W komnatach Wolf Hall – Hilary Mantel

w komnatach wolf hallDla mnie to niezrozumiałe. Przecież ja nigdy nie lubiłem historii, zawsze nużyły mnie wątki dotyczące kolejnych monarchów, a oni sami z czasem zaczęli zlewać się w mojej świadomości w jedną i mdłą bryłę bez wyraźnego kształtu. Nie odróżniałem królów angielskich od tych francuskich, czy hiszpańskich – jeden szrot. Tym większą tajemnicą dla mnie jest, że kolejny raz sięgam po powieść historyczną, a potem jestem trochę zawiedziony, że nie było w niej złego czarnoksiężnika, elfów, czy – nie wiem – smoka jakiegoś chociaż. Za to mamy XVI wiek, deszczową Anglię i władającego nią Henryka VIII z dynastii Tudorów. Zestaw o znacznie mniejszym potencjale i chyba jednak wolałbym ten pierwszy, ale trudno, co zrobić. Sam Henryk – z racji swojej imponującej kolekcji sześciu żon – już niejednokrotnie był bohaterem licznych dzieł literackich i filmowych. Nie zrozumcie mnie źle: może i był on dobrym władcą, zapewniał dobrobyt podwładnym, dawał im bezpieczeństwo i poczucie sprawiedliwości, wygrywał jakieś bitwy, modnie się ubierał, ale nadal przede wszystkim miał sześć żon. Łał. Kiedy jedna mu się znudziła, zmieniał ją na nową, często naginając przy tym prawo – jak bardzo odjazdowym trzeba do tego być? I nieważne, że wszystkie były albo jednakowo brzydkie, albo szesnastowiecznym portrecistom brakowało talentu. Liczy się wynik. Hilary Mantel była chyba świadoma, że każdemu wystarczająco zainteresowanemu historią czytelnikowi żywot Henryka VIII jest znany, postanowiła więc przemieścić nieco środek ciężkości wydarzeń, odsunąć się od Tudora i spojrzeć na wszystko z nowej, świeżej perspektywy. Kto udźwignie tego rodzaju ciężar? Oczywiście, że osobisty doradca monarchy i niezdzieralny wulkan energii w jednym: Tomasz Cromwell! Co? Że nie wiesz kto to? Uf, myślałem, że tylko ze mnie taki nieuk. Lepiej kojarzyć Natalię Siwiec znaną z tego, że jest znana, niż jakiegoś tam Krąłela, słuszna postawa.

Nastoletniego Cromwella poznajemy w momencie, gdy leży na bruku. Nie robi tego z własnego kaprysu, bo jest w tym czasie czule kopany przez ojca, a że ten reprezentuje fach kowala, toteż suchy jak wiązka chrustu zapewne nie jest i ma czym kopnąć. No, ale nie będziemy tutaj zbytnio streszczać dalszego leżenia Cromwella, kolejnych mijających lat i innych wątków, wystarczy bowiem wiedzieć, że ostatecznie nieszczęsny Tomasz trafia pod opiekuńcze skrzydło kardynała Tomasza Wolseya. I właśnie wtedy zaczyna się dziać, bowiem chutliwy Henryk VIII zechce unieważnić swoje małżeństwo z grubą Katarzyną Aragońską i dobrać się do ciasnego gorsetu Anny Boleyn, biorąc ją za nową żonę. Raptem drugą, ale jak wiemy – wejdzie mu to w nawyk. Problemem jest sprzeciwiający się Kościół, więc Henryk się złości, czerwieni, tupie nogą i zaczyna swoją hucpę, w efekcie której kardynał Wolsey popada w niełaskę króla, a Cromwell trwa na posterunku przy swoim dobroczyńcy nawet w biedzie. Ta psia lojalność zostaje dostrzeżona i – od rozmowy, do rozmowy – Tomasz kończy jako nieoficjalny (póki co) zausznik króla. Można? Można.

Dalej jest różnie, ale nie będę zdziwiony, jeśli ktoś machnie lekturę w kąt i przerzuci uwagę na poradnik Perfekcyjnej Pani Domu. Sam byłem niejednokrotnie bliski rezygnacji, ale jakimś cudem moja własna determinacja dociągnęła mnie do końca. Niestety, przez większą część książki dominują monotonne, choć konieczne debaty i różnego rodzaju pokątne rozmowy o monarchach, władzy, prawie, sprawiedliwości, aliansach i takich tam. Typowe smuty i długie fragmenty zwykłej, rasowej nudy, dodatkowo udekorowanej licznymi: nazwiskami, rodami, koneksjami i plejadą pociotków tego, czy tamtego księcia. Pewnie, taka natura i prawa powieści historycznej, ale mimo wszystko trudno było mi odnaleźć w tym większą przyjemność. No i czy 2/3 wszystkich postaci musi mieć na imię Tomasz albo Henryk? To nie ułatwia ich rozróżnienia! Czy nie było wtedy innych imion?

Szczęśliwie gdzieś pośród całej tej szarzyzny jest on – Tomasz Cromwell – błyskotliwy obserwator i znawca natury człowieczej, bezpośredni rozmówca i doradca, oraz człowiek obrotny, który sprawia, że idee stają się faktem. Cromwell i jego umiejętność lawirowania między kardynałem w niełasce, królem, odrzuconą królową, kochanką Henryka i paroma innymi osobistościami to coś, co budzi szacunek czytelnika. Na równi ze stosowanymi przez bohatera metodami w dążeniu do celu – od układu, poprzez kompromis, a na groźbie kończąc. Co ciekawe – autorka przekornie obróciła w swojej powieści odbiór ogólnie znanych postaci historycznych. O ile Tomasz Cromwell w większości opracowań kreowany jest na ciemną eminencję, raczej wstrętną kreaturę i ten typ intryganta, który zawsze stoi przygarbiony w cieniu, uśmiecha się lubieżnie i zaciera przy tym dłonie, tak u Mantel pozwala się on najzwyczajniej lubić. W opozycji do niego stoi Tomasz (oczywiście, że kolejny Tomasz) Morus – obecnie uznany za świętego męczennik chrześcijański, natomiast w powieści gbur, ważniak, egoista, torturujący heretyków inkwizytor i uparciuch, który nie pozwala sobie pomóc. Czerń i biel zamieniły się miejscami, a to jest fajne.

Nie wszystko autorce wyszło tak fajnie. Największym problemem może okazać się stylistyka powieści i sposób narracji. Metoda z jaką Mantel w treści oznacza dialogi jest, delikatnie pisząc, nieczytelna. Początkowo niełatwo się połapać i ocenić, kto wygłasza daną kwestię i dopiero z kontekstu zaczyna to wynikać. Reguła na sucho jest niby jasna: jeśli w tekście nie ma wyraźnie zaznaczonego autora wypowiedzi, to jest nim Cromwell, ale nawet jeśli z czasem idzie nieco do tej fikuśnej stylistyki przywyknąć, to nie jest ona w żadnej mierze intuicyjna. Wygląda na to, że Hilary Mantel chciała być niepowtarzalna, a jest zamiast tego dziwna, niezrozumiała oraz ma problemy z utrzymaniem panowania nad formą. I złośliwie uparła się, by nie używać czasu przeszłego. Nawet gdy pisze o przeszłości. Możecie się domyślić w jaki sposób wpływa to na komfort lektury.

Mimo, że czytanie W komatach Wolf Hall przypomina czasami męczące piłowanie trupa, to jednak daje sporo satysfakcji. To powieść historyczna z większością przywar naturalnych dla swojego gatunku, ale świeże spojrzenie z perspektywy Cromwella sprawia, że łatwiej zrozumieć procesy, które zmieniały szesnastowieczną Anglię, a przy tym z treści wyłuskać kilkanaście miło wyróżniających się fragmentów. Choćby wątek życia rodzinnego bohatera – ciepłą postać jego małżonki Liz i córeczek Anny oraz Grace – wątek tak ludzki, jak wzruszający. Nie da się też ukryć, że najwięcej i najjaskrawsze kolory historia zyskuje przy mnogich (choć pruderyjnych) motywach z cyklu „kto z kim sypia”, bo dochodzą wtedy do głosu emocje, ludzkie uczucia i słabości. A w czytelniku budzi się zazdrość, gdy stary, brodaty książę wyrzuca z alkowy swoją „przechodzoną”, zgnuśniałą żonę i bierze sobie jakąś entuzjastyczną oraz jędrną jak rzepa piętnastolatkę. I jeszcze oczekuje aprobaty od podwładnych. A co, kto bogatemu zabroni?

Przez prawie całą lekturę byłem zdania, że W komnatach Wolf Hall jest przede wszystkim dla zwolenników gatunku, a ja dokończę pierwszy tom i dam sobie spokój. Prychałem lekceważąco na fakt, że Mantel otrzymała za nią nagrodę Bookera, a za drugi tom drugą nagrodę Bookera. Booker, srooker. Jakby na złość mojemu postanowieniu, pod koniec powieść nieznacznie się rozkręca i urywa… Gdybym miał to zobrazować, to mógłbym uznać, że zarówno ja, jak i Cromwell mozolną wspinaczkę na szczyt mamy za sobą, teraz czeka nas długa i pełna atrakcji jazda w dół. Może skończy się rozbitą głową. I ta obietnica sprawia, że byłbym skory do kontynuowania lektury wraz z drugim tomem, więc odraczam wyrok ścięcia. Sam jestem tym zdziwiony, ale przecież zapowiada się wizyta w słynącym z rozpasania i kazirodczych związków Wolf Hall. Nie może mnie tam zabraknąć!

— Potem szkoliła ją jej siostra Maria wychowana w lupanarze. Wiesz, co oni robią tam, we Francji? Żona mi powiedziała. No, może nie powiedziała… Napisała, po łacinie. Kiedy mężczyźnie staje kogucik, niewiasta bierze go do ust! Potrafisz to sobie wyobrazić? Czy niewiastę, która robi coś takiego, nazwałbyś dziewicą?*

Och, oburzenie. Jakie to urocze i słodkie.

* Hilary Mantel, W komnatach Wolf Hall, tłum. Urszula Gardner, wyd. Sonia Draga, Katowice 2013, str. 401.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “W komnatach Wolf Hall – Hilary Mantel

  1. Anonim pisze:

    Widzę, że już nam obojętna Natalia…że już za Nią nie płaczemy, bo komentarz nie doczekał się odpowiedzi!

    1. Niestety, nie śledzę Tańca z Gwiazdami, bo oni tam tańczą, a ja nie lubię i nie umiem tańczyć. Poza tym nie mogę się przejmować losem każdego, bo wtedy wszyscy ci, których losem się przejmuję poczuliby się mniej wyjątkowi. A w ogóle to teraz jem Petitki z mleczną czekoladą, więc nie wszystko naraz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s