Czerwony syn – Mark Millar

czerwony synUznałem, że warto. Że nawet jeśli nikogo to tak naprawdę nie zainteresuje, to warto, bym zaznaczył istnienie tego komiksu, bo o powieściach graficznych wspominam raczej rzadko, ale jednak rezerwuję sobie taką możliwość w wyjątkowych przypadkach. Od czego zależy tego rodzaju wyjątkowa okoliczność? To również zostawiam sobie do subiektywnej oceny, bądź też kaprysu – na jedno wychodzi. A Czerwony syn z pewnością jest opowieścią wyjątkową, której koncepcję powinni docenić również czytelnicy, którzy na co dzień traktują komiksy obojętnie. Nawet oni zwykle wiedzą, że niejaki Superman jeszcze jako niemowlę przybył na Ziemię z kosmosu (no, uogólniając) i wylądował swoją kapsułą ratunkową na polu w Kansas. Tam został znaleziony przez małżeństwo Kentów, wzięty pod opiekę i wychowany w imię i poszanowaniu dobra. Bla, bla. Taki jest żelazny kanon, nietykalne korzenie każdej historii z Supermanem w głównej roli. A co robi Mark Millar w swoim scenariuszu? Bierze do pomocy kilku rysowników, po czym bezczelnie wyrywają te korzenie. I najlepsze w tym wszystkim jest to, co dostajemy w zamian: bo gdyby mały Superman wcale nie rozbił się na terenie USA? Ba-dum! Co by było, gdyby nową ojczyzną Człowieka ze Stali został Związek Radziecki? No kurde, jak dla mnie pomysł tak nieprawdopodobny, że aż świetny. To tak, jakby Wilka i Zająca wysłać do Nowego Jorku. Nu, pogodi!

Superman - Red Son #01 PL str048A teraz wyobraźmy sobie jaka panika i paranoja wybucha w USA, gdy wychodzi na jaw, że Związek Radziecki dysponuje nową Superbronią mogącą przeważyć losy zimnej wojny. Nie jest to scenariusz pożądany, ale ileż on otwiera możliwości! Jakie to intrygujące samo w sobie, by symbol i ikoniczną postać amerykańskiej popkultury wkomponować w środowisko, które zupełnie do niego na pierwszy rzut oka nie pasuje. Zresztą na drugi rzut oka też nie. A tymczasem mamy okazję oglądać Supermana w towarzystwie samego Stalina, poznawać alternatywne losy wszystkich kanonicznych postaci, których życie obrócono do góry nogami, bo przecież taka sytuacja między mocarstwami zmienia wszystko. To na przemian fascynujące i zabawne obserwować znanych bohaterów w zupełnie innych rolach – czasem nieistotnych i symbolicznych, czasem tak zaskakujących i absurdalnych, że nic, tylko się zachwycać, bo to prawdopodobnie jedyna okazja, by zobaczyć Batmana w radzieckiej czapce-uszatce.

Oczywiście gdyby się głębiej zastanowić, to pomysł Millara nie jest jakoś wściekle i misternie uknuty. Prosta, banalna zmiana u – mogłoby się wydawać nienaruszalnych – podstaw wystarczyła i wywołała swego rodzaju efekt motyla, a przy okazji sprawiła, że ta opowieść wręcz poraża świeżością i oryginalnością. Wszystko jest tutaj rozpisane na nowo, często w barwach Czerwonej Potęgi i choć miejsca wystarcza jedynie na zarysowanie niektórych wątków, to i tak z niezwykłą satysfakcją śledziłem alternatywne losy kolejnych postaci uniwersum DC. Komiks jednocześnie śmiały w założeniach i niepowtarzalny – nie sposób tych kadrów pomylić z żadną inną historią, a Superman z sierpem i młotem na piersi z jednej strony bawi, z drugiej budzi niedowierzanie, ale niezmiennie przykuwa oko.

A propos oka, to może wypadałoby co nieco o rysunkach, choć zdaję sobie sprawę, że żaden ze mnie autorytet w dziedzinie, bo ostatnio skompromitowałem się przy próbie narysowania głowy kota, ale nie chcę o tym mówić. Z rozpiski wynika mi tutaj, że za ilustracje odpowiada czterech rysowników, ale jak na moje mało wprawione oko to całość jest utrzymana w podobnym tonie i na dobrą sprawę trudno wychwycić większe różnice między artystami. Nie wiem na czym polegała ich współpraca (ponoć podział na szkic oraz tusz, plus ktoś od kolorów) i chwilami da się zauważyć większą lub mniejszą szczegółowość kadrów, ale ogólnie warstwa ilustracyjna jest spójna – rysunki bywają kanciaste w ten charakterystyczny dla radzieckich plakatów propagandowych sposób, ale też tu i tam zgrabnie zaokrąglone. Zdarza się, że postacie wypadają nieco nieproporcjonalnie i są zdeformowane, na wskroś komiksowe. Być może kadry nie rzucają czytelnika na kolana, ale udanie wpisują się w nieco abstrakcyjny koncept Millara, nie przeszkadzają, nie rażą, a w paru przypadkach naprawdę cieszą oko pomysłami oraz perspektywą (Batmankoff i Hal Jordan przede wszystkim).

Superman - Red Son #02 PL str028Ponieważ ten komiks od początku do końca igra ze schematami, to tak naprawdę trudno mu cokolwiek zarzucić. Bo co – przyczepisz się do drobnych rozwiązań fabularnych, gdy nad wszystkim góruje współpracujący ze Stalinem Superman-komunista? Jak bardzo to prawdopodobne? Przecież mówimy tutaj o tym rodzaju komiksu, w którym superbohater zdejmuje trykot, zakłada okulary i już nikt go nie rozpoznaje, nawet bliscy. A logika wkłada sobie w usta lufę pistoletu i pociąga za spust, więc nie miejmy zbyt wygórowanych oczekiwań fabularnych. Zresztą Superman ukrywający swoją tożsamość to jedynie opcja dla kanonicznej wersji – Millar daruje sobie tego rodzaju subtelności i dobrze. Nie chcę nikomu mówić, co ma robić, ale Czerwony syn wydaje się pozycją obowiązkową dla każdego fana komiksów, bo jego lektura dostarcza dużo czystej, niezmąconej frajdy. Co prawda sama intryga nie zachwyca skomplikowaniem i złożonością, podążając utartymi schematami (ktoś chciałby zapanować nad światem, bądź go zniszczyć), ale zdecydowanie nadrabia wizją artystyczną oraz całkowitym zerwaniem z tradycjami. Czytelnikom, którzy nie są zainteresowani powieściami graficznymi nie odważę się polecić omawianego tytułu – muszą osądzić sami, ale nawet oni powinni przyznać, że sowiecki Superman brzmi ciekawie. Niedorzecznie też, ale przede wszystkim ciekawie.

Kadry pochodzą z wydania: Superman. Czerwony syn; Mark Millar, Dave Johnson, Kilian Plunkett, Andrew Robinson, Walden Wong, Paul Mounts; tłum. Jakub Syty, wyd. Egmont, Warszawa 2015.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Czerwony syn – Mark Millar

    1. No i właśnie dlatego warto. Przy lekturze stale wracało do mnie uczucie najzwyklejszej ciekawości „co będzie dalej i jacy jeszcze znani bohaterowie pojawią się w nowej roli”. Praktycznie wszystko wymyślono tutaj od nowa, wszystko jest w jakimś stopniu zaskakujące i czyta się to, jakby się dopiero poznawało Supermana. Poza tym zawsze byłem fanem alternatywnych wersji znanych historii. Warto choćby rzucić okiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s