Ognisty anioł – Walery Briusow

ognisty aniolJuż nie pamiętam chwili, kiedy zainteresowałem się Ognistym aniołem. Z jakiegoś nieznanego mi obecnie powodu lata temu wpisałem książkę na listę potencjalnych lektur i każdorazowo gdy o nią zahaczałem wzrokiem zastanawiałem się: co to? skąd się tam wzięło? Uznałem, że nie zaszkodzi mi mały trening własnej konsekwencji, więc postanowiłem dociągnąć sprawę do końca i zdobyć wreszcie tego tajemniczego Briusowa. Internetowe księgarnie milczały uparcie, toteż poprosiłem o pomoc allegro, gdzie rzecz jasna za przesyłkę zapłaciłem więcej, niż za samą książkę, ale to mnie nauczy, by rozważniej dodawać kolejne pozycje do listy lektur. A sam Briusow? Ponoć przede wszystkim był jakimś niezłym wierszokletą (wiem, że to nacechowane negatywnie określenie, ale mi się podoba i nic mi nie zrobicie) z tym, że poezja była dla mnie zawsze zbyt wyszukana, więc omijałem i nadal zamierzam omijać. Zauważyłem też, że autor specjalizował się w pozowaniu do zdjęć i portretów ze splecionymi na piersi rękami. To mi wygląda na postawę wyćwiczoną latami nonszalanckiego podpierania ścian podczas balów i bankietów. Nie wmówicie mi, że to błahostka, bo nie urodziłem się wczoraj. Już oczami wyobraźni widzę, jak Briusow strofuje kolejnego portrecistę: panie, albo rysuje mnie pan ze splecionymi ramionami, albo wcale i żegnam ozięble, bo mam wiersz do napisania! Tak właśnie z pewnością było.

Może dziwić, że rosyjski poeta i symbolista akcję swojej powieści osadził w szesnastowiecznych Niemczech. No, mnie trochę zdziwiło, ale dopuszczam możliwość, że to tylko mnie. Niemniej bohaterem Ognistego anioła jest powracający do ojczystego kraju z zagranicznych wojaży (i zagranicznego wojowania) Ruprecht. Podczas jednego z noclegów w zajeździe poznaje on Renatę – kobietę, która twierdzi, że regularnie jest odwiedzana przez anioła. Że ten przybywa nocami, rozmawia z nią, czasem razem sypiają na łyżeczkę, a raz zniecierpliwiona Renata nawet próbowała go zgwałcić. Niebiańska istota zamiast w związku z tym pękać z dumy, to się spłoszyła nie na żarty, się pogniewała i przestała nieszczęsną kobietę odwiedzać. Aż pewnego dnia Renata poznaje ślicznego księcia Henryka, którego bierze za ziemskie wcielenie ukochanego anioła. Ten jako dżentelmen w każdym calu początkowo nie odrzuca jej uczucia, ale w końcu nawet on widzi, że kobieta jest trochę psychiczna, więc czym prędzej wciąga spodnie, wskakuje na konia i pędzi jak najdalej od Renaty, jakby mu sam Lucyfer deptał po piętach. I właśnie wtedy zjawia się nasz wspaniały Ruprecht, który postanawia pomóc damie w opałach i wspólnie wyruszają na poszukiwanie dwukrotnie utraconej miłości Renaty.

Brzmi zachęcająco? Pewnie, że nieszczególnie, ale gwarantuję, że to zaledwie suchy szkic i mdły szkielet, który Briusow po swojemu oblecze w dekoracje, a całość natychmiast nabierze żywszych barw i bardziej intrygujących cech. Choćby taka Renata, o której powiedzieć, że jest rozchwiana emocjonalnie, to jakby w środku tornada rzec: trochę wieje. Raz władcza niczym jakaś odziana w lateks i dzierżąca pejczyk domina, to znowu zadziwiająco uległa w stosunku do ukochanego i niedostępnego Henryka. Z Ruprechtem to w ogóle dziwne historie, bo ona łaskawie wpuszcza go do łóżka, ale bez żadnych figli, jedynie czułe tuli-tuli. Kiedy w pewnej nocy wstrzemięźliwość mężczyzny zostaje wspaniałomyślnie nagrodzona i za wyraźną zgodą Renaty Ruprecht przechodzi do ochoczego działania, to już następnego ranka ona jest wielce oburzona, jak on mógł ją tak zuchwale wykorzystać. Przechlapane być Ruprechtem.

Ognisty anioł oczywiście wykracza daleko poza tematykę miałkiego romansu, bo to tak naprawdę powieść historyczno-fantastyczna ze sporym naciskiem położonym na psychologię postaci. Elementy fantastyczne to przede wszystkim wątek opętania Renaty i jest on poprowadzony zadziwiająco sprawnie, bo choć początkowo może wywoływać uśmiech politowania, to z czasem nabiera charakteru znacznie mroczniejszego i chwilami z powodzeniem budzi nawet grozę. Niczym dobrze opowiedziana przy ognisku w ciemnym lesie historia o duchach. Zresztą wywoływania duchów, tych dobrych i złych, również nie zabraknie, bo takie to czasy: epoka czarnej magii, wiary w demonów, zlotów czarownic, niepokojących sztuk zielarskich, egzorcyzmów i świętej inkwizycji. To naprawdę mocny element powieści i fani tematyki nie będą kręcić nosem.

Psychologiczny aspekt powieści skupia się na relacji Ruprecht – Renata, bo łatwo przewidzieć, że ten naiwniak się w kobiecie zakocha. Motywacje i intencje Renaty pomijam, bo za nimi to pewnie ona sama nie nadąża, tak bardzo jest zajęta kolejnymi załamaniami nerwowymi, ale już sposób rozumowania Ruprechta może dać do myślenia. Nie od dziś wiadomo, że miłość logiczną i racjonalną nie jest, ale żeby być gotowym dla ukochanej zabić osobę trzecią (bo taki miała kaprys), a nawet samemu bezmyślnie pójść na śmierć, to już wyższa szkoła sekretów duszy. Łatwo pobłądzić w labiryncie uczuć, którymi darzy się tych dwoje: rozstają się, schodzą, popadają w czułostkowość, raz są wzajemnie o siebie zazdrośni, to znowu pokazowo obojętni, trudno doprawdy zgadnąć, do jakiego zakończenia Briusow dąży.

Galeria założonych ramion.
Galeria założonych ramion i groźnych min Briusowa.

Niemieccy czytelnicy nie byli w stanie uwierzyć, że Ognistego anioła napisał obcokrajowiec, bo obraz epoki był oddany zbyt wiernie. Wiedza autora na temat szesnastowiecznych Niemiec musi w jakimś stopniu imponować, podobnie jak jego erudycja. Wystarczy dodać, że 1/5 książki (sto stron!) to same przypisy, które wyjaśniają czytelnikowi liczne odniesienia Briusowa do historycznych faktów i postaci – literacki orgazm dla pasjonatów tematu. Oprócz tego silne poetyczne korzenie autora również da się wychwycić w powieści, bo fragmentami bywa bardzo górnolotnie oraz obowiązkowo z potężną dawką egzaltacji, ale taka już natura narracji i mimo wszystko nie budzi ona w czytelniku niesmaku. Wychodzi więc na to, że Ognisty anioł ma więcej do zaproponowania, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Powieść świetna i jedynie szkoda, że taka niezauważona. Warto to zmienić, do czego gorąco zachęcam, bo książkę idzie dostać już za symboliczną dychę z wliczoną przesyłką. Stosunek jakość/cena jest więcej jak zadowalający.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s