V jak Vendetta – Alan Moore, David Lloyd

v-jak-vendetta-072Gdybym zechciał porównywać, to V jak Vendetta jest dla komiksu tym, czym jest orwellowski Rok 1984 dla prozy. Zawęziłem do samej prozy, choć wstępnie chciałem napisać, że dla literatury w ogóle. Muszę jednak bronić stanowiska, że komiks dla dorosłych jest również gałęzią literatury, bo nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że niektóre dzieła z gatunku powieści graficznej miażdżą fabularnie większość beletrystycznych miernot, a do tego komiks niesie ze sobą gigantyczny ładunek artystyczny. Odbiera tym samym nieco pola do popisu wyobraźni czytelnika, ale coś za coś, uczciwa wymiana. Poza tym niektórych potencjalnych czytelników jedynie spora ilość obrazków w książce jest w stanie przekonać do lektury. Albo dużo scen seksu, najlepiej wyszukanego i inspirującego. Chciałbym napisać, że V jak Vendetta ma obie te zalety, ale przykro mi – seksu tutaj jak na lekarstwo, muszą wystarczyć obrazki. Czyżbym właśnie utracił 3/4 zainteresowanych? Mogłem być przebiegły i tę informację zachować na koniec, kiedy i tak już wszystko jedno, ale czułbym się z tym okropnie.
Zresztą, kogo ja tutaj próbuję przekonać, przecież i tak wszyscy wiedzą lepiej, że książki są dla dorosłych, a komiks dla dzieci. Nawet ostatnio siedząc w poczekalni u dentysty widziałem na stoliku Komiks Gigant z Kaczorem Donaldem (fani kojarzą), ale nie odważyłem się po niego sięgnąć. To byłoby takie niedojrzałe z mojej strony, a ludzie patrzyli. Może przy kolejnej okazji się uda, wierzę w swoją silną psychikę. A potem Wam pięknie tego Giganta tutaj zrecenzuję. Byłoby ekstra.

112Alana Moore’a już znamy, bo jego nazwisko pojawiło się także przy okazji Strażników i jeśli ktoś nadal ma wątpliwości, to w tym miejscu je rozwieję: tak, to ten sam gościu. I zapewne nie pomylę się, jeśli napiszę, że Brytyjczyk jeszcze niejednokrotnie tutaj wróci, bo bardzo płodny oraz łebski z niego zawodnik. Tym razem wymyślił sobie, by umiejscowić akcję w swojej ojczyźnie, w Londynie konkretnie, ale takim z niedalekiej przyszłości (koncepcja powieści zaczęła się w głowie Moore’a rodzić już w ’81). Skaczemy więc do roku 1997 i stolicy Anglii nie rozpoznajemy. Pójdźmy skrótem: nuklearne zakusy mocarstw świata doprowadziły do sytuacji, że u władzy w odciętym Londynie stanęły faszystowskie ugrupowania, społeczeństwo zostało stłamszone, osiągnięcia kultury spalone i zepchnięte do podziemia, a wszyscy „odmieńcy” (Żydzi, Muzułmanie, Cyganie, Murzyni i homoseksualiści) wepchnięci do wagonów podążających w stronę obozów przesiedleńczych (czytaj: zagłady). Totalitaryzm pełną gębą, koszmar wrócił i panoszy się bezkarnie jak nigdy.

To piątego dnia listopada 1997 roku po raz pierwszy spotykamy głównego bohatera powieści – tajemniczego anarchistę, który każe siebie nazywać V (bardzo wyszukane). Data nie jest wybrana przypadkowo, bo w ten dzień przypada kolejna rocznica tzw. spisku prochowego, którego celem w 1605 roku było wysadzenie angielskiego Parlamentu i w efekcie zamach na wszystkich możnych kraju, w tym króla. V robi to, czego blisko cztery wieki temu nie udało się dokonać konspiratorom: skutecznie niszczy budynek (a potem również kilka innych) i zabiera się za likwidację kolejnych członków aparatu faszystowskiej władzy. O jego kunszcie niech świadczy, że robi to niezwykle skutecznie, w charakterystycznej masce symbolizującej twarz Guya Fawkesa (uznanego za głównego organizatora zakończonego fiaskiem zamachu w XVII wieku), co uważam za z jednej strony za bardzo upiorne, a z drugiej za równie niewygodne, bo przecież maska ogranicza widoczność, a niech się jeszcze w zamieszaniu przesunie, to już w ogóle. Aha, V przy okazji ratuje z opresji szesnastoletnią sierotę Evey, zabiera ją do swojej Jaskini Batmana Galerii Cieni i w jednej chwili staje się jej opiekunem oraz wzorem.

101David Lloyd miał za zadanie to wszystko narysować i skoro dzisiaj V jak Vendettę można z czystym sumieniem określić komiksem kultowym, to najwyraźniej artysta spisał się koncertowo. To w jakimś sensie intrygujące, bo gdyby na szybko przekartkować panele z jego rysunkami, to nie przyciągają one wzroku. Dużo, bardzo dużo głębokiej czerni, która nadaje ilustracjom wyraźnych konturów, ale jednocześnie zabiera miejsce kolorom. Te, jeśli już się pojawiają, to są mocno wyprane, stonowane i blade, z wyraźną przewagą błękitu oraz żółci. Całość w jakiejś części przypomina rysunki z klasycznych ulotek propagandowych, gdzie dekorowały treść, ale nie odwracały od niej uwagi. Styl Lloyda wyśmienicie komponuje się z treścią i wydźwiękiem historii, jego ilustracje oddają duszną, mroczną oraz bezbarwną atmosferę, są świetnie rozplanowane, przemyślane i nierzadko intrygująco skadrowane. I brakuje w nich wyrazów dźwiękonaśladowczych, wydawałoby się, że niezbędnych w powieści graficznej. Ale nie – u Lloyda zwłoki upadają na podłogę bez charakterystycznego „thud!”, a pistolety nie robią przy wystrzale „pif-paf!” (ani „braka-braka!”). Tu wszystko odbywa się w przytłaczającej ciszy. Nie taki znowuż oryginalny zabieg, ale dopiero w tym przypadku brak efektów dźwiękowych jest tak wymowny.

V jak Vendetta proponuje czytelnikowi wiele, choć jest „tylko” komiksem. Bogata galeria niejednoznacznych postaci, przede wszystkim drugoplanowych, ale przecież ikoniczna już postać V również nie jest w żadnym razie jednowymiarowa. Czy to arcy geniusz zemsty i wyzwoliciel uciemiężonych, czy może jedynie obłąkany zbrodniarz i anarchista? Kolejne fragmenty i panele odsłaniają przed nami jego niewesołą przeszłość oraz motywacje, ale metody działania jakimi się posługuje i tak niejednokrotnie zaskoczą czytelnika. Historia od początku do końca poprowadzona jest sprawnie, nie ma mowy o rozczarowaniu, ilustracje z każdą stroną podobają się bardziej, a ciekawość kto kryje się pod maską pcha dalej nawet największego sceptyka. No i komiks, który nie opowiada o superbohaterach. Cholernie dobra oraz klimatyczna rzecz, zasłużona klasyka i można się nawet lekko podniecić.

050

Reklamy

4 uwagi do wpisu “V jak Vendetta – Alan Moore, David Lloyd

  1. Jaram się „V for Vendetta” absolutnie! Uwielbiam powieści graficzne, a Alan Moore niezastąpienie na razie dla mnie rządzi – zawsze uważałam, że komiks jest sztuką i literaturą jednocześnie, a to jest wyjątkowa pozycja w kulturze :)
    Niesamowita opowieść, do zachwycania się, a na dokładkę zawsze cieszy mnie ekranizacja (co roku oglądam) – Hugo Weaving to V na zawsze i wszędzie :)

    1. Ja to się cieszę, że te wszystkie kapitalne komiksy doczekują się w Polsce spektakularnych wydań, na które zasługują. Sentyment do kioskowych szmatławców nadal mam, ale te arystokratyczne i nowe wydania jak żadne inne łaskoczą moje zmysły. Dodatkowo stanowią świetne urozmaicenie oraz uzupełnienie dla literackich uniesień.
      „V jak Vendetta” w zasadzie nigdy mnie jakoś szczególnie nie przyciągał, nie przeszło mi tez przez myśl, by z komiksem zapoznać się np. w wersji elektronicznej, ale kiedy wpadło mi w oko śliczne wydanie w twardej oprawie, to uznałem, że pewnych nasuwających się okazji nie można zmarnować.
      Co do Alana Moore’a, to obecnie wszyscy jego fani czekają na premierę powieści „Jeruzalem”. Liczącej raptem milion słów (ponoć Biblia ma ich około 250 tys. mniej, muszę uwierzyć na słowo) więc trochę drzew ubędzie.

  2. wwwojtus pisze:

    Ja bardzo proszę o jakąś recenzję komiksu ze świata Kaczek! Marzyłaby mi się Twoja recenzja z „Życia i czasów Sknerusa McKwacza”…
    A recenzja „V jak Vendetta” wyborna. :-)

    1. A dziękuję. Sam nie wiem, bo wpisy dotyczące komiksów nie miały pojawiać się tutaj regularnie, tymczasem ostatnio kilka przeczytałem i nachodziły mnie myśli by jakoś uporządkować swoje wrażenia. Zardzewiałem trochę w tej dziedzinie i czuję się jak amator, ale urozmaicenie się zawsze przyda. Jakiś czas temu zerkałem nawet na Komiksy z Kaczogrodu, właśnie na „Życie i czasy Sknerusa”, więc wiedz, że moje myśli krążą w tych okolicach, ale nic nie mogę obiecać, bo nawet jeśli przeczytam, to jeszcze nie znaczy, że powstanie wpis ; )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s