Król z żelaza – Maurice Druon

krol z zelazaNo, Filip IV Piękny to jest pseudo. A nie jakiś Laskonogi, czy inny Łokietek. Kto to w ogóle wymyśla? Dlaczego ktokolwiek na to przystaje? Nie jestem ekspertem w dziedzinie władania królestwami, nie jestem nawet amatorem w tej dziedzinie, ale gdybym już siedział na tronie, to dla przykładu kazałbym ściąć każdego, kto nazwałby mnie Plątonogim, albo Laskonogim, bo blichtru w tym niewiele, brzmi raczej jak ksywa z boiska. Chyba że taki jest warunek panowania. No wiesz – dostaniesz tron, berło, odziejemy cię w norki, zorganizujemy płodną żonę i kilka kochanek, zameczek jakiś, w którego korytarzach hula wiatr, cholernie ciężki dwuręczny miecz (bo przecież królowi nie wypada machać byle szabelką), wyszkoloną przyboczną straż ci damy i worki złotych gadżetów, ale jest jeden szkopuł – będą mówić na ciebie Krzywousty, przykro mi, nic na to nie poradzimy. To jak, wchodzisz w to?
Jak to dobrze, że teraz jest jakoś prościej. Jesteś gruby, to wołają na ciebie Gruby. Na rudego każdy woła „ej, Rudy, chodź na wódkę!”, łysego nikomu nie przyjdzie do głowy ochrzcić Siwym, czy Czarnym, ale już „cześć Łysy” jest jak najbardziej na miejscu. Trzeba przyznać, że mało to nowatorskie i jeszcze mniej twórcze, ale najwyraźniej głupie przydomki wyszły z mody.
Dobra, ale o czym to mieliśmy? A, „Król z żelaza”, okej, okej.

Ten patent już znamy: bierzemy wielki arkusz papieru, na który nakładamy tło złożone z faktów historycznych (w tym przypadku czerpanych z początku XIV wieku) i autentycznych postaci. Ze względu na braki w kronikach nie uda nam się całkowicie i szczelnie zapełnić powierzchni, ale od czego mamy wyobraźnię. Na tak zwane „białe plamy” ciapiemy radośnie kleksami fikcji literackiej i własnych domysłów, maziamy wymyślonymi bohaterami i poprawiamy kontury burzliwymi, choć nieudokumentowanymi w annałach wydarzeniami. I viola! Mamy powieść historyczną.

Maurice Druon (właściwie to Maurice Kessel, ale pisarze mają swoje kaprysy i nie wypada pytać o powody) zabiera nas na dwór francuski, który – jak to każdy szanujący się dwór – aż kipi od intryg. Podpowiem jedynie: władza, pieniądze, klątwa, zemsta, wiarołomstwo, cudzołóstwo i już wiadomo, czego się spodziewać. Doprawdy, rogacz na rogaczu w tej Francji i aż dziw bierze, że porożami sobie wzajemnie oczu nie wydłubali przy wspólnym stole. Jedynie liczni giermkowie i innego rodzaju przydupasy mieli stosunkowo (słowo-klucz) fajnie, bo mogli liczyć na względy znudzonych hrabianek o szczupłych kibiciach, które podczas nieobecności małżonków, z braku ciekawszego zajęcia bawiły się zakochanymi w nich młodzieńcami. Z drugiej strony trudno dziwić się niedopieszczonym kobietom, skoro ich partnerzy udając się na wyprawę w męskim gronie, również lubili czasami zapolować w rajtuzach giermka na kawałek mięsa bez kości. Albo króliki i bażanty, nie pamiętam, nieważne.

Mając w pamięci rozwlekłe „Filary ziemi”, bardzo miło zaskakuje konsystencja treści „Króla z żelaza”. Powieść jest zwięzła, konkretna, a tempo następujących po sobie wydarzeń odpowiednie. W zasadzie, gdyby się uprzeć, to lektura na jeden, dwa wieczory, co w sumie poczytuję za zaletę, choć wielu nie podzieli mojego zdania. Drugim pozytywnym zaskoczeniem jest to, że pomimo ograniczeń objętościowych, udało się autorowi upchać do treści szeroki i barwny wachlarz postaci. Można mieć żal, że nie każda z nich otrzymała tyle miejsca, na ile zasłużyła, ale chyba jednak lepszy niedosyt, niż przesyt. „Król z żelaza” jest jedynie pierwszym tomem cyklu „Królowie przeklęci”, który okazuje się nie lada gratką dla fanów powieści historycznej. Ja się do nich raczej nie zaliczam (choć lubię skosztować w ramach urozmaicenia), więc przeczytałem bez bólu, ale i bez porywów namiętności. Doceniam przede wszystkim skondensowaną, krótką, acz intensywną dawkę lektury, bez zbędnych spustów nad krajobrazem, architekturą wnętrz i dogłębną analizą psychiki konia bohatera.
Tyle.

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Król z żelaza – Maurice Druon

  1. Trzeba mi będzie się w końcu zabrać za tego Druona :)
    Z tych królewskich przydomków moimi faworytami są Karol Młot i Ludwik V Gnuśny. No cieszą mnie te „ksywki” i nic na to nie poradzę.

  2. Anonim pisze:

    Druon rozkręca się dopiero w 2 i 3 tomie potem niestety trochę gorzej zabrakło rozbudowania niektórych intryg jak dla mnie. Ostatniego tomu nie polecam brać do ręki masakra

  3. lucrezia pisze:

    Rewelacyjna seria, przeczytałam ją jednym tchem i mimo, ze było to dawno temu, wciąż mam ją w pamięci i zamierzam jeszcze do niej wrócić. Nieśmiało jednak przyznam, ze przez ostatni tom nie udało mi się przebrnąć :-/ zdecydowanie najgorszy, choć najgorszy to złe określenie, świadczyło by o tym, ze inne części tez nie były dobre :-) ostatni tom jest po prostu zły.

  4. Będę w tej kwestii realistą – do cyklu już raczej nie wrócę, bo choć dostrzegam w nim pewną wartość literacką, to jednak nie do końca trafia ona w mój gust. Jest jeszcze zbyt wiele książek do przeczytania, na które trzeba znaleźć czas :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s