Sezon burz – Andrzej Sapkowski

Sezon-burz_(1)Nie chcę wnikać, jakiego rodzaju motywacja stała za powrotem Andrzeja Sapkowskiego do (w teorii martwego) cyklu o Wiedźminie. Naturalnie nie brakuje opinii, że komuś się pieniążki skończyły, ale tego typu założenia pojawiają się zawsze, nie tylko przy literackich powrotach i pasują też zawsze, więc nie sposób traktować ich poważnie, nawet jeśli niosą ze sobą ziarnko prawdy (co z tego?). Znacznie wspanialej brzmi myśl, że Sapkowski najzwyczajniej stęsknił się za Geraltem, że stęsknili się za Geraltem również czytelnicy, a nostalgia wszystkich była ostatnio dodatkowo potęgowana dwiema fantastycznymi grami od CD Projekt RED (chłopaki imponują podejściem do graczy), uznanymi już chyba za dobro narodowe Polaków. Przypominam, że skądinąd znany Donald Tusk wręczył egzemplarz gry Wiedźmin 2: Zabójcy Królów wizytującemu u nas Barackowi Obamie, a ten pewnie do dziś nie może wyjść z szoku z powodu takiej hojności (bo filmowego Wiedźmina z Żebrowskim w roli tytułowej to nie podarowałbym nawet największemu wrogowi, szanujmy się). Może więc popychany kolejnymi tak znaczącymi impulsami Sapkowski pomyślał: w sumie to się trochę nudzę, może zrobię niespodziankę wszystkim fanom i napiszę nowego Wiedźmina, bo co? Osobiście postanowiłem nie kręcić zbytnio nosem, nie boczyć się oraz brać Wiedźmina takim, jaki jest. I choć byłem nieco sceptyczny, stale obniżając oczekiwania, to w gruncie rzeczy nie mam za złe autorowi wskrzeszenia serii, a nawet dominowały myśli, że będzie fajnie. Cała ta sytuacja ma tylko jedną wadę – egzemplarz Sezonu burz ani nie pasuje wizualnie, ani nie mieści mi się do mojego kolekcjonerskiego wydania cyklu. Tak się nie robi, panie Sapkowski!

Geralt jął szybciej pracować łyżką. Postanowił obić gorzałkosiom mordy, a nie chciał, by mu przez to kasza wystygła.*

Och, także ja tęskniłem za Geraltem. Taka była jedna z pierwszych moich myśli przy lekturze. Potem nadeszły wątpliwości, bo przecież cykl był wyraźnie i zdecydowanie zamknięty, więc jakim to niby sposobem Sapkowski chce dopisać do niego nowe przygody? Otóż dosyć oklepanym i naciąganym niczym rajtuzy zimą motywem sięgnięcia wstecz, do czasów sprzed wydarzeń z pięcioksięgu (i opowiadań go poprzedzających). Do czasów, kiedy Geralt będąc najemnikiem zawodowo zajmował się szlachtowaniem uroczych potworów rodem ze słowiańskich legend. Tego rodzaju autorski zabieg budzi w czytelniku podejrzenie, czy aby Sapkowski do napisania Sezonu burz nie sięgnął po niewykorzystane jeszcze i leżące w szufladzie od zamierzchłych czasów opowiadania, nie wygładził ich literacko, nie połączył ich w całość jakąś wspólną intrygą i nie wydał jako całkiem nową powieść cyklu? Prawdopodobnie tak właśnie było, wszystko na to wskazuje, bo kolejne wątki (a jest ich kilka) ledwo się trzymają siebie nawzajem i zbyt łatwo wyznaczyć ich granice odrębności. Fragmenty materiału niby solidne, ale kiepsko zszyte. Brak spójności trochę razi, bo osobiście wolałbym jednolitą, sążnistą historię, zamiast mozaiki niewykorzystanych pomysłów i epizodów.

(…) – Teleporty są bezpieczne. A teleporty otwierane przeze mnie są bezpieczne patentowanie.
Wiedźmin westchnął. Zdarzyło mu się nie raz i nie dwa obejrzeć efekty działania bezpiecznych teleportów, uczestniczył też w segregowaniu resztek ludzi, którzy z teleportów korzystali. Stąd wiedział, że deklarację o bezpieczeństwie portali teleportacyjnych można było umieścić w tej samej przegródce, co twierdzenia: mój piesek nie gryzie, mój synek to dobry chłopiec, ten bigos jest świeży, pieniądze oddam najdalej pojutrze, noc spędziłam u przyjaciółki, na sercu leży mi wyłącznie dobro ojczyzny oraz odpowiesz tylko na kilka pytań i zaraz cię zwolnimy.**

Pomimo, że fabularnie nie wszystko zagrało tip-top, to stylistycznie nadal jest wybornie. Język, którym w swoich powieściach posługuje się Sapkowski stanowi niepowtarzalny miks staropolszczyzny, dowcipu i brutalności do smaku doprawionej obscenicznymi, nieoględnymi żartami. Fani spierają się, czy autor utracił gdzieś dryg, czy wręcz przeciwnie i nadal jest tym samym ASem, który kilkanaście lat temu dziobał nad kolejnymi tomami. Ja jestem za mało uważnym czytelnikiem Sapkowskiego, by to oceniać, jednak nie widzę znacznych różnic. Świeżych wad nie zanotowałem, a zalety nadal są na swoim miejscu, niczym kury na grzędzie. Geralt wciąż jest morowym chłopakiem do bitki i wypitki, a z racji, że jest jeszcze mało zmęczony życiem przez co może sprawiać wrażenie bardziej entuzjastycznego i lekkomyślnego. Niezmienna jest natomiast jego słabość do pięknych niewiast, co skutkuje kilkoma chwilami zapomnienia z Koral – władczą czarodziejką o włosach jak pożar lasu – miłosnymi uniesieniami (zazwyczaj za pośladki) i testem wytrzymałości licznych mebli w jej domu.

– O tych wiedźmińskich mieczach legendy krążą. Najlepsza stal, wielokroć składana i skuwana, składana i znowuż skuwana. Do tego specjalnymi czarami obłożona. Niesłychanej przez to mocy, sprężystości i ostrości. Wiedźmińskie ostrze, powiadam wam, blachy i kolczugi tnie jak lniane giezła, a każdą inną klingę przecina jak makaron.
– Nie może być – stwierdził Sperry. Jak wielu pozostałym, wąsy ociekały mu śmietaną, którą znaleźli w chacie i wyciamkali do cna. – Nie może być, żeby jak makaron.
– Też mi się nie widzi – dodała Fryga.
– Trudno – dorzucił Ożóg – w coś takiego uwierzyć.
– Tak? – Shevlov stanął w pozycji szermierczej. – No to stań który, sprawdzimy. Nuże, znajdzie się chętny? No? Co się tak cicho zrobiło?
– Dobra. – Wystąpił i dobył miecza Escayrac. – Ja stanę, A co mi tam. Zobaczym, azali… Zetnijmy się, Shevlov.
– Zetnijmy. Raz, dwa… Trzy!
Miecze zderzyły się ze szczękiem. Pękający metal zajęczał żałobnie. Fryga aż przysiadła, gdy ułamany fragment brzeszczotu świsnął jej przy skroni.
– Kurwa – powiedział Shevlov, z niedowierzaniem patrząc na klingę, ułamaną kilka cali powyżej złoconego jelca.
– A na moim ni szczerby! – Uniósł miecz Escayrac. – He, he, he! Ni szczerby! Ni znaku nawet!
Fryga zaśmiała się dziewczęco. Ligenza zabeczał jak cap. Reszta zarechotała się.
– Wiedźmiński miecz? – parsknął Sperry. – Tnie jak makaron? Sam jesteś, kurwa, makaron.***

Jestem świadomy, że w tym przypadku każdy zainteresowany z góry wie, czy chce przeczytać Sezon burz, czy nie wie i nie chce wiedzieć o czym w ogóle piszę. Szum wokół tej powieści już przebrzmiał, pozostały suche refleksje, a te raczej jednoznacznie mówią, że po nowego Wiedźmina można sięgać z czystym sumieniem, bo krzywdy on nikomu nie wyrządzi. To bezpieczne, gdyż Sezon burz stanowi w pewnym sensie odrębny, indywidualny byt, który można czytać zarówno przed pięcioksięgiem, jak i po. Zarazem nie wstrząsa on cyklem, zdarza mu się powielać schematy i w żadnym aspekcie nie jest oryginalny względem poprzedników. To po prostu więcej Geralta dla wszystkich spragnionych jego towarzystwa. Tylko i aż tyle. I w jakimś sensie szkoda, bo wzięcie oraz popularność cyklu zobowiązują do czegoś więcej, niż jedynie przyjemnego czytadła, które przez swoją przewidywalność nie jest w stanie wywołać większych emocji.
A miało ciąć jak makaron…

* Andrzej Sapkowski, Sezon burz, Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA, Warszawa 2013, str. 379
** Tamże, str. 149
*** Tamże, str. 202

Reklamy

8 uwag do wpisu “Sezon burz – Andrzej Sapkowski

  1. Kot i jego Ania pisze:

    Co jakiś czas lubię sobie wrócić do Sagi, ale Sezon Burz jest dla mnie zdecydowanie lekturą jednorazową. Krzywdy mi ta książka nie zrobiła, ale o orgazmy czytelnicze również nie przyprawiła. Język sapkowski może i nadal sprawny – ale to już było. Chociaż kiedyś stanowił przyjemne tło, to teraz jest głównym elementem maskującym głupawą fabułę i zestarzałych acz młodszych chronologicznie bohaterów…

  2. Post równie bezpieczny jak książka – nawet jakby chciało się autorowi mordę obić, to po chwili zastanowienia okazuje się, że nie ma za co.
    A estetycznie egzemplarz Sezonu burz pasuje raczej do niczego.

  3. W sumie to niewiele czytam opinii, ale wśród tych, na które trafiłem, nie znalazłem skrajnych i jednocześnie solidnie uargumentowanych („Sezon burz ssie pałkę!!!” nie liczę). Dominują umiarkowane noty, że niby fajnie, ale w sumie poniżej jakichś tam oczekiwań i po wygłoszeniu swojego zdania każdy wraca do ciekawszych zajęć. Czyli jakiś bezjajeczny ten Sezon burz (jak makaron!), ale to chyba nie jest powód by się mocno zżymać i zbytnio chłostać go krytyką. Szczególnie ja, który nie uważam się za wielkiego, bezwzględnego fana Wiedźmina, nie traktuję go jak nietykalnej świętości, którą albo przywracamy do świadomości czytelników w WIELKIM stylu, albo nie robimy tego wcale. Wyszło, jak wyszło, czytało się bez przykrości, ale wracać nie ma do czego.
    Niestety, póki Sapkowski jasno i odważnie nie podejmie decyzji o wskrzeszeniu cyklu Wiedźmińskiego, to raczej nie może też liczyć na odważne opinie i to widać po reakcji czytelników.
    Ciekawostka: dla posiadaczy cyklu w klasycznej oprawie graficznej.

    1. Wszystko prawda, ale mi i tak trochę smutno. Choć nie żebym się tym zadręczała, bez przesady.
      Ciekawostka znakomita. Najcudowniejsza jest dyskusja pod wątkiem – typowo polska. Ktoś dobrowolnie zrobił coś, co uznał za fajne i postanowił się tym podzielić z innymi (choć w zasadzie bez przesady z tą estetyką na półkach), więc natychmiast trzeba mu podopieprzać i powytykać, co mógł zrobić lepiej. Przydałoby się napuścić na nich jakiegoś stwora, ale po Sezonie burz to już nawet magii w tym nie będzie, tylko czysta technika:(

    1. No, dotychczas nie wykazywałaś zainteresowania smokami, czarodziejami i byłaś egoistyczna gatunkowo (nie interesowały Cię losy elfów, gnomów i krasnoludów), więc obawiam się, że smoki, nawet gdyby tutaj były (a ich nie ma) również by Cię nie porwały. Ponoć porywają tylko dziewice i owieczki.
      A kategoria nieważna, byle z miłością, SCENAMI i koniecznie z happy endem, bo nie można Twojej wrażliwości wystawiać z premedytacją na ciężkie próby.

  4. O ile do Sagi można wracać bez obaw,o tyle „Sezon”(owoą) lekturą jest tom 8. Niestety. Rozczarowałam się, dla mnie mógłby być cyklem opowiadań, a nie książką napisaną na zakończenie/ kontynuowanie cyklu…Wiadomo, od autora oczekuje się więcej, ale nie z powodu napisania Wiedźmina, nie wprost, ale np z racji „stażu zawodowego”/ doświadczenia etc…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s