Kompleks Portnoya – Philip Roth

1ckompleksMam taki notesik, już chyba czwarty z kolei, w którym bazgrzę sobie podczas lektury: utrwalam spostrzeżenia, zapisuję lokalizację godnych uwagi cytatów i w ogóle podchodzę do sprawy profesjonalnie, muszę jedynie opanować robienie notatek bez odrywania wzroku od lektury. Staram się przy tym być zwięzły i standardem jest, że powieść o objętości Kompleksu Portnoya zajmuje w owym notatniku stronę, czasem półtora, ale nie przesadzajmy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spostrzegłem, że kończę trzecią stronę uwag do książki Rotha. Owszem, jedną z nich w całości zaanektowały same cytaty, ale to mimo wszytko niecodzienna sytuacja. A nie zapowiadało się, bo w porównaniu z tym, co dzieje się na dalszych stronach Kompleksu Portnoya sam początek historii jest w miarę zachowawczy, jakby nieśmiały i nawet niewinny. To pewnego rodzaju zapoznanie się z warunkami oraz okolicznościami, przypominające stanięcie w zimnej wodzie po kolana i chlapanie się nią po całym ciele, tuż przed całkowitym zanurzeniem. Te natomiast może okazać się mało przyjemnym, często dramatycznym, choć jednocześnie śmiesznym doznaniem. Bo Aleksander Portnoy podczas wizyty na kozetce u swojego psychoanalityka doktora Spielvogela wyzna nam wszystko – podzieli się obawami, zdradzi krępujące epizody swojego życia, w uniesieniu pochwali się niemałymi podbojami seksualnymi i tym, ile odwagi one wymagały, ale przede wszystkim uzewnętrzni się ze swoją nienawiścią (do rodziców, partnerek, społeczeństwa i zwłaszcza do samego siebie).

(…) bo fakt faktem, że sobie nie radzę. Jestem usiany od stóp do głów represjami niczym mapa samochodowa. Można przemierzać moje ciało wzdłuż i wszerz po autostradach wstydu, nieśmiałości i lęku.*

Aleksa Portnoya nie sposób nazwać szczęśliwym człowiekiem. Ani trochę i ani przez moment. A przecież dysponuje on cechami, które upoważniają go do bycia spełnionym, pewnym siebie i zadowolonym z życia mężczyzną. Jest diabelnie przystojny, wykształcony, ma 158 IQ, a kobiet w swoim życiu niewiele mniej (no, przynajmniej mógłby mieć). Niestety, ma też coś, czego się nie wybiera – doprowadzających go na skraj rozpaczy nadopiekuńczych, żydowskich rodziców. Jego matka to prawdziwa kobieta-orkiestra, potrafiąca wszystko bohaterka, której do zbawienia potrzebuje świat. Ojciec talentów ma znacznie mniej, ale w zamian może pochwalić się zjawiskowo permanentnym zatwardzeniem, a jego próby wypróżnienia się noszą znamiona wielkiego heroizmu. Jednocześnie oboje są zalanymi betonem konserwatyzmu Żydami, więc nastoletni Aleks wchodząc w jakże burzliwy okres dojrzewania, postanawia przejść go po swojemu i łatwo zgadnąć, że będzie w związku z tym śmiesznie. Wyjątkowo pobudzony seksualnie młodzieniec wyraźnie nie radzi sobie z natężeniem swojego pożądania i masturbuje się nałogowo. Sam siebie określa Raskolnikowem masturbacji („lepkie dowody zbrodni są wszędzie”**) i jeśli można mu czegoś pozazdrościć, to z pewnością będzie to godna pochwalenia wyobraźnia, która stale podsuwa mu pomysły na świeże doznania płynące z prozaicznego pocierania penisa. No i ta wątróbka… Chylę czoła.

Przyznałem się już chyba do wątróbki, którą kupiłem u rzeźnika i wyjebałem za słupem ogłoszeniowym w drodze na lekcję przed bar micwą. Chciałbym, Wasza Wielebność, wyznać całą prawdę. Ta… to… nie był mój pierwszy kąsek. Pierwszego kąska zakosztowałem w zaciszu własnego domu, owinąwszy go sobie na kutasie w łazience pół do czwartej… a następnie pół do piątej na widelcu razem z innymi nieszczęsnymi, nic nie podejrzewającymi członkami rodziny.
Ufff. Teraz wie już pan o mnie najgorsze. Przejebałem obiad swojej rodziny.***

A to jedynie początek pełnego utrapień i kompleksów życia Aleksa Portnoya. Już w dzieciństwie, kiedy konfrontował rozmiar własnego penisa do ojcowskiego „szlonga” i porównanie nie wypadało korzystnie, w chłopaku coś pękło, a powstałej szczelinie nigdy nie było dane się zasklepić. Wręcz przeciwnie, bo bohater przez całą powieść jawi się nam jako człowiek zdruzgotany, przepełniony niewiarą w samego siebie i oczekujący tragedii, którą według niego musi się zakończyć życie, bo zasłużył. Zapis jego wizyt u terapeuty to pełna rozpaczy i samokrytyki spowiedź, bo Aleks opisuje swoje kolejne romanse i kobiety, które najpierw nieśmiało bzyka, a następnie porzuca. I za zaistniałą sytuację w pierwszej chwili obwinia partnerki, ale jego kruchy szkielet moralny ostatecznie bierze na siebie także ten balast, przeklinając fakt, że wybrał wyzwolenie seksualne kosztem klasycznego modelu rodziny. Na pierwszy plan wysuwa się specyficzna relacja Aleksa z Małpką (bo to dziewczyna z namiętnością do banana) – relacja w całości oparta na wątpliwościach, wzajemnym wytykaniu sobie wad i niedoskonałości. On ma ją za tępą, nierozgarniętą, choć niewątpliwie atrakcyjną kobietę za pieniądze, ona bezustannie na niego bluźni, w złości i obronie nazywa go sutenerem, kurwiarzem i nadętym żydłakiem. A jednak są ze sobą, bo obojgu brakuje odwagi, by z tym skończyć.

Ważnym rekwizytem w „Empire” są kapelusze. Za przejściem między rzędami pięćdziesiąt lat starszy ode mnie, podobny nałogowiec spuszcza się w kapelusz. We własny kapelusz, panie doktorze! Oj, niedobrze mi. Zbiera mi się na płacz. Tylko nie w kapelusz, ty chuju, musisz go potem włożyć na głowę! Musisz go włożyć, wyjść na ulicę i przejść przez cały Newark, z czołem ociekającym spermą. Jak ty zjesz obiad w tym kapeluszu!****

Czytanie monologu Portnoya nie wymaga większego wysiłku i może nawet sprawić przyjemność. Wpływ na to mają doskonale wyważone proporcje i urozmaicenie tonu. Raz jest entuzjastycznie i z ironicznym, iskrzącym dowcipem, by za chwilę elektryzować dosadnością i wachlarzem emocji. Samokrytyki Aleksowi z pewnością nie brakuje, przez co łatwo czytelnikowi sympatyzować z bohaterem i śmiać się (przez łzy) z jego kolejnych podbojów miłosnych – z Sary, która w wyrazie miłości postanawia zrobić ukochanemu loda i mało się przy tym nie dusi; czy też z Naomi, która w dramatycznych okolicznościach była zmuszona poczuć język w uchu, a wszyscy wiemy, że nic skuteczniej nie zabija zmysłowej atmosfery. Aż dreszcze przechodzą. Nudzić się nie sposób i Kompleks Portnoya zyskuje z każdą przeczytaną stroną, by w ostateczności stać się po trosze manifestem pokoleniowego buntu, wyznaniem winy, dramatem obyczajowym oraz komicznym rozliczeniem się z tradycjami i seksualną pruderią amerykańskich Żydów.

Było lepiej, niż śmiałbym oczekiwać. Możesz mi zaufać, jestem przecież anonimowym ludkiem z Internetu.»

* Philip Roth, „Kompleks Portnoya”, tłum. Anna Kołyszko, wyd. Da Capo, Warszawa 1994, str. 108
** Tamże, str. 23
*** Tamże, str. 117
**** Tamże,  str. 116

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Kompleks Portnoya – Philip Roth

  1. Jestem ciekawa efektu takiej mikstury: przeczytać „Kompleks Portnoya”, a potem obejrzeć „Wilgotne miejsca”. O, chyba mam plan na urlop!

    Bardzo polecam „Amerykańską sielankę” Rotha. Ale ostrzegam, jeśli jesteś fanem sportu, to się na początku możesz wkurzyć na tłumaczkę.

    1. A „Wilgotne miejsca” to nie jest przypadkiem ten film okrzyknięty najobrzydliwszym filmem roku? Brzmi zachęcająco, choć książki nie czytałem. Moja mama czytała, ale ona jest generacji Danielle Steel i nią wstrząsnąć łatwo.
      „Amerykańska sielanka” nie jest w moich planach, bo nie jestem pewien, czy Roth w ogóle mnie porwał stylem. W sensie, że nie wiem, czy byłby w stanie mnie zainteresować czymś o innej tematyce [trochę się czerwieni].

  2. Ach, ja ja uwielbiam Rotha i jego „Kompleks Portnoya”! Az mi teraz narobiłeś ochoty na ponowną lekturę :) chociaż najpierw „Ludzka skaza”, bo może jest mniej zabawna (w sumie to w ogóle zabawna nie jest), a wielbię bardziej i rozmyślam już od jakiegoś czasu :)

    1. No dobra, mam łatwy dostęp do „Lekcji anatomii” Rotha. Nie wiem na ile jest zabawna, ale jeśli już, to pewnie po nią sięgnę. Po wszystkim podpowiem Ci, w jakim stopniu możesz ją wielbić (jeśli jeszcze nie wiesz).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s