Czarna Dalia – James Ellroy

czarna daliaDoszły mnie pewne słuchy na temat Jamesa Ellroya, więc postanowiłem poszukać jakichś namacalnych dowodów potwierdzających te niezwykle intrygujące opinie. Szpiegujące mnie na każdym kroku Google (co mi w sumie nie przeszkadza, bo nie mam nic do ukrycia) przekierowało mnie czym prędzej w znajome rejony bloga Bibliomiśka, którego przy okazji pozdrawiam, bo zdarzało się, że tu zaglądał – cześć! Znalazłem tam pewien wywiad z 2011 roku, którego lektura sprawiła, że wielokrotnie uśmiechnąłem się jak głupi do monitora, bo Ellroy rozbija w tej rozmowie bank megalomanii, a jego ego może służyć jako kula burząca. Pisarz sam siebie porównuje to do Beethovena (był taki grajek, ponoć niezły), to znów do Tołstoja, a przy okazji wymyśla sobie imponujące przydomki w rodzaju „demonicznego psa czarnej literatury”. Robi to aby uprzedzić tych wszystkich durnych pismaków, których stać jedynie na nazwanie go następcą Raymonda Chandlera, a akurat tego pisarza Ellroy nie ceni i wykreowanego przez niego Philipa Marlowe’a nazywa otwarcie „przestylizowaną pizdą”. Waginalną zniewagą oberwał także John F. Kennedy, „jebaka, którego bardziej od polityki kręciły cipki”, więc można założyć, że zamach uchronił go przed licznymi chorobami wenerycznymi. Ale James Ellroy potrafi być również nieco bardziej umiarkowanym w swoich poglądach, stąd Baracka Obamę określa jedynie fatalnym prezydentem, a Conana O’Briena delikatnie mówiąc pajacem (ale taka jego praca). Ceni za to twórczość m. in Dona DeLillo (przy okazji: chce ktoś sprzedać „Biały szum”?; płacę jak za prezydenta) oraz Dashiella Hammetta, więc jednak potrafi też nie być burakiem. Tak bezpośrednich, barwnych postaci nam trzeba i nie sposób Ellroyowi odmówić charyzmy nawet gdy sam przyznaje, że większość tego co robi, robi dla pieniędzy oraz promocji. No i na zdrowie James. Aha, poza tym, doszły mnie również słuchy, że podobno zupełnie przy okazji pisze on świetne kryminały.

15 stycznia 1947 roku w Los Angeles znaleziono przepołowione zwłoki pewnej atrakcyjnej dziewczyny. Dla jasności: atrakcyjna to ona była zanim ktoś ją zamordował, rozdzielił w okolicach jamy brzusznej, pociął jej piersi, a na twarzy wykroił szeroki uśmiech od ucha do ucha. Zwłoki były higienicznie czyste, wnętrzności wyprute, ani kropli krwi. Trzeba przyznać, że ktoś się musiał solidnie napracować. Policja szybko ustaliła tożsamość ofiary, prasa jeszcze szybciej nadała jej nośny przydomek Czarnej Dalii, ale dalej już wcale nie szło tak żwawo. Dość powiedzieć, że sprawca tej kameralnej masakry do dziś nie został schwytany. Nie znaczy to oczywiście, że ktoś go nadal szuka, bo początkowo rozpędzone śledztwo w pewnym momencie zwolniło, a z czasem najzwyczajniej w świecie utknęło, utraciło medialną nośność i zostało porzucone. Tyle faktów. Och, nie wspomniałem, że to się wydarzyło naprawdę? Gapa ze mnie.

Czarna Dalia Ellroya to wariacja na temat tego nigdy nierozwiązanego zabójstwa Elizabeth Short. Ale zanim do niego dojdzie poznamy kilku twardych jak sterta kamieni bohaterów. Przede wszystkim Bucky’ego Bleicherta, który ma coś z ogiera (zęby), i jego partnera Lee Blancharda  – byłych bokserów, obecnie policjantów, którym wkrótce przyjdzie pracować przy sprawie Czarnej Dalii. Zresztą nie tylko im, bo ta potężnie wspierana medialnie sprawa będzie stanowiła wymarzoną drabinę do pięcia się w stronę wyższych stanowisk i momentami liczba zaangażowanych w ich rozwiązywanie osób sięgnie dwóch setek. Jednak póki co zaznajamiamy się z otoczeniem i realiami Los Angeles, w którym – na przemian z bebopem (odmiana jazzu) – nadal brzmi echo II Wojny Światowej. To miasto pełne szemranych spelun, w których podejrzanie wyglądający barman zawsze zajęty jest albo wycieraniem zachlapanego baru, albo pucowaniem szklanek. To wymarzone pole działania dla bezkompromisowych gliniarzy, często weteranów wojennych, którzy nie odmówią sobie małej, niewinnej przemocy i drobnych rękoczynów, aby wyciągnąć od podejrzanego informacje. Potem chlapną kilka drinków w barze i siadają za kierownicą, bo co im zrobisz, zadzwonisz po policję? Już tu jest.

Ale ten czas beztroskiego ścigania różnorakich pedofilów i alfonsów (z ambicjami reżyserów porno) kończy się wraz ze znalezieniem zwłok nieszczęsnej Betty Short. Później, już w trakcie metodycznego śledztwa wychodzą na jaw intrygujące fakty dotyczące jej życia i nagle okazuje się, że nasza Czarna Dalia niekoniecznie była tak wspaniała i niewinna, jak pragnęliby niektórzy. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim uzależniony od benzedryny Lee angażuje się w sprawę bardzo osobiście, a próbujący tonować jego reakcje Bucky traci motywację i zaczyna spędzać upojne noce z zepsutą, łatwą i wyuzdaną Madeleine. Bo – jak przystało na czarny kryminał – w Czarnej Dalii po prostu nie mogło zabraknąć napędzających wszystko kobiet, również tych fatalnych: olśniewająco prezentujących się w swoich obcisłych spódnicach, ale cynicznych i szerzących wokół siebie upodlenie. Nie to, żeby wyłącznie kobiety były tutaj upośledzone moralnie, bo mężczyźni także mają swoje za uszami, przez co są szalenie wiarygodni, nieobliczalni i przede wszystkim interesujący z perspektywy czytelnika. Jak to się zwykle mówi – pełnokrwiści. Mięsiste charaktery bohaterów powieści to najwyższa półka gatunku.

Czarna Dalia jest pierwszym tomem serii, tzw. Kwartetu L.A. i to niezwykle charakterne otwarcie, choć każdy tom stanowi zamkniętą całość i nic nie stoi na przeszkodzie, by traktować je odrębnie. To żywy i absorbujący kryminał, przy lekturze którego czytelnik namacalnie wyczuwa wiszące w powietrzu zagrożenie. Ellroy wygląda mi na niezwykle odważnego pisarza, który bez litości traktuje swoich bohaterów, a w związku z tym możemy się spodziewać paru mocarnych uderzeń fabularnych. Przemoc, tajemnica, „dobry i zły glina”, niełatwe moralnie decyzje, anonimowe listy ułożone z powycinanych z gazet liter, jazz, deprawacja i seks. Czego więcej można oczekiwać od gatunku? Osobiście czuję się urzeczony historią, estetyką noir (choć mało nachalną) i umiejętnie zachowaną równowagą między sensacją a thrillerem. Takich pisarzy nam trzeba i takich kryminałów nam trzeba. Teraz idę po drugi tom.

PS Na koniec i zupełnie przy okazji polecam mającą już parę lat grę L.A Noire – znakomity ukłon w stronę stylistyki kryminałów noir i jedyny w swoim rodzaju kawałek kodu, zawierający liczne nawiązania m.in. również do sprawy Czarnej Dalii.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Czarna Dalia – James Ellroy

  1. Zagląda, zagląda, cześć :) W moim przypadku znajomość (już 18-letnia) z książkami Ellroya spowodowała, że zbledli mi inni pisarze tego gatunku. Z klasysków wiadomo – Hammett to klasa, Chandler to właściwie odrębny gatunek, też wielka moja miłość. Ale z żyjących nikt z Jamesem się nie równa. Aspiruje Nesbo, stara się Lehane, ale tej gęstości stylu, bezpardonowego traktowania postaci, lapidarnych opisów, smolistego mroku, i wrażenia dość rozległej panoramy społecznej – nikt nie osiąga nawet w przybliżeniu. Kwartet LA to po prostu najlepsze co powstało w tym gatunku. Budujące jest to, że Ellroya przejęła Sonia Draga i dobrze go promuje, bo dotychczas to choć to pisarz wielce znany i ceniony za oceanem („Dalia” powstała prawie 30 lat temu), to u nas kompletnie niszowy. Nie miał szczęścia do wydawców i jak ktoś nie trafił na film „Tajemnice Los Angeles” to zwykle go nie kojarzy.

    Wspomniana przez Ciebie cudna gra to faktycznie esencja gatunku noir, silnie wzorowana na Ellroyu. Choćby muzyka to mariaż kompozycji wzorowanych na soundtrackach z „Chinatown” i właśnie z „Tajemnic Los Angeles”.

    1. Jak tylko zobaczyłem ilość Twoich wpisów na temat Ellroya to już wiedziałem, że trafiłem na fana. Twój komentarz to jednocześnie udane podsumowanie mojej opinii (gdyby ktoś miał wątpliwości), więc dzięki ;) Od siebie dodam jedynie, że czaiłem się na Czarną Dalię od długiego czasu (wieczne „must read”), ale kupowałem prasę i akurat na stoliku leżała atrakcyjna promocja na te nowe wydania Ellroya, więc się skusiłem (zwykle książki kupuję przez sieć).
      A gra być może nie była idealna w swojej mechanice, ale niebywale nadrabiała estetyką, nawiązaniami, wiernością w stosunku do epoki (tak sądzę) oraz gatunku noir.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s