Pod Mocnym Aniołem – Jerzy Pilch

pod-mocnym-aniolemPrzyznaję, że gdyby nie zapowiedziana ekranizacja „Pod Mocnym Aniołem”, to Pilcha bym nie ściągnął z księgarnianej półki. Przynajmniej jeszcze nie teraz, a jeśli już, to mój wybór ukierunkowałbym raczej w stronę „Spisu cudzołożnic”, bo trzeba przyznać, że to zachęcający i obiecująco brzmiący tytuł. Może kiedyś. Wróćmy jednak do wspomnianej adaptacji, za którą odpowiada nie kto inny, jak Wojtek „Robię W Polsce Najlepsze Filmy Z Alkoholem W Roli Głównej” Smarzowski. Nie znasz? Nie szkodzi – ta wiedza nie jest wymagana do dalszej lektury. Niemniej jestem przekonany, iż to był ostatni moment, by desperacko sięgnąć po „Pod Mocnym Aniołem”, zanim księgarnie zostaną zapewne zasypane wydaniami z zapitą mordą Więckiewicza na okładce. Być może czytanie powieści tylko dlatego, że zbliża się film na jej podstawie nie należy do charakternych i buntowniczo indywidualnych posunięć, ale kiedy mam zamiar obejrzeć autorską adaptację dzieła literackiego, to lubię znać jej pierwowzór, by mieć porównanie. Ot, cała tajemnica. A sformułowania „zapita morda Więckiewicza” użyłem nie bez powodu (więc proszę mnie nie podawać do sądu), bo po pierwsze – główną rolę zagra w filmie Więckiewicz. Również nie znasz? Ponownie nie szkodzi, choć sam aktor pewnie poczułby się urażony. Po drugie – powieść jest o piciu. Chlaniu. Spożywaniu alkoholu często i w dużych ilościach, bądź rzadziej i w mniejszych, jeśli środki finansowe akurat są ograniczone. Jednego można być pewnym – w treści „Pod Mocnym Aniołem”, jak na polskim weselu – wódki raczej nie zabraknie.

[…] trzeba było po męsku spojrzeć prawdzie w oczy, a prawdą nie było wylewanie wódki do zlewu i wyrzucanie butelek przez okno – prawdą było picie.¹

Pan Jerzy pisze. Pan Jerzy czyta czasopisma, wszystkie – zarówno te o wędkarstwie, o astronomii oraz trendach w modzie. Jerzy pierze ręcznie w wannie. Ale Jerzy, bohater powieści, Juruś nasz kochany, przede wszystkim pije. Wlewa w siebie litry wysokoprocentowego trunku, po czym ubiera buty, czapkę i idzie do nocnego po więcej. Budzi się na druzgocącym kacu po kilkugodzinnej drzemce i dla kurażu wlewa w siebie szklankę alkoholu. I kolejne dziesięć szklanek. Jerzy jest świadomym, inteligentnym pijakiem i wielokrotnie ląduje na oddziale dla deliryków, również alkoholików, niedoszłych samobójców, ale nade wszystko ludzi o intrygującej przeszłości i niebanalnych, tajemniczych pseudonimach. Szymon Sama Dobroć, Kolumb Odkrywca, Król Cukru, Królowa Kentu i jeszcze parę innych. W ramach terapii mają oni za zadanie sporządzić spowiedź, konfesję dotyczącą nałogu, ale Jerzy za paczkę fajek robi to za nich. W końcu jest literatem z wyobraźnią. Żeby jednak nie było zbyt pesymistycznie i przygnębiająco, Jerzy w międzyczasie się zakochuje, więc głowa do góry – może coś z tego będzie. Bo co, jak nie miłość jest w stanie odciągnąć od nałogu?

On się oświadczył, ona wypiła kieliszek likieru miętowego i powiedziała: tak. Pierwszy raz kochali się na aptecznej kozetce na dyżurze nocnym, ona przedtem wypiła kieliszek likieru. Potem też było przedtem, potem, ilekroć się kochali, tylekroć ona wypijała przedtem kieliszek likieru. Po roku wypijała kieliszek likieru także wtedy, kiedy się nie kochali, po dwóch latach wypijała kieliszek likieru przy każdej okazji, po trzech latach piła likier w każdej wolnej chwili. Po czterech latach on już nie przyrządzał likieru wedle starej receptury. Dla niej nie miało to wielkiego znaczenia, od pewnego czasu wolała spirytus.²

Tak, całość powieści przytłacza swoim gigantycznym ciężarem alkoholizm i nawet pojedyncze optymistyczne akcenty na niewiele się zdają. Kropla w morzu wódki. Fragmenty poświęcone oddziałowi deliryków swoim wydźwiękiem powodowały we mnie wrażenie, że czytam „Oddział chorych na raka” – miałem podobne odczucia, że opuszczą go szczęśliwie tylko nieliczni wybrańcy, a nawet jeśli im się uda, to w mgnieniu oka wrócą. Jeśli wcześniej nałóg ich nie wykończy. Jednak o ile powieść Sołżenicyna jest przejmujące w swoim realizmie, tak Pilch góruje w kwestii wartości literackiej zawartej w opisach. Jest  szczerze, stylowo, nieco ironicznie, ale nie brakuje też kwiecistych metafor, a tragizm alkoholizmu często ubrany jest w poetyczne szaty. Nie umniejsza to w czytelniku ponurego uczucia, ale jakoś przyjemniej przebiega cała procedura czytania. No i retrospektywny rozdział o kasztance Fuchs jest świetny, pierwszorzędny wręcz.

Nie jestem ekspertem w dziedzinie spożywania alkoholi. Od jakiegoś czasu nie lubię nawet alkoholu, bo chyba nie jest on już w stanie mnie czymkolwiek zaskoczyć, straciłem dla niego wyrozumiałość i fascynację, a przytępianie zmysłów nie jest mi potrzebne – lubię swoje zmysły i to, co im zawdzięczam. Nie czułem się więc urzeczony tematem i pewnie dlatego powieść nie przemówiła do mnie z takim impetem i doniosłością, jak powinna. Dopuszczam też możliwość, że nie udało mi się z odpowiednią dozą empatii zgłębić dramatu alkoholizmu. A może po prostu dość mam tych dramatów w najbliższym i nieco dalszym otoczeniu.

¹ Jerzy Pilch, „Pod Mocnym Aniołem”, wyd Świat Książki, Warszawa 2012, str. 42
² Tamże, str. 128

Advertisements

15 uwag do wpisu “Pod Mocnym Aniołem – Jerzy Pilch

  1. szlonko pisze:

    a dlaczego powinna powalić impetem i doniosłością? z impetem jeszcze, ale doniosłością? To książka o chlaniu i nie ma w niej nic doniosłego (niestety). Jest to jednakże majstersztyk pisarstwa i jako taki chyba (proszę o wybaczenie tej nutki zawahania) zasłużyła na Nike.

    1. Nie wiem, ale wypadałoby aby zapis nałogu działał jakoś intensywniej. Niósł jakiś ładunek emocji, umieścił go w umyśle czytelnika i pozwolił mu tam pęcznieć, a może nawet eksplodować. Nie twierdzę, że „Pod Mocnym Aniołem” jest słabą powieścią, po prostu twierdzę, że nie sprostała moim oczekiwaniom. Bo każde rozczarowanie rozbija się zazwyczaj o rafę oczekiwań. Nie jestem też w stanie stwierdzić, czy rzeczywiście powieść zasługiwała na Nike, bo nie miałem styczności z pozostałymi nominowanymi ;) Ale niech ma, co jej będę żałował…
      A do Pilcha wrócę, kiedyś, bo stylistycznego rozczarowania nie zanotowałem raczej.

  2. Anonim pisze:

    Kiedyś w rozmowie prywatnej z autorem bloga „wyszło”, że nawet jak książka rozczarowuje to nie porzuca lektury, bo może będzie tam jakiś wątek który poruszy, zadziwi, będzie wart. Może choć jedno zdanie? Jedn związek frazeologiczny? Taaa…
    Ja pijaństwa coraz bardziej nie znoszę, boje się, nie rozumiem. Bo to w najlepszym razie „może buzi? „może dupci?”, a w najgorszym to szkoda gadać…
    Następna książka o ciemnej stronie istnienia. Proszę bardzo, proszę się interesować.Mnie to NIE INTERESUJE!

    1. No, ale tak naprawdę to chodzi o to, że nie po to wyrzuciłem całe kieszonkowe na książkę, by jej teraz nie przeczytać. Jednak zasłanianie się poszukiwaniem wybitnych fragmentów brzmi znacznie lepiej i imponuje laskom.
      Co do pijaństwa, to się nie denerwuj, mogę zapytać o „buzi” nawet na trzeźwo, daj tylko okazję. Poza tym napisałem wyraźnie, że jest tam wątek miłosny – może to ukoi Twoje nerwy.

      ps. Czy zechcesz zostać moim nałogiem?

      1. Anonim pisze:

        Albo lekarstwem na nie?

        Apropos-fascynuje mnie jak bardzo potrafisz dostosować retorykę do tonu osoby, z którą rozmawiasz… :) (‚buzi’ i ‚imponowanie laskom’ szukaniem ambitnych fragmentów… bezcenne!).

        1. Jeśli lepiej się poczujesz z określeniem lekarstwa na nałóg, niż samym nałogiem (rozumiem, że słowo samo w sobie kojarzy Ci się negatywnie) to proszę bardzo. Muszę tylko znaleźć odpowiedni nałóg i w niego wpaść, byś mogła uratować mi życie.
          Retoryka, retoryką, ale to też zależy od „chwili dnia” w której odpisuję, od samopoczucia, zmęczenia, stopnia znajomości osoby, z którą rozmawiam, zaufania, wiedzy, że ta osoba nie odbierze niczego na opak. Zresztą, należy docenić, że nie poruszyłem tematu „dupci”.

          1. Anonim pisze:

            No toś mnie zabił tą ‚dupcią’… wiem, wiem – powinnam docenić, że tej kwestii nie poruszyłeś, ale skoro sama się wprosiła… ps. wiesz, że anonim możenił być inny niż ten, z którym zacząłeś ten wątek?

            1. No nie wiem, Anonim jest tylko jeden. W zasadzie jedna. Pozostali winni się podpisywać, albo mieć pretensje jedynie do siebie. Po charakterze czcionki nie rozpoznam.

      2. Anonim pisze:

        Namnożenie anonimów. Jeśli sobie tak piszemy o tym co nam w duszy gra, to wczoraj oglądałam „Ewa gotuje” z Ewą Wachowicz…tak estetycznie doceniam bo Ewa pięknie się porusza po kuchni, radosna taka jakby na drogich wakacjach była. I mówi w pewnym momencie Ewa: Jeśli nie macie blendera, a jest z wami facet który czeka na obiad czytając gazetę, bądź oglądając TV to właśnie jemu można powierzyć przecieranie warzyw. To prosta czynność. MOŻE NICZEGO NIE POPSUJE.

  3. Przed chwilą trafiłem na Twojego bloga i widzę, że 95% opisanych przez ciebie książek to dzieła moich ulubionych autorów, które mam w swojej biblioteczce :) Będę miał u Ciebie sporo czytania :) Pisz dalej, bo widzę, że mamy podobny gust literacki.

  4. Anonim pisze:

    Już jest…już za chwilę wyjdzie ” z pieca”. Podobno 17-tego stycznia premiera. O filmie Smarzowskiego mówię;)

  5. Czyli dzisiaj jemy bigos? Nie mogę się doczekać! Tymczasem napięty oczekuję przybycia Enrike i jego seniority. Niech już się te wszystkie odwiedziny skończą!

  6. Anonim pisze:

    Poczujesz jeszcze palącą chęć bycia odwiedzonym. Będziesz wielbił ślady ludzkich stóp odciśnięte na dywanie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s