Lewiatan – Boris Akunin

lewiatan kopiaSzokująca zbrodnia w arystokratycznej dzielnicy wstrząsnęła Paryżem. Znany i szanowany wśród mieszkańców lord Littleby został bestialsko zamordowany we własnej willi na rue de Grenelle, wieczorem 15 marca 1878 roku. Będąc precyzyjnym trzeba dodać, że fragment jego czaszki na stałe rozstał się z resztą ciała. Będąc jeszcze bardziej precyzyjnym: przy okazji bałaganu z mózgiem lorda rozsmarowanym po całym pokoju, na parterze odnaleziono dziesięć innych zwłok, tym razem grzecznie usadzonych wokół stołu i, co rozczarowujące, u każdego denata odnotowano całą czaszkę. Jak to się mówi w branży pogrzebowej – wyglądali, jakby zasnęli (poza kilkoma wykrzywionymi w przedśmiertnym grymasie twarzami). Zgodnie uznano, że doszło do morderstwa, wielokrotnego nawet. Rozwojową sprawę prowadzi komisarz Gauche, rumiany prawie-emeryt, a pewne istotne poszlaki zaprowadzą go na rozhuśtany pokład Lewiatana – luksusowego statku wyruszającego właśnie na swój pierwszy, dziewiczy rejs wokół Eurazji. Paryski śledczy ma wszelkie prawa podejrzewać, że na Lewiatanie znajduje się morderca lorda Littleby i z zaangażowaniem podejmuje się zadania jego wykrycia. Traf chciał, że jednym z pasażerów jest zajmujący kajutę numer osiemnaście i udający się z dyplomatyczną misją w kierunku Japonii nie kto inny, jak doskonale nam znany, fanfary, Erast Fandorin. Będąc po raz kolejny precyzyjnym dodam, że nasz bohater jest jednym z podejrzanych. Zaznajomieni z Fandorinem czytelnicy pewnie uniosą brwi w geście zainteresowania, a niezaznajomieni wzruszą pewnie ramionami – im polecam lekturę pierwszego tomu – Azazela.

Jednym z określeń, którym opisałbym Borisa Akunina jest wszechstronność. To już trzeci tom cyklu o Eraście Fandorinie i trzeci o nieco odmiennej stylistyce, choć gatunkowo nadal siedzimy uparcie w powieści detektywistycznej (z nieznacznym skokiem w bok w powieść szpiegowską). „Lewiatan” dosyć przewrotnie nawiązuje do klasycznego motywu zamkniętego kręgu podejrzanych, czyli pokoju, którego od momentu popełnienia zbrodni nikt nie opuścił. Zadaniem detektywa jest na podstawie poszlak wskazać pulchnym paluchem winnego i tę winę mu udowodnić. Komisarz Gauche będzie musiał zmierzyć się jednocześnie z przebiegłością mordercy (który wie, że jest namierzany) i czasem, bo przecież Lewiatan nie będzie płynął wiecznie. I mimo, iż szybko udaje mu się zacieśnić krąg podejrzanych do kilku osób, to równie szybko się okazuje, że każda z nich ma coś do ukrycia za uszami, choć niekoniecznie jedenastokrotne morderstwo.

Plener jakim jest Lewiatan, to doskonała okazja dla Akunina, by nawiązać do klasyki powieści detektywistycznej. Tej udzielającej się czytelnikowi gorączki, która ogarnia śledczego, tego zaciekawienia motywem zbrodni i tym, co się z nim wiąże – bogactwem, sławą, zemstą, kobietą, a może czymś jeszcze? „Lewiatan” nie próbuje zrywać z tradycją cyklu i będąc książeczką szczupłą może jednocześnie poszczycić się dobrym tempem akcji, szeregiem wydarzeń, które diametralnie zmieniają sytuację bohaterów oraz kompletnym brakiem dłużyzn. Wielka zasługa w tym narracji, którą Akunin zgrabnie podzielił między podejrzanych i komisarza (z premedytacją pomijając samego Fandorina). Każdy z bohaterów otrzymuje swoje kilkadziesiąt stron na przedstawienie swojej perspektywy, ale trzeba być świadomym, że pośród nich jest morderca, który – nie oszukujmy się – próbuje zwieść czytelnika i wmówić mu swoją niewinność. Co najciekawsze, autor wyraźnie urozmaicił charaktery i rodzaj narracji, a nawet posunął się do niecodziennego, nieco eksperymentalnego sposobu formatowania tekstu – zobaczysz i przekonasz się samodzielnie, czytelniku.

Co przyjąłem z pewny smutkiem, to wrażenie, że „Lewiatan” jest jakby ogołocony z tego dowcipnego sznytu i sprawnie wkomponowanych komizmów, którymi charakteryzowały się wcześniejsze tomy. Daleko mi do zakwalifikowania tego w kategorii niewybaczalnych wad, bo dzięki temu, że zabrakło większej ilości rozluźniających motywów, łatwiej dostrzec takie rzadkie perełki, jak ta z okładki.

Fandorin otworzył drzwi i zatrzymał się w progu. Renata, nie odwracając się, pokręciła przed nim pupą i wdzięcznie wygięła gołe plecy. Już mądre piękności osiemnastego stulecia odkryły, że na mężczyzn najbardziej działa nie dekolt do pępka, lecz obnażona z tyłu szyja i plecy. Pewnie widok bezbronnego kręgosłupa budzi w ludzkich samcach drapieżne instynkty.*

Do tego dochodzi następująca po chwili kategoryzacja mężczyzn według ich reakcji na taki widok – no poezja rozrywkowej i celnej zarazem prozy!

Co tu dużo pisać? To trzeci tom cyklu i sięgną po niego jedynie czytelnicy o wyrobionej opinii na temat przygód nieco jąkającego się Fandorina.

* Boris Akunin, „Lewiatan”, tłum. Małgorzata Buchalik, wyd. Świat Książki, Warszawa 2012, str. 121

Wcześniejsze tomy cyklu:
Azazel (tom 1)
Gambit turecki (tom 2)

Reklamy

6 uwag do wpisu “Lewiatan – Boris Akunin

  1. Anonim pisze:

    a ja teraz czytam Agathę Christie „Tajemniczy przeciwnik” I tako tu jest napisane „Czułem instynktowną pogardę dla tego zbrodniarza…I wtedy właśnie przyszło mi do głowy, że poziom przestępców w ogóle jest niebywale niski. Świat przestępczy składa się z nieudaczników, drobnych rzezimieszków, ludzi wykolejonych….dziwne, że ludzie o bardzo wysokiej inteligencji prawie nigdy nie wykorzystują wielkich szans jakie daje zbrodnia…”
    Co Ty na to? Mówisz, że nie na temat?!

    1. Założenie większości kryminałów jest takie, że inteligentny złoczyńca zapewnia interesującą zbrodnie i jej intrygujący przebieg. Do tego dorzucamy bystrego detektywa i mamy ekscytujący pojedynek inteligentnych umysłów, starcie równych sobie przeciwników, wyzwanie „kto kogo wywiedzie w pole, do lasu, na grzyby i ryby”. A że inteligentni ludzie rzadko korzystają z szerokich możliwości jakie daje zbrodnia? Cóż, oni zazwyczaj są w stanie znaleźć lepszy, bezpieczniejszy, pozbawiony ryzyka sposób na dorobienie się fortuny – w końcu są inteligentni. A każdy niegłupi szwarccharakter kryminału wie, że popełniając zbrodnię stoi na straconej pozycji, bo główny bohater MUSI rozwiązać zagadkę i sprawiedliwość MUSI zatriumfować, więc tym bardziej nie warto być kozłem ofiarnym. Trochę chaotycznie piszę, ale te kalosze mnie rozpraszają.

  2. koval pisze:

    Walet Pikowy jest ciekawie napisany. Z dwóch perspektyw. Akuniny teraz często się pojawiają na wyprzedażach to można nabyć po taniości ale jakoś nie mogę trafić na tom gdzie pojedynkuje się Erast z Kubą Rozpruwaczem. ;x

  3. Anonim pisze:

    DO SKASOWANIA! Słyszałam dziś o wokaliście jakiegoś zespołu który występuje wyłącznie w krótkich spodenkach, bo jak była mały mama mu powiedziała, że ma nogi zgrabne- to w RMFie było- a komentator dorzucił, że szczęśliwie nie wspomniała o pośladkach;) Jesteś gdzieś w cyberprzestrzeni KOCHANIE?!

    1. Jak zapewne wiesz, moja mama też kiedyś w ten sposób skomplementowała moje nogi (cytuję: „bo niektórzy faceci to mają nogi jak na beczce prostowane, ale ty nie”), jednak matki są w stanie powiedzieć wiele, by podbudować samoocenę ich „małych mężczyzn”. Mimo to wokalistą nie zostałem, a co za tym idzie, nie mam zbyt wielu okazji by obnażać swoje kulasy na scenie. Komentarz potraktuję jako odniesienie do nagich pleców i szyi Renaty, a w cyberprzestrzeni bywam regularnie, owszem, KOCHANIE.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s