Ostatni Powiernik Pierścienia – Kirył Jeskow

ostatni powiernik1Na półkach stoją i czekają literackie nowości oraz zaległości, a ja po raz trzeci czytam powieść Jeskowa. Zastanawiałem się nawet przez chwilę, co ten fakt może oznaczać i czy ta książka rzeczywiście jest tak dobra, by stale do niej wracać. Chyba sam sobie w tej kwestii nie ufam, stąd co kilka lat czuję potrzebę zweryfikowania swojej opinii na temat Ostatniego Powiernika Pierścienia – ponownego przekonania się czy entuzjazm, którym obdarzyłem tę powieść osiem lat temu miał sensowne podstawy i, co ważniejsze, czy przetrwały one do dziś. Wtedy dzieło Jeskowa podobało mi się zaskakująco mocno, elektryzowało mnie i absorbowało, a lekturę polecałem nie tylko każdemu fanowi Tolkiena, ale również (a może przede wszystkim) każdemu, kto jego prozie nie dał się uwieść. Bo zbyt patetyczna, bo zbyt rozwleczona, rozbuchana, bo za dużo w niej czerni i bieli oraz karłów z zaniedbanymi stopami. Bo zabrakło w nim smoków i seksu. Osobiście uwielbiam trylogię Władcy Pierścieni, ale z różnymi opiniami oraz argumentami na jej temat się spotykałem, więc jestem wyrozumiały i Tolkiena za wszelką cenę bronił nie będę (przynajmniej nie tu i teraz). Natomiast łatwo się domyślić, że Ostatni Powiernik Pierścienia silnie nawiązuje do szeroko znanej historii Frodo Bagginsa i Wojny o Pierścień, a gdyby ktoś nadal miał wątpliwości, to powieść Jeskowa ukazała się w Polsce również pod dźwięcznym marketingowo tytułem Ostatni Władca Pierścienia. Preferuję trafniejszego powiernika, bo choć pewien pierścień się tutaj pojawia, to jest tylko i wyłącznie pierścieniem: kawałkiem stopu, niewiele znaczącym suwenirem, więc nie za bardzo jest czym buńczucznie władać.

— Biorę całą odpowiedzialność na siebie, Sarumanie. Historia mnie osądzi.
— Och, akurat w to nie wątpię – przecież tę historię będą pisać ci, którzy zwyciężą pod twoimi sztandarami. Istnieją wypróbowane przepisy; Mordor trzeba będzie przekształcić w Imperium Zła, które zamierza zniewolić całe Śródziemie, a tamtejsze narody w plugastwo, jeżdżące wierzchem na wilkołakach i odżywiające się ludzkim mięsem…*

ostatni powiernik2Ostatni Powiernik Pierścienia rozpoczyna się w momencie, gdy Tolkien zakończył swoją opowieść, czyli na zgliszczach wojny i pośród krajobrazu wyludnionego Mordoru. Sojusz ludzi i elfów zwyciężył, więc to im przypadł przywilej spisania historii tego konfliktu. Zwycięzców się nie sądzi, a ich relacji nie poddaje się krytycznemu spojrzeniu i skoro cały lud Mordoru zasługiwał na wybicie co do nogi, to zapewne tak było, bo orkowie i trolle są ohydne. Ale co jeśli… nie? Co jeśli obraz wroga jest drastycznie zakrzywiony, wykoślawiony wręcz, by wybielić stronę zwycięską? Co jeśli naród Mordoru wcale nie dążył do konfliktu, a agresorami były elfy i ludzie Zachodu? Jeskow w swojej powieści oddaje głos stronie przegranej i napisać, że wychodzi mu to intrygująco, to jak nic nie napisać. Odcina się on od całej baśniowej otoczki Władcy Pierścieni, która sprawia, że trylogię można czytać również dzieciom. U Jeskowa przyczyną wojny wcale nie jest Pierścień Saurona, a naiwny wątek ratowania Śródziemia przez grupę hobbitów i ich drużynę jest ostentacyjnie pominięty, rzucony w niebyt. Tutaj powody konfliktu są znacznie bardziej prozaiczne, bo to Gandalf wraz z Radą Czarodziejów zawiązuje spisek, którego celem jest zahamowanie rozwoju technologicznego Mordoru. Brodatych panów przeraża myśl, że racjonalna wiedza, siła rozumu i potencjał techniki doprowadzą do zaniku magii w Śródziemiu, że postępy w metalurgii i chemii będą rozwiązaniem problemów, których do tej pory nie dało się rozwikłać bez pomocy magii. Snuty jest więc bezpodstawny obraz drapieżnego i rosnącego w przemysłową potęgę Mordoru, który któregoś dnia zechce podbić Zachód i dlatego trzeba zbrojnie rozgonić towarzystwo. A Frodo i jego pierścień? Czarujący wymysł bajkopisarza.

Inne przyczyny wojny nie zmieniają jednak jej wyniku, więc tuż po rozstrzygającej bitwie na Polach Pelennoru poznajemy dwójkę głównych bohaterów: orokuena (szlachetne określenie dla orka?) i zwiadowcę Cerlega oraz umbarskiego lekarza polowego Haladdina. Krótko. Panowie uciekają przez mordorską pustynię i zupełnie przy okazji odnajdują zakopanego po szyję w piasku gondorczyka – barona Tangorna. Sam się nie zakopał, ale nie będę tutaj wchodził w niepotrzebne szczegóły. Od tej chwili bohaterów mamy już trzech, a pewnej nocy odwiedza ich upadły Nazgul i zleca niebezpieczną misję: należy zniszczyć Zwierciadło Galadrieli, ponieważ elfy to ZŁO i jedynym ich celem jest zniewolenie pozostałych ras Śródziemia. Panowie podwijają więc rękawy i opracowują ryzykowny plan.

Przyznaję, że „na sucho” nie brzmi to ani imponująco, ani szczególnie zachęcająco, ale gwarantuję, że jeśli zanurzyć się w szczegółach, to powieść znacznie zyskuje na atrakcyjności. Rzecz jasna w lepszej sytuacji będą tutaj czytelnicy, którzy doskonale znają Władcę Pierścieni, bo u Jeskowa wraca cała gama postaci znana z powieści Tolkiena. Powroty te powalają świeżością, bo dzięki odmiennej perspektywie mamy okazję podziwiać Aragorna w roli aroganckiego buca, a i Gandalfowi przypisać wiele mało czcigodnych cech, takich jak krótkowzroczność, bezwzględność i zachłanność. Z kolei Saruman Biały jawi się jako głos rozsądku, choć w pojedynkę jest bezsilny i nie potrafi zapobiec kolejnym wydarzeniom. Siła i jakość tych licznych połączeń Ostatniego Powiernika Pierścienia z dziełami Tolkiena to wielka zaleta, bo to czyni powieść Jeskowa inną, świeżą, ale jednocześnie dobrze znaną. Autor wielokrotnie wraca do pewnych fragmentów znanych z trylogii i trochę z nich kpi (choć bez złośliwości i z szacunkiem), jakby mówiąc „nie, nie! To nie było tak. Tak naprawdę to…”. Ukoronowaniem tego jest świetny, przepełniony aluzjami i wielokrotnym puszczaniem oka do czytelnika epilog powieści.

W żadnym razie nie pozwolę sobie określić czy lepszy jest Władca Pierścieni, czy Ostatni Powiernik Pierścienia, bo to w mojej opinii pojedynek nierozstrzygalny. W zasadzie błędem jest zbyt ciasne łączenie tych dzieł i powieść Jeskowa należy traktować jako odrębny twór, bo ich jedyną wspólną cechą jest ogólny zarys Śródziemia, oraz kilka postaci. Ostatni Powiernik Pierścienia ma całkowicie inny wydźwięk, pozbawiony jest patosu i zmiękczającej wszystko tolkienowskiej baśniowości – tutaj w zamian muśniemy nieco polityki, ekonomii oraz poznamy kilka zależności między narodami Śródziemia. Wreszcie: tylko tutaj odwiedzimy Umbar i w towarzystwie barona Tangorna przeżyjemy tam bodaj najlepszy, szpiegowski epizod powieści. Czytałem go trzykrotnie i za każdym razem trzymał mnie za uszy, nie pozwalając się oderwać od lektury.

Co tu kryć, okrutnie chciało mu się baby, jako że już od pięciu dni był w drodze. Zresztą po co sobie za młodu żałować? Rozejrzał się i dosłownie tuż obok, o dziesięć kroków, znalazł obiekt swych poszukiwań. Na pierwszy rzut oka dziewczę nie prezentowało się nadzwyczajnie – twarz chudziutkiej siedemnastolatki ozdabiał potężny sinożółty siniak – ale Khandyjczyk z uznaniem przyjrzał się jej sylwetce: miała na czym usiąść i czym odetchnąć! A gębę można przecież zasłonić onucą…**

Bo gdyby się uprzeć i na siłę zechcieć porównywać oba dzieła, to okaże się, że wszystko jest tutaj inne. Jeskow jest lekki i dynamiczny, pozbawiony tego poważniejszego tonu i stylu. Wymyślonym przez niego bohaterom niczego nie brakuje, a tym tolkienowskim udało się nawet niekiedy dodać kolorytu. Sceny „akcji” są żywiołowe, ale czytelne i bez problemu wyświetlają się na płótnie naszej wyobraźni. Jest nawet trochę humoru i seksu – niewiele, ale w sam raz, by zwiększyć koloryt treści (niestety, smoków zabrakło). Ostatni Powiernik Pierścienia to doskonałe, ekscytujące uzupełnienie dla dzieł Tolkiena, bo choć powieść Jeskowa potrafi się obronić jako samodzielne dzieło, to znajomość Władcy Pierścieni – niezależnie jak przez nas ocenianego – znacznie podnosi wartość Powiernika w oczach czytelnika.

PS Ostatni Powiernik Pierścienia (Kirył Jeskow) obejmuje dwa tomy, ale w Polsce dostępne jest również wydanie jednotomowe – Ostatni Władca Pierścienia (K.J.Yeskov).

* Kirył Jeskow, Ostatni Powiernik Pierścienia, tłum. Ewa i Eugeniusz Dębscy, wyd. Red Horse, 2007, tom I, str. 29
** Tamże, tom II, str 125

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Ostatni Powiernik Pierścienia – Kirył Jeskow

  1. Ania pisze:

    O. Bo mnie Tolkien jakoś nie uwiódł. I można nie czytając kolejny raz Tolkiena? Bo ja czytałam w liceum, choć doczołgałam się do końca to niewiele pamiętam. Szczerze mówiąc gdyby nie filmy kilka lat temu, to chyba by mi zupełnie zwietrzał.

      1. Wydaje mi się, że chyba masz rację, ale należy podkreślić „przede wszystkim”. Fani powinni koniecznie przeczytać, a nie-fani… również powinni, bo skoro Tolkien nie odpowiada, to właśnie odmienność Powiernika może im się spodobać. Władcę Pierścieni lepiej znać, najlepiej z książek, ale filmowa adaptacja (z racji swojej wierności w stosunku do pierwowzoru) też może wystarczyć, by w pełni czerpać z lektury Jeskowa.

  2. Czytałem w tym drugim wydaniu i po szybkim spojrzeniu do notki sprzed lat, stwierdzam że podobało mi się nad wyraz. Teraz, dzięki synom, jestem na etapie audiobooka w samochodzie i filmu z DVD w domu (oczywiście mowa o WP, nie Jeskowie) i być może podsunę Starszemu „Ostatniego Władcę …”. Ale to troszkę później, bo jednak 10 lat, to chyba nie wiek na niego :) Dzięki za przypomnienie :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s