Wszystko, co lśni – Eleanor Catton

Catton_Wszystko co lsni_mZeszłoroczne jury nagrody Bookera już wyraziło swoją opinię o powieści Catton. Efekt był mniej więcej taki, że mająca wtenczas 28 lat Nowozelandka została najmłodszą laureatką w historii tego wyróżnienia, a fakt, że Wszystko, co lśni (mające w oryginale 832 strony) jest najbardziej obszerną książką wśród nagrodzonych uważam za niewart wspomnienia. Bo jakie to ma znaczenie? Chyba tylko takie, że niektórzy musieliby wziąć urlop, by przeczytać tę powieść w zadowalającym czasie. Poza tym egzemplarz w przeciętnej damskiej torebce się raczej nie zmieści, więc nici z czytania w poczekalni do czegokolwiek i kogokolwiek. Mnie takie papierowe kolosy podniecają, taki już mój fetysz (jedyny, o którym nie boję się tutaj pisać), że aż sparafrazuję popularne powiedzenie każdego fana puszystości: kochanych kartek nigdy za wiele. Polskie wydanie powieści jest lepsze, bo ma sto stron więcej (pycha!) i grzbiet tak imponujący, że tytuł książki mieści się na nim wszerz, zamiast tradycyjnie wzdłuż. Zwiastuje to oczywiście długi dystans po przemierzenia literacko, może niekoniecznie od razu maraton, ale – powiedzmy – takie 5000 metrów, które w zupełności wystarczy, by na mecie (zakładając, że w ogóle tam dotrzemy) wypluć płuca i jeszcze kilka innych organów wewnętrznych. No, ale skoro rozgrzewkę mamy już za sobą, to proszę o zajęcie miejsc na linii startowej. Ty, chuda na końcu, nie rozpychaj się, co ty sobie wyobrażasz?

Dla Charliego Frosta piękno oznaczało mniej więcej tyle samo, ile wytworność. W jego pojęciu kobieta idealna to taka, która pracuje nad sobą, jest biegła w sztuce haftowania, gra na pianinie i suszy w książkach liście. Śpiewa słodko, czyta cicho i waha się, zanim wypowie jakąkolwiek opinię. Jest czarującym i bezcennym bibelotem, a najbardziej na świecie uwielbia być kochaną. ¹

Catton uznała, że jej powieść jest zbyt dobra dla jednego głównego bohatera i stworzyła ich kilkunastu. A co, kto pisarce zabroni rozmachu? Co więcej, wepchnęła ich wszystkich do wspólnego pomieszczenia, gdzie ma się odbyć tajna narada, tak supertajna, że nikomu ani słowa, rozumiecie? Związana ona jest z tajemniczym zniknięciem młodego bogacza, tajemniczą próbą samobójczą okolicznej prostytutki i tajemniczą fortuną odnalezioną w domku pewnego odludka, który przy okazji zalicza równie tajemniczy zgon. I to wszystko w jedną noc! Cóż, przynajmniej mamy pewność, że bohaterów i tajemnic nie zabraknie, ale póki co dwunastka mężczyzn zbiera się w palarni podrzędnego hotelu, by wspólnym dochodzeniem rzucić nieco światła na tamte wydarzenia. To zaufana grupa osób o różnym statusie społecznym, ale co ciekawe – nie ma wśród nich ani jednej kobiety. I racja, bo kto by im ufał.

Zapomniałbym wspomnieć o miejscu akcji w sensie geograficznym: miasteczko Hokitika w Nowej Zelandii, rok 1866. Ile razy mieliście okazję być w Nowej Zelandii, choćby powieściowej? Pewnie niewiele i taki egzotyczny anturaż uważam za niezaprzeczalną zaletę Wszystko, co lśni. Okolica budzi skojarzenia z tradycyjnym miasteczkiem okresu Dzikiego Zachodu, gorączki złota i pań w rozkloszowanych sukniach o stelażach tak potężnych i ciężkich, że nie sposób było ich szybko podkasać (wielka szkoda). Hokitika przechodzi właśnie czas intensywnego rozkwitu, a to za sprawą okolic bogatych w cenny kruszec (lecz przy okazji ubogich w kobiety), więc do Nowej Zelandii zjeżdżają poszukiwacze złota z całego świata. A gdzie są pieniądze jest też przemyt, opium, miastowe nierządnice (a jakże!), a nawet tania siła robocza w postaci Chińczyków, specjalnie dla których utworzono poza granicami Hokitika swoiste getto. Jakie miasto, takie Chinatown.

Kurwa w żałobie stanowiła dziwny i trochę zaskakujący widok – niczym dandys duchowny albo wąsate dziecko, pomyślał Pritchard. ²

Wracając jeszcze na chwilę do tajnego zebrania, to w owy deszczowy wieczór do miasta przypływa statkiem młody prawnik Walter Moody, który szukając schronienia na noc trafia do tego samego hotelu i nieświadomie dołącza do zgromadzenia. Wiecie jakie to uczucie, gdy na prywatce podchodzicie do grupy osób i w tej samej chwili gorąca dotychczas dyskusja zostaje przerwana, a w zamian nastaje krępująca cisza? Nie wiecie? To może tylko ja tak mam. Nieważne. Rzecz w tym, że Moody przypadkowo przerywa spotkanie, ale po chwilowych niezręcznościach udaje mu się zyskać zaufanie mężczyzn, którzy przyjmują go do zgromadzenia i wtajemniczają w wydarzenia felernej nocy sprzed dwóch tygodni. Moody w rewanżu ma im coś równie tajemniczego do opowiedzenia. Na wszystkim najbardziej korzysta czytelnik, bo nieśpiesznie snuta opowieść podana z różnych perspektyw powoli, acz metodycznie intryguje coraz bardziej. Szybko okazuje się pozornie obcych sobie mężczyzn łączy coraz więcej, a kolejne wątki zahaczają o miłość, zdradę, morderstwo, porwanie, opiumowe uzależnienia, zaszywanie złota w ubraniach, zemstę, prostytucję, kryminał, mistycyzm, jest nawet brawurowa rozprawa sądowa. Na bogato i nie brakuje chyba niczego.

Catton ma najwyraźniej lekkiego bzika na punkcie astrologii i postarała się o dosyć niezwykły zabieg. Spróbuję wyjaśnić to jak najzgrabniej. Otóż kolejni bohaterowie są planetarnymi i gwiezdnymi odpowiednikami, a także mają przypisane sobie miejsca, znaki zodiaku oraz naturę oddziaływania między sobą. I teraz ich wzajemne relacje fabularne oparte są na tym, jak w owym dniu wyglądał układ planet, a przeznaczenie bohaterów jest zapisane w konstelacjach gwiazd. Ambitna i nad wyraz głęboka sprawa, nadająca powieści niepowtarzalnego sznytu i ezoterycznej, nie boję się użyć tego słowa, duszy. Nie mam kompetencji, by weryfikować, na ile układ ciał niebieskich rzeczywiście wiernie determinuje stosunki między bohaterami, ale nie czuję też takiej potrzeby. Ufam autorce, że się w tym temacie postarała i niepotrzebną złośliwością byłoby wytykanie jej jakichkolwiek potknięć. By jednak nakreślić jak duże znaczenie dla fabuły ma astrologia ujawnię jedynie, że kluczowe wydarzenia mają miejsce w trakcie niezwykle rzadkiego zjawiska – miesiąca bez pełni księżyca. Kolejny taki dopiero w 2066 roku.

– No to posłuchaj – powiedziała Lydia Wells. – W przyszłym miesiącu nie będzie widać księżyca.
– Ojej! – powiedział Gascoigne.
– To znaczy chodzi mi o to, że luty to krótki miesiąc, będziemy mieli zatem jedną pełnię tuz przed pierwszym, a potem zaraz po dwudziestym ósmym… A zatem w lutym nie będzie pełni Księżyca. ³

Wszystko, co lśni pomimo niewątpliwego uroku nie jest lekturą łatwą, zwłaszcza na początku. Siła powieści zasadzona jest na przedłużających się dialogach, skrupulatnie prowadzonej narracji i bogatych portretach postaci. W Hokitika regularnie pada deszcz, a jeśli nie siecze akurat ulewa, to możemy być pewni, że wychodząc na zewnątrz należy spodziewać się przynajmniej wyczuwalnej mżawki. Autorka nie szczędzi nam szerokich opisów pomieszczeń, ludzi ich wypełniających, którzy zajęci są swoimi sprawami, rozmów prowadzonych w nastroju po trosze wiktoriańskiej powieści, po trosze dostojewszczyzny. Sama intryga rozkręca się wyjątkowo wolno, narracja nabiera nieco żwawszego tempa dopiero jakby w połowie powieści, ale może to jedynie moje subiektywne odczucia?

Z tego też powodu podczas lektury początkowo czuć wyraźne tarcie, opór, ale to nie zniechęca, przynajmniej nie powinno. Z czasem, im dalej w tajemnicę, tym smarowanie jakby lepsze, intensywniejsze i od pewnej chwili już w zasadzie ślizgamy się po kartkach w zapomnieniu i pełnym zaangażowaniu. Coraz krótsze rozdziały, przyśpieszające, a pod koniec przechodzące w iście szaleńcze tempo stopniowo pochłaniają czytelnika. Powieść z każdą chwilą odsłania swoją misterną konstrukcję i łatwo sobie wyobrazić ile pracy kosztowało to pisarkę. Aż chce się zarywać noce na czytaniu, by rano wyrzucać to sobie i autorce. Nie spodziewaj się jednak wyjaśnienia wszystkich wątków i zdarzeń: Catton pozostawia miejsce domysłom, mistycznemu urokowi i nie eliminuje tajemnicy całkowicie.

Wszystko, co lśni ani nie próbuje szokować, ani imponować nieprawdopodobnymi zbiegami okoliczności czy sensacyjnymi zdarzeniami. Nie błyszczy, ani nie oślepia, tylko właśnie lśni subtelnym połyskiem w ciemności. Lśni wrażliwością swojej duszy, rzadko spotykanym otoczeniem, udanymi bohaterami i powoli, ale zauważalnie rozpędzającą się opowieścią. Czuję, że palcołomnym wyzwaniem byłaby próba oddania i sprecyzowania uroku tej powieści i że ten urok wymykałby mi się stale z rąk, niezależnie ile dziesiątek zdań bym zaprzągł do pomocy. Prawdziwy samorodek wśród książek, a zarazem najlepsza nowozelandzka powieść jaką czytałem. No dobra, jedyna nowozelandzka powieść jaką czytałem, ale to wcale nie umniejsza jej wartości.

¹ Eleanor Catton, Wszystko, co lśni, tłum. Maciej Świerkocki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, str. 212
² Tamże, str. 184
³ Tamże, str. 355

Reklamy

7 uwag do wpisu “Wszystko, co lśni – Eleanor Catton

  1. Cudowna książkowa perełka – zachwycam się nią już od ponad roku i nie umiem o niej zapomnieć :) To taka powieść do zgłębiania, nurkowania w niej, odkrywania kolejnych warstw – ile miałam pysznej zabawy! Nie wspominają o genialnym stylizowanym języku. Nie wiem jak to jest w tłumaczeniu (ale słyszałam, że bardzo dobrze), niemniej w oryginale aż rzuca na kolana pięknymi słówkami :D

    1. Coś w niej jest. Coś takiego, co z każdym dniem, tygodniem, miesiącem utwierdza mnie w przekonaniu, że kiedyś do niej wrócę, tak jak się wraca do tych najlepszych. „Wszystko, co lśni” ma potencjał na ponowną lekturę, na poznawanie jej na nowo drugi raz. Zasługuje na swoje miejsce na półce, a zajmuje go naprawdę sporo. Z żalem będę zamieszczał kolejny tekst, bo wiem, że zepchnie on śliczną okładkę powieści Catton niżej na blogasku.

  2. Z głośnymi książkami, takimi jak „Wszystko, co lśni”, jest ten problem, że przy całym natłoku recenzji trudno o nich napisać coś nowego, odkrywczego, ciekawego. Tobie się udało, jestem pod wrażeniem, a te cytaty o kurwie w żałobie i kobietach wg Charliego Frosta są cudownym uzupełnieniem – niby czytałam, pamiętam, ale nie przyszło mi do głowy, żeby je u siebie wyeksponować :) A przecież było tam więcej takich smaczków… Powieść rzeczywiście świetna, niektórzy narzekają na tę rozwlekłość w pierwszej części, ale to też ma swój staroświecki urok, no i oczywiście znaczenie dla całej kompozycji.

    Z nowozelandzkiej literatury ja bardzo lubię Katherine Mansfield. Zupełnie inne klimaty niż Catton, raczej krótkie formy, bardzo lekkie, pochłania się z przyjemnością.

    1. A dziękuję. Co ciekawe, nigdy nie wiem, na ile w mojej opinii znajduje się coś nowego, odkrywczego, bo zwykle nie kieruję się myślą, by coś takiego napisać i niewiele recenzji czytam przed lekturą, czy napisaniem własnej opinii. Postępuję według swoich notatek, starając się zachować względną czytelność całości, nie zdradzić zbyt wiele, może zaciekawić, może rozbawić. Cytaty w tym przypadku wybrałem lekkie gatunkowo, ale prawdą jest, że mógłbym ich wkleić kilkanaście, różnej natury, bo fajnych fragmentów w książce nie brakuje.

      Dzieło Catton nie jest może jednoznacznie wspaniałe, da się doszukać na siłę parę wad, całość może nawet zupełnie nie podejść komuś o odrębnych gustach, ale niewątpliwie wypada się o tym przekonać na własne oczy.

  3. Anonim pisze:

    Polubilam tę książkę i bardzo żałuję, że Nowa Zelandia jest tak daleko bo mam wielka chęć przejść się ulicami Hokitika i sprawdzić, czy okolica tak wygląda jak ją zbudowalam w wyobraźni. Historia znikajacego i pojawiającego się skarbu jest tak kompletna, zawiera wszystkie aspekty tamtej rzeczywistości – krajobrazy, architekturę, wnętrza, stroje, obyczaje, kulinaria, jezyk. Nie mowiąc o intrydze, która jest zawila i tajemnicza. Książka jest jak magiczne pudło, wystarczy uchylić wieko, żeby zobaczyć tamten świat pełen kolorów, smaków i zapachów. Niezapomniana, z pewnością.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s