Poszukiwany Jesse James – Desmond Barry

jesseCiemna, bezksiężycowa noc. Spomiędzy drzew, niczym pojedynczy świetlik wyłania się rozżarzona lampa naftowa, a tuż za nią ludzka sylwetka, bo lampy naftowe z natury nie lewitują i wypadałoby, aby ktoś ją jednak trzymał. Mężczyzna przystaje tuż przy torach kolejowych, odstawia lampę, wchodzi między szyny i przyklęka – kładzie się wręcz – przykładając ucho do zimnej stali. Zamyka oczy i zastyga w bezruchu, czujnie nasłuchując oraz wyczulając zmysły na drżenie tej monstrualnej struny. Przytłumione, ledwie słyszalne: łup, łup, łup, nieuchwytna wibracja. Mężczyzna otwiera oczy i energicznie prostuje sylwetkę. Zgodnie z rozkładem, krzyczy. Ukryci w głębi lasu pozostali mężczyźni gaszą własne lampy, wszyscy naciągają na twarz zawiązane wokół szyi chusty. Ten przy torach pochyla powoli głowę i wpatruje się w coraz wyraźniej drżące pod jego nogami szyny, a kamyki między podkładami zaczynają nieznacznie tańczyć. Mężczyzna podnosi wzrok i wędruje nim wzdłuż dwóch srebrnych nitek, w dal, w węglowy mrok. Kamera podąża za jego spojrzeniem. Pośród czerni słychać monotonne, jednostajne dudnienie, jęk setek ton stali, a daleką ciemność zaczyna rozjaśniać snop coraz bardziej jaskrawego światła. Niepokojąco piękna muzyka Nicka Cave’a i Warrena Ellisa dokłada swoją cegiełkę w budowie atmosfery. Zaczyna się robić coraz jaśniej, jak w dzień, a stopniowo ogarniający całą okolicę oślepiający blask jest szatkowany jedynie przez wątłe drzewa rosnące tuż przy usypisku, rzucające wąskie, ruchome cienie. Pociągowi przypatrują się zahipnotyzowani zamaskowani mężczyźni, a jeden z nich, ten pozostający nadal przy torach, odstawia spokojnie na ziemię ciągle palącą się lampę i – jak w teatrze cieni – na tle reflektora z odległej jeszcze lokomotywy wspina się na stertę pni, bel drewna oraz prawdopodobnie kamieni, które zagradzają dalszą drogę zbliżającemu się stalowemu kolosowi. Mężczyzna ponownie zastyga w wyzywającym bezruchu. Rozlega się pisk, pióropusze iskier eksplodują spod kół. Maszyna zatrzymuje się tuż przed gruzowiskiem, a desperacki wysiłek włożony w wyhamowanie rekompensuje sobie wypluciem obfitej ilości gorącej pary, która natychmiast szczelnie wypełnia cały ekran, pochłania wszystko, wraz z mężczyzną na szczycie bariery – nadal spokojnym i jakby oczekującym. W oddali słychać pierwsze strzały i przytłumione okrzyki. Rozpoczyna się rabunek.

Może się powtarzam. Z pewnością się powtarzam, ale poetyką zawartą w filmie „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” można by obdzielić kilka powieści. To dzieło na wskroś literackie, jedna piękna scena goni kolejną, a już pierwsze słowa narratora przedstawiające nam sylwetkę słynnego bandyty brzmią, jakby były żywcem wyciągnięte z kartek książki.

Wkraczając w wiek średni, mieszkał w skromnym domku przy Woodland Avenue. Wieczorami siadywał w bujanym fotelu i palił cygaro, a jego żona ocierała różowe dłonie w fartuch i snuła opowieść o ich dwojgu dzieciach. Dzieci znały uścisk ojca i łaskotanie jego wąsów na policzkach. Nie wiedziały czym się zajmował, ani dlaczego tak często zmieniali adres. Nie wiedziały nawet jak się nazywa. W księdze adresowej figurował jako Thomas Howard. Nie wzbudzał podejrzeń i jadał obiady ze sklepikarzami Kansas City, podając się za hodowcę bydła lub inwestora – bogatego, beztroskiego, niezadzierającego nosa. Miał dwie niezabliźnione rany postrzałowe w piersi i trzecią w udzie. Stracił czubek środkowego palca lewej dłoni i starannie to ukrywał. Cierpiał też na schorzenie zwane ziarnistymi powiekami – mrugał nadzwyczaj często, jakby nie mógł znieść widoku dzieła stworzenia. W jego obecności w pomieszczeniach robiło się cieplej, deszcz padał prościej, zegary się spóźniały, a dźwięki były donośniejsze. Uważał się za konfederata i partyzanta w wojnie, która nie miała końca. Nie czuł wyrzutów sumienia ani z powodu napadów, ani siedemnastu morderstw, do których się przyznawał.

I może są wytargane za uszy prosto z powieści. Nie jestem tego w stanie sprawdzić, bo powieść Rona Hansena, na podstawie której powstał film jest niedostępna w Polsce. W poszukiwaniu jakiegoś substytutu trafiłem natomiast na Desmonda Barry’ego. Wybaczcie przydługi wstęp, już przechodzę do rzeczy.

Jesse_James_dead_02
Szpanerska fotografia ze zwłokami Jesse’ego Jamesa, prosto na fejsbuka.

„Poszukiwany Jesse James” zaskakuje. Bo wyobraź sobie, że zaczynam lekturę i już na pierwszych stronach okazuje się, że Jesse James nie żyje. Że go nie ma, że już został zastrzelony na śmierć. Jak to? – sobie myślę, ale nic, czytam dalej. I z każdą kolejną stroną całe moje wnętrze – moja wątroba, śledziona i przede wszystkim serce krzyczą: gdzie jest Jesse!? Uczucie rozczarowania potęguje dodatkowo fakt, że wątek, który otrzymujemy w zamian (wątek Jozuego) jest, najoględniej  i łagodnie pisząc, nikłej wartości literackiej.

Szablon, przewidywalność, oklepane chwyty. Jozue jest nastolatkiem zafascynowanym Jesse’em Jamesem. Marzy o swoim pierwszym rewolwerze, ciuła na niego pieniążki i w ogóle korzysta z okazji, by jak najdłużej pozostać dzieckiem z marzeniami. Aż do chwili, gdy zostaje oskarżony o morderstwo. Dalej jest równie schematycznie – Jozue musi przedwcześnie dorosnąć, zmagać się z własnymi demonami, a my mu towarzyszymy. Nastoletni bohater i tematyka tego, jak okoliczności zmuszają go do wejścia w brutalną rzeczywistość jest doskonale znana i to w znacznie lepszym, sugestywniejszym wykonaniu, przede wszystkim autorstwa McCarthy’ego („Krwawy południk”, Trylogia Pogranicza). Proza Barry’ego wypada w tym zestawieniu naiwnie, komiksowo wręcz, jak z jakiegoś taniego czytadła. Sytuacji w żadnym stopniu nie ratuje nawet wątek morderstwa, obdarty  z woalu tajemniczości przez samego autora, który bardzo dokładnie opisał całe kluczowe zdarzenie. Uparcie prześladowało mnie wrażenie, że znacznie lepiej sprawdziłby się tutaj chwyt zastosowany choćby przez Dostojewskiego w „Braciach Karamazow” – pozostawić przebieg morderstwa w cieniu niedopowiedzenia, zasiać w czytelniku ziarno niepewności, w wyczuciem podsuwać mu tropy i dopiero na koniec wyjaśnić wszystkie wątpliwości. A tutaj? Dupa – wszystko mamy od razu na tacy, aż chwilami brakuje motywacji do dalszej lektury.

No dobrze, ale co z Jesse’em Jamesem? W pewnym miejscu powieść zaskakuje po raz drugi, bo najsłynniejszy bandyta Dzikiego Zachodu przejmuje lwią część książki. Jego burzliwy żywot poznajemy z opowieści nikogo innego, jak samego Boba Forda. I muszę przyznać, że tę część czytało mi się z przyjemnością.  Brutalna walka bez pardonu na froncie, szare mundury kontra mundury niebieskie, partyzantka, zasadzki, bezczeszczenie i poniewieranie zwłok wrogów (nie żeby mnie to podniecało!). Z kolei po wojnie pozostaje zemsta za wyrządzone krzywdy, rabunki, życie bandyty i brak czasu, czy też możliwości na pielęgnowanie miłości – a mimo to Zee potrafiła czekać latami.
Ogólnie jest krwawo i bezwzględnie.  Może nadal nie jest to jakaś wybitna uczta literacka, ale jakość materiału, którym autor może się posiłkować jest bardziej wyrazista i można się wreszcie wciągnąć.

Generalnie więc powieść Barry’ego podzieliłbym na dobrą, w porywach bardzo dobrą część Jesse’ego Jamesa i kiepski, w porywach zaledwie poprawny wątek Jozuego, który ociupinę ratuje samo zakończenie, pozwalające spłukać z gardła nieprzyjemny posmak.  Ogólnie mam trochę za złe autorowi, że chcąc poczytać o Jesse’em zostałem zmuszony do przeczytania również o perypetiach nastolatka w okularach. Niesprawiedliwe i niehonorowe to. Tak jakbym chcąc zjeść jajko był zobligowany do zjedzenia również stającej w gardle skorupki.

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Poszukiwany Jesse James – Desmond Barry

  1. Magdalena pisze:

    „W jego obecności deszcz padał prościej…”. Wydaje mi się, że szczególna niezwykłość tych ludzi brała się stąd, ze umieli czekać, a w końcu umierać w samotności. Dlatego stać ich było na wiele.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s