Para w ruch – Terry Pratchett

para-w-ruch,big,475141Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach – gdy Internet był na impulsy i wymagał modemu, który podczas nocnego łączenia tak zgrzytał, mielił i trzeszczał, że budził śpiących domowników – w tych wspaniałych czasach zaliczyłem swój pierwszy raz w Świecie Dysku. Przygotowałem się do tego sumiennie, najpierw orientując się w chronologii serii i ostatecznie kupując w Tesco kieszonkowe wydanie pierwszego tomu. Dodam, że była to jedna z pierwszych książek, które kupiłem z własnej, nieprzymuszonej woli. Dziś czytam trzydziesty piąty tom. Piszę o tym dlatego, by nakreślić, jak ważną rolę w moim oswajaniu się na nowo z literaturą pełnił Terry Pratchett i jego Świat Dysku. Wpisy na tym blogu tego nie odzwierciedlają, bo nie mogą – nie sięgają tak daleko wstecz. Tym samym chciałbym coś ustalić: zadaniem tego wpisu nie jest przekonać świeżego czytelnika do przeczytania Pary w ruch, bo to jakby uczyć się alfabetu od litery R jak rabarbar. Trzydziesty piąty tom to już taki etap, że grono fanów jest solidnie wyselekcjonowane i nie sięgnie po niego przypadkowy Krzysztof (przy okazji przepraszam wszystkich przypadkowych Krzysztofów), więc prawdopodobnie już doskonale wiesz czego chcesz, a mój werdykt niczego w tej kwestii nie zmieni. To trochę takie słowa od fana, dla fanów, z automatu zawężające listę odbiorców, ale z drugiej strony zastanówmy się: czy cykl osiągający trzydziesty piąty tom może być słaby? No jasne, że może. Ale w tym przypadku nie jest.

Zadziwiające, jak wielu ludzi chciało żyć w Ankh-Morpork, w przeciwieństwie do życia gdzie indziej (a może w przeciwieństwie do bycia martwym w Ankh-Morpork, co zawsze pozostawało otwartą opcją).*

Terry Pratchett metodycznie unowocześnia i popycha swój Świat Dysku technologicznie do przodu. Efektem tego jest zainicjowany kilka tomów wstecz cykl Moista von Lipwiga, byłego oszusta i krętacza, który siłą zastał zaangażowany w kilka przedsięwzięć. „To taki człowiek, który wejdzie za tobą w drzwi obrotowe, a i tak wyjdzie pierwszy”**. To on stanął na czele (nie bez problemów) pierwszej poczty Ankh-Morpork. To on został wyznaczony (również z kłopotami) na prezesa pierwszego banku w mieście, a przy okazji mennicy, która miała zapewnić środki dla tegoż banku. Teraz Moist staje się odpowiedzialny za wcielenie w życie idei kolei żelaznej, a przy tym o wiele łatwiej pobrudzić sobie mankiety. Wszystko zaczyna się w pokrytej sadzą głowie Dicka Simnela – najlepszego wynalazcy, na jakiego stać Ankh-Morpork, a być może całą dolinę Sto Lat. To on projektuje i buduje pierwszą w historii lokomotywę, zaraża swoim entuzjazmem wszystkich wokół, a później sprawy samoistnie nabierają rozpędu, jak przystało na z wolna napędzający się pociąg, którego w pewnym momencie nie sposób zatrzymać. A może chodziło o śniegową kulę?

Wykreowany przez Pratchetta świat nadal ma potencjał, choć sceptycy wiele by się nie pomylili twierdząc, że „to już nie TO”. Postać Moista początkowo budziła sympatię, ale jeśli ma on być jedynie katalizatorem dla kolejnych usprawnień, to dziękuję, postoję. Para w ruch w żaden sposób nie rozwija tej postaci – niczego jej nie dodaje, niczego nie ujmuje – jest pod tym względem mdląca i nijaka. Charakter Moista jest z góry znany, jego filozofia „życie bez ryzyka nie jest warte przeżywania” również jest nieobca i trochę boli, że nie dowiadujemy się o nim niczego więcej. Ale zostawmy poczucie stagnacji, bo w sukurs przychodzą inne elementy: nie zabraknie krasnoludzkich ekstremistów twierdzących, że ludzie to zło, trolle to zło, inne rasy to też zło i jedynie krasnoludy zasługują na szacunek oraz życie. Skąd my to znamy? Będzie też stawiana w pośpiechu linia kolejowa oraz problemy z tym związane. Wątek byłby godny porównania z fragmentami „Atlasa zbuntowanego”, gdyby nie fakt, że tym razem tory przecinają takie metropolie jak Wielka Kapusta, Siedem Guzów, Niezbliżsiętu czy też Kolnóżki, więc rozmach nieporównywalny. Z detali, o których nawet nie warto wspominać, wspomnę o trollejbusach (bo zaprzężonych w trolle) oraz golemowym koniu, który mówi (i to jak!). Śmiechłem, jak to mówi młodzież.

Pewnie: fani Świata Dysku mogą dostrzec pewien spadek formy Terry’ego, ale niesprawiedliwością byłoby piętnowanie tego. Autor od kilku lat zmaga się z chorobą alzheimera i jestem zdania, że powinniśmy być wdzięczni za każdy kolejny tom. Tom dobry, choć nie daje też spokoju świadomość, że zdarzały się tomy wybitne i podsycające miłość do cyklu. Ten jedynie utrzymuje ciepłotę i roznieca na nowo przygaśnięty żar ogniska, ale nie ma mowy o rozgrzewającym płomieniu. Fanów cyklu nie trzeba uświadamiać i do niczego namawiać. Dla pozostałych możliwe że inspiracja (choć prawdopodobnie i tak nieskuteczna), aby zaszczycić uwagą Kolor magii – pierwszy tom, który swego czasu przytuliłem w Tesco. Spróbuj, bo to nadal wiodący cykl humorystycznego fantasy i jednocześnie odbicie naszej codzienności.

Nie wiem, co mógłbym jeszcze dodać. Pewnie nic.

* Terry Pratchett, „Para w ruch”, tłum. Piotr W. Cholewa, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014, str. 46
** Tamże, str. 77

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Para w ruch – Terry Pratchett

  1. koval pisze:

    „To już nie TO!” ;D Coś w tym jest bo o ile cykl Rincewinda do końca trzymał się konwencji świetnego pastiszu fantasy tak, na przykład, cykl Straży z ostatnimi tomami mocno ‚spoważniał’ nadając bardziej życiowy, brutalny ton historiom w nim zawartym. Mam też wrażenie że Dziadzia Alzheimer wyprztykał się ze swoich fantastycznych spostrzeżeń. Ot takie spostrzeżenia osoby która też ma, chyba prawie, 30 tomów na półce. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s