okiem powinni spojrzeć jedynie czytelnicy zainteresowani epoką oraz ostatnimi chwilami sycylijskiej arystokracji. Oraz fani mało burzliwej, usypiającej fabuły.

Tak, wiem, że to ogólnie doceniany klasyk. I nie interesuje mnie to.

PS Ostatnio powieść ukazała się w Polsce pod tytułem Gepard, ale niech to Was nie zmyli – jest równie przeciętna.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Lampart – Giuseppe Tomasi di Lampedusa

  1. :):):) pisze:

    Kto spodziewał się reaktywacji bloga? Dla mnie samej było do zaskoczeniem nie mniejszym niż dla samego autora, ale …cieszę się. BARDZO!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s