Przeklęci – Chuck Palahniuk

przekleciNo ale Chuck, z tymi tytułami to mógłbyś się bardziej wysilić. Opętani, potępieni, teraz przeklęci, a co w kolejce? Może jacyś napiętnowani, albo nawiedzeni i jak nic trzeba będzie wzywać egzorcystę. Kiedy grubo ponad trzy lata temu spisywałem wrażenia z lektury Potępionych nie do końca chciało mi się wierzyć, że powstanie jej kontynuacja. Zakończenie niby dosyć wyraźnie to sugerowało, ale przecież jeszcze nie gwarantowało. A tu proszę – mamy dalszy ciąg losów nastoletniej Madison, której nie dane będzie dorosnąć, bo nie żyje. Nie powiem, żeby ukazanie się tej książki jakoś szczególnie podgrzało mój czytelniczy głód, bo choć zwykle interesuje mnie wszystko co wypluwa z siebie Palahniuk, to tym razem zabrakło z mojej strony jakiegoś entuzjazmu i zaintrygowania – tego miłego dreszczu oczekiwania i niepewności o czym będzie następna powieść. W przypadku tej książki było z grubsza wiadomo, czego można się spodziewać, mimo to Chuckowi udało się mnie w jakimś stopniu zaskoczyć. I jeśli tematem Potępionych była autorska wizja wizyty w Piekle, to Przeklęci zabierają nas na spacer po czymś w rodzaju Czyśćca – strefie zawieszonej między Niebem a Piekłem, a prościej mówiąc – wracamy na Ziemię.

Kiedy poczujecie się zdołowani wizją nieuchronności śmierci, przypomnijcie sobie obowiązkowo, że bycie żywym nie zawsze przypominało bajkę.*

Halloween jest ponoć jedyną oficjalną okazją, by dusze potępionych mogły odwiedzić stare śmieci na Ziemi. No wiecie – wywoływanie duchów i te sprawy to dobry kamuflaż, a poza tym można się obłowić słodyczami, więc kto by nie chciał wpaść z wizytą. Madison korzysta z tej okazji, problem w tym, że – niczym jakiś otyły Kopciuszek – spóźnia się z powrotem do Piekła i w efekcie grzęźnie pod postacią ducha na naszym łez padole. Co zrobić, czymś zająć sobie czas trzeba i choć Maddy niespecjalnie szuka kontaktu z żywymi, to oni najwyraźniej pożądają kontaktu z nią, a rodzice bohaterki to nawet zatrudniają parapsychicznego łowcę duchów, którego metodą pracy jest ładowanie w siebie takiej ilości ketaminy, by osiągnąć stan na granicy śmierci. I jakkolwiek ryzykownie to nie brzmi, to wygląda na to, że jest wyjątkowo skuteczne. Madison z braku ciekawszych zajęć przygląda się światu, który z przymusu porzuciła i coraz mniej zaczynają się jej podobać zmiany, które w nim zaszły. Złorzeczyć i krytykować nie wypada, bo sama jest odpowiedzialna za wiele z nich (to efekty wątków z Potępionych). Nie do końca świadomie, ale jednak. Teraz poczuwa się do winy i postanawia spróbować je naprawić. Jakoś.

Palahniuk w Przeklętych częściej niż zwykle popada w fabularne dygresje i potrafi na sporą część książki porzucić główny wątek. Robi to na tyle skutecznie, że w pewnym momencie możemy nawet o nim niechcący zapomnieć i potraktować książkę jak wspomnienia Madison z dzieciństwa: poznamy jej zwierzątka domowe – Tygrysiaczka i Pana Gibusia, a także zaznajomimy się ze szczegółami jej pobytu u babci i dziadka na czymś w rodzaju wsi, gdzie nudziła się okropnie i z braku lepszej alternatywy czytała książki, oraz odwiedzała męskie toalety publiczne, mając tam niebanalne przygody. Oczywiście autor nieprzypadkowo wspomina o tych epizodach z życia Maddy i w jakimś momencie stara się opowieść scalić, ale nie do końca jestem przekonany, czy mu się to udało. To znaczy niby udało, ale nie przypominam sobie, by efekt zrobił na mnie jakiekolwiek wrażenie. Podobnie jak kiepski finał historii, nad czym ubolewam.

Wierni (…) na dowód tubylczej empatii, typowej dla północy stanu Nowy Jork, obdarowali mnie prezentem. Książką. (…) Przez chwilę myślałam, że to jakiś letni bestseller, coś na kształt Prochów Angeli albo Kodu Leonarda da Vinci. Po szybkim przekartkowaniu rozpoznałam jednak postmodernistyczne dzieło przepełnione wartką akcją i napisane z perspektywy wielu narratorów – struktura mocno à la Kurosawa. Epicka opowieść miecza i sandałów, pełna magii, smoków, seksu i przemocy. Przyjęłam podarunek, będący wyrazem wiejskiego łączenia się w bólu. Uprzejmie – tak jak mama odbierałaby Oscara.
Na grzbiecie widniał wytłoczony i złocony tytuł: Biblia.**

Przyłapałem się podczas lektury na tym, że chwilami jakoś zaczynałem się męczyć całym tym czytaniem. To nadal niezaprzeczalnie styl Palahniuka, ale przez większość treści brakuje temu jakiejś mocy, wyrazistych fragmentów, komicznych chwil o czarnym jak smoła zabarwieniu. Koncepcja nowej religii – chamizmu opartego na klozetowym humorze i byciu… no chamem, co gwarantowało wstąpienie do Raju – jest urocza, ale jej potencjał na przezabawne dialogi gaśnie zbyt szybko, a cała idea pozostaje jakby porzucona i niewykorzystana przez autora. Nazwijcie mnie prostakiem, ale te nieliczne rozmowy kiedy wszyscy na siebie bluzgają, a nikt się nie obraża naprawdę były na swój absurdalny sposób śmieszne. Nadal udanym elementem są refleksje samej Madison na tematy nieszczęścia, własnej otyłości i – z racji sytuacji, w której aktualnie się znajduje – życia oraz śmierci. Bo kto może na ten temat wiedzieć więcej, niż ktoś, kto był po obu stronach. Ale znów: brakuje w tym intensywności oraz świeżych pomysłów. Kpina nie jest tak bezpośrednia, a dowcip nie jest tak celny. A może to ja czegoś nie dostrzegam.

Trochę szkoda, bo Potępieni byli o klasę lepszą powieścią i wychodzi na to, że w Piekle jest znacznie zabawniej, niż na Ziemi. Mam poczucie, że Palahniuk niepotrzebnie podjął się kontynuacji, na którą najwyraźniej zabrakło mu armat. Madison nie jest aż tak udaną postacią, by wystarczyło jej na dwie powieści i jej możliwości w roli bohaterki literackiej w pewnym momencie się wyczerpują. Zarówno jej, jak i autorowi zdarzają się udane przebłyski, ale Przeklęci jako całość zawodzą. Moje uczucia do Palahniuka jako pisarza są bezwarunkowe, ale tym razem nie potrafię go skutecznie wybronić. Nawet nie chcę. Trochę krytycznego spojrzenia każdemu powinno wyjść na lepsze.

Ale Chuck, nie próbuj pisać trzeciej części. Odpuść.

* Chuck Palahniuk, Przeklęci, tłum. Elżbieta Gałązka-Salamon i Krzysztof Skonieczny, wyd. Niebieska Studnia, 2015, str. 179
** Tamże, str. 153

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Przeklęci – Chuck Palahniuk

  1. koval pisze:

    Dokładnie takie same odczucia mam po lekturze tej książki tylko nie umiem tego tak ładnie ubrać w słowa. Całe szczęście że piszesz tego bloga. <3 Miałem takie momenty kiedy zmuszałem się do czytania co było dla mnie dość zaskakujące przy Palahniuku.

    1. Chyba zmuszać się nie musiałem, ale momentami czytałem Przeklętych bez przekonania w sukces całości i bez większej satysfakcji. Leżą u mnie jeszcze te zeszyciki z Fight Club 2, ale czekam z lekturą aż mi się uzbiera ich większa ilość, bo póki co nie ma się za bardzo z czym rozpędzić. Mój zeszyt od muzyki w podstawówce miał więcej stron.

  2. Anonim pisze:

    „A tu proszę – mamy dalszy ciąg losów nastoletniej Madison, której nie dane będzie dorosnąć, bo nie żyje. „- Ujmujące zdanie…
    :):):)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s