Muminki – Tove Jansson

muminki-ksiega-pierwszaA wiedzieliście na przykład, że do autorki Muminków zgłosił się pewnego razu producent podpasek, aby otrzymać zgodę na nazwanie swojego produktu „Małą Mi”? No kurde, chwytliwe, nie zaprzeczę. Dziewczynki byłyby zachwycone, niestety, Tove Jansson grzecznie odmówiła. Natomiast ja, w czasach gdy nie wiedziałem jeszcze czym jest i do czego służy podpaska, w każdy piątek, punktualnie o dziewiętnastej godzinie z wypiekami na twarzy biegłem przez podwórko, z hukiem wpadałem do domu i nie ściągając dziurawych trampek (aby nie zgubić cennego piasku, który w nich cały dzień zbierałem), z brudnymi kolanami rozsiadałem się na wersalce, by z przejęciem obejrzeć przygody Muminków. Po prostu ta bajka miała w sobie trudny do określenia urok i pomimo cukierkowej powierzchowności, była dostrzegalnie muśnięta przerażająco mrocznymi fragmentami i uczuciem ciągłego zagrożenia. Choćby Buka – symbol dziecięcych koszmarów – to chyba najlepszy przykład, ale byli przecież niepokojąco milczący Hatifnatowie, czy też Czarodziej, poszukujący po całym świecie swojego magicznego kapelusza. To wszystko byłoby jednak niczym, bez odpowiedniej atmosfery, a tej zarówno w bajkach, komiksach, a przede wszystkim w literackim pierwowzorze mamy po same uszy.

Okazja jest niepowtarzalna (no, prawie), bo wydano dwie księgi pełne perypetii Muminków, gdzie upchnięto dziewięć tomów powstałych w wyobraźni Tove Jansson na przestrzeni 25 lat (1945-70). Czego więcej potrzeba? Książki są dodatkowo przyozdobione ilustracjami autorstwa pisarki, które choć niekiedy prezentują się dosyć koślawo, topornie i siermiężnie, to doskonale współgrają z treścią i niezwykle trafnie odzwierciedlają nastrój chwili. Mam wrażenie, że im większych rozmiarów obrazek, tym większą prezentuje wartość artystyczną, a te zajmujące całą stronę mogą się nawet podobać, bo łatwo dostrzec niemały wkład pracy autorki, by temu bezładowi kresek nadać charakter i duszę. No dobrze, ale co dostajemy oprócz tego?

Przyznaję, że otwierające cykl „Małe trolle i duża powódź” niespecjalnie mnie oczarowały, bo krótkie to, niespójne i pozbawione odpowiedniego klimatu. Traktuję je jak eksperyment – swoistą wprawkę autorki oraz rozgrzewkę dla pióra, maszyny do pisania, glinianej tablicy i rylca, czy czymkolwiek ona się tam posługiwała dla uwiecznienia swojej twórczości. W przypływie dobrej woli pominę ten epizod, choć oczywiście warto się z nim zapoznać, by być świadomym, jak trudne bywają początki.

muminki-ksiega-drugaDolina Muminków jest przepełniona barwnymi stworzeniami, ciepłem, przyjaźnią i oszałamiającymi przygodami, w których biorą udział bohaterowie. Rodzinę Muminków kojarzy każdy (legendą obrosło już pytanie, jak nazywali się Mamusia i Tatuś Muminka zanim na świecie pojawił się Muminek), ale w ich towarzystwie pojawiają się mniej, lub bardziej eksploatowane istoty. Trzeba zaznaczyć, że każdy gatunek charakteryzuje się niepowtarzalną osobowością i Jansson skrupulatnie trzyma się raz wykreowanego temperamentu postaci. Liczne wyprawy po skarby i niebezpieczeństwa, które im towarzyszą przywiązują nas do już poznanych bohaterów i są wyśmienitą okazją do zawarcia nowych znajomości. Tatuś i Mamusia Muminka to wręcz ucieleśnienie wyrozumiałego i troskliwego rodzicielstwa, dbałości o podtrzymywanie ciepła ogniska domowego. Muminek jest żądnym przygód dzieckiem z wyobraźnią i szczerą miłością do otaczającego go świata, oraz każdego stworzenia, które stanie mu na drodze. Włóczykij to niezwykle udana postać, z którą chyba najłatwiej mi się utożsamić – lubiący zaufane towarzystwo, ale hołdujący również swojej potrzebie samotności, stąd indywidualne wyprawy w świat na jesień i wzruszające powroty do Doliny Muminków wiosną. Galerię postaci uzupełniają między innymi Mała Mi (manifestacja samodzielności i subtelnej złośliwości), Ryjek (sympatyczne tchórzostwo i konsumpcyjny charakter), Paszczak (lekko aspołeczny, ale potrafiący oddać się pasji), czy też Migotka – nieformalna cizia Muminka (krzycząca przeraźliwie w obliczu zagrożenia, dbająca o swoją grzywkę i z kobiecą słabością do błyskotek) oraz jej przemądrzały brachol Migotek (użyczający mu głosu w kreskówce Krzysztof Ibisz nadal dźwięczy mi w głowie). Rzecz jasna to nie wszystkie charaktery, bo przygody Muminków obfitują w sympatyczne postaci drugoplanowe, ale nie widzę powodu, by wszystkie wymieniać. Wypada jedynie wspomnieć o przeuroczych Topiku i Topci. Topcia pytająca smutnego Muminka, czy fprawi mu frzyjemnosć focałować ją w nos wręcz rozczula czytelnika.

W opozycji do nieco infantylnej prezencji przygód Muminków nierzadko staje przebieg niezwykłych historii, w których bohaterowie biorą udział. Liczne powodzie, kataklizmy i klęski żywiołowe, to tylko jedne z nieprzebranych prób, na jakie Jansson wystawia stworzenia zamieszkujące Dolinę Muminków. Mrocznego klimatu tym opowieściom niezaprzeczalnie dodają wspomnieni Hatifnatowie i niezastąpiona Buka, w którą udało się autorce tchnąć trudną do zdefiniowania trwogę i skutecznie wywołać dreszcz w czytelniku. Barwna i ciepła Dolina Muminków potrafi też zaskoczyć przygnębiającymi widokami, wręcz jakby z jakiejś apokalipsy, melancholią i refleksyjnym nastrojem. Nastawienie autorki wyczuwalnie ulegało zmianie, a wraz z nim przekształcała się atmosfera kolejnych tomów z Muminkami. O ile „Kometa nad Doliną Muminków”, „W Dolinie Muminków” (doskonale sobie przypominam kolejne opisywane w tym tomie wydarzenia z dobranocki), czy też „Lato Muminków” jedynie fragmentami celnie uderzały w zadumę i złowrogi klimat, tak już od momentu „Zimy Muminków” można śmiało założyć, że wkraczamy w epizody kierowane w dużej mierze w stronę dorosłego czytelnika.

Tak, nie mylę się. Mocno bym się zastanowił, gdybym miał przeczytać późniejsze tomy Muminków własnemu dziecku. Energia witalna, ciepło, optymizm zostają zastąpione niespotykanym do tej pory klimatem, mrokiem, wyobcowaniem i melancholią. Wybudzony ze snu zimowego Muminek na swój sposób próbuje sobie radzić z otaczającą go ciszą, samotnością, a obserwujący to wszystko czytelnik ma ochotę go objąć i pocieszyć. Po mistrzowsku komponują się z tym ilustrujące ten tom rysunki Jansson – występujące w małej ilości, ale bogate w detale, zdominowane przez czerń i ciemność, gdzie jedynymi źródłami światła są sporadycznie pojedyncza lampa naftowa, bądź ognisko. Na tym kończy się księga pierwsza, więc z wielką ochotą sięgnąłem po drugą. A ta rozpoczyna się od „Pamiętników Tatusia Muminka”. Niezrozumiały zabieg, bo chronologicznie powstały one przed Latem i Zimą Muminków, ale ponieważ opowiadają one o przeszłości Tatusia (i charakteryzują się pierwszoosobową narracją oraz wzruszającym brakiem obiektywizmu Tatusia), toteż można po nie sięgnąć w dowolnym momencie. Jedyny zgrzyt to fakt, że wyjaśniają one pochodzenie Małej Mi, która ni z gruchy, ni pietruchy pojawia się w „Lecie Muminków”.
Następnie możemy przeczytać „Opowiadania z Doliny Muminków”, które stanowią zbiór krótkich, niepowiązanych ze sobą historyjek z morałem i złotymi myślami w rodzaju „mówienie tak dobrze przeszkadza w myśleniu!”. Miła odskocznia, doskonale przy tym rysująca w naszej wyobraźni charaktery przedstawionych w opowiadaniach postaci (m.in. Paszczak, Panna Filifionka i Włóczykij).

zima muminkowJeśli ktokolwiek miałby wątpliwość, że kolejne opowiadania o Muminkach wyraźnie naznacza palec melancholii i przygnębienia, to przy lekturze „Tatusia Muminka i morza” tych wątpliwości się pozbędzie. Od tej chwili Muminki przestają być bajką dla dzieci, bo trudno mi sobie wyobrazić, by były w stanie utrzymać zainteresowanie małego szkraba. Za mało tam niezwykłych przygód, za dużo ponurego nastroju, tęsknoty, samotności, opisów przyrody i indywidualnych rozterek bohaterów. Muminki zaczynają zmagać się z uczuciem niezrozumienia, izolują się, pozwalają się stłamsić prozie życia. Nostalgiczny wydźwięk potęguje pojawiająca się ponownie  Buka, która z koszmaru dzieciństwa przeobraża się na naszych oczach w istotę desperacko poszukującą ciepła i towarzystwa. Oszczędne ilustracje i Mała Mi posuwająca się do morderstwa (w pewnym sensie) to również wyraźne symptomy dojrzałości historii o Muminkach. Ten trend kontynuuje „Dolina Muminków w listopadzie”, ostatni tom cyklu, charakteryzujący się zupełnym brakiem obecności samych Muminków. Ich opuszczony dom zamieszkują w tym czasie inne stworzenia, które w poszukiwaniu zrozumienia i ciepła schodzą się tam z całej Doliny. Paszczak, który „obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał”* doskonale oddaje nastrój tego tomu. To intrygujące studium charakterów i relacji między nimi.

Może szokować jak bardzo wyewoluował cykl przez 25 lat. Sama Tove Jansson przyznała, że w pewnym momencie wręcz rzygała już tymi  Muminkami i ta zmiana jej nastawienia wyraźnie odznacza się w nastroju kolejnych tomów. Te stworzenia, którym autorka misternie stworzyła indywidualne charaktery są doskonałym odbiciem ludzkich cnót i przywar. Wszystko odzwierciedla naszą codzienność, nasze poszukiwanie miejsca i towarzystwa na tym świecie, nasze dojrzewanie emocjonalne i potrzebę bycia zrozumianym. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że dorośli wyciągną z lektury Muminków znacznie więcej, niż dzieci. To niezwykłe i znamienne. Zastanawiające jest też łatwe rezygnowanie autorki z kluczowych, wydawałoby się, postaci. Ryjek znika gdzieś między tomami i Jansson nie raczy nawet słowem wyjaśnić, gdzie on się podział. Tak samo rodzeństwo Migotków, czy też Paszczak o botanicznym hobby. Tak jakby postaci te były obrazem rzeczywistych osób z życia autorki, a ona postanowiła o nich zapomnieć.

Naprawdę warto sięgnąć po Muminki i skonfrontować niezwykle wartościowy literacki pierwowzór z powszechną, choć mylącą łatką bajki dla dzieci. Niektórych może poruszyć, a nawet nimi wstrząsnąć. Cudo.

* Tove Jansson, „Muminki. Księga druga”, tłum. Teresa Chłapowska, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2012, str. 419

Reklamy

12 uwag do wpisu “Muminki – Tove Jansson

  1. kiedyś w PL Egmont wydał kilka komiksowych zeszytów z Muminkami autorstwa Jansson. niestety są już niedostępne i nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie będą wznawiane. a szkoda.

  2. Ach, ja dwa lata temu skompletowałem cykl w małych tomikach w formacie, który pamiętam z dzieciństwa (tylko z nieznacznie odświeżoną szatą graficzną). Czytam w kilkumiesięcznych odstępach („Zima” i „Opowiadania jeszcze przede mną) i generalnie zgadzam się – poza trzema pierwszymi tytułami („Trolli” jakoś nigdy nie przeczytałem, nie posiadam i ich nie liczę) i ewentualnie „Pamiętnikami” reszta jest właściwie lekturą dla dorosłych.

    A „Dolina w listopadzie” jest niesamowita w tym zapisie wszechobecnej melancholii i przytłaczającej NIEOBECNOŚCI; zapełniona menażerią postaci, z których każda (może poza Włóczykijem) nadaje się na kozetkę psychoanalityka – była „moją” najlepszą książką 2011.

    Na Biblionetce ktoś to celnie ujął: „Dolina w listopadzie” sprawia wrażenie jakby działa się po śmierci rodziny Muminków.

  3. Anonim pisze:

    Autor tego bloga jest z pewnością magaWrażliwą osobą…Czy można Cię jakoś poznać Tygrysku? Może chociaż jakaś słit focia?

      1. Anonim pisze:

        Włóczykij: Obie zostaniecie tutaj i poczekacie na nas w jaskini. Ja i Muminek będziemy się wspinać i wejdziemy do jaskini z góry.
        Migotka: Jeżeli jaskinia jest na dole to po co się do niej wspinać?
        Włóczykij: Dziewczynka tego nie zrozumie.

        To powieść erotyczna….

    1. Normalnie kropka w kropkę cały ja (tylko ja nie palę). A dla Ciebie fragment:

      – Znam coś, co robi się tylko w Noc Świętojańską. Ale to jest straszne!
      – Tej nocy odważę się na wszystko – powiedziała Filifionka, zuchwale pobrzękując dzwoneczkiem.
      Panna Migotka rozejrzała sie bacznie. Następnie pochyliła się i szepnęła w nastawione ucho Filifionki:
      – Najpierw trzeba się okręcić w kółko siedem razy, pomrukując i tupiąc. Potem idzie się tyłem do studni, a kiedy się już jest przy niej, odwraca się i zagląda do środka. Wtedy w wodzie na dnie zobaczy się tego, za kogo się wyjdzie za mąż.
      – A jak się go wyciąga? – zapytała Filifionka, Była wstrząśnięta.

      :)

      1. Anonim pisze:

        Mała Mi:Włóczykiju, mam świetny pomysł.
        Włóczykij:Jaki?
        Mała Mi:Zacznijmy się ze sobą spotykać.
        Włóczykij: (?)
        Mała Mi: Będziemy chodzić ze sobą jak para zakochanych!

        1. Chyba zmyśliłaś ten fragment!

          (..) Panna Migotka spojrzała na brzuszek. – Powinnam mieć sukienkę.
          – Ech – odrzekła Mimbla. – Nie dziwacz.
          – Ale ty sama masz sukienkę – powiedziała Panna Migotka.
          – Ja to co innego – odrzekła Mimbla obojętnie. – Ej, Homek, czy Panna Migotka powinna chodzić w sukience?
          – No, jeżeli jej zimno – odpowiedział Homek.
          – Nie o to chodzi. Pytam tak w ogóle – wyjaśniła Mimbla.
          – Albo na przykład kiedy pada deszcz – dodał Homek. – Ale w takim wypadku byłoby mądrzej, gdyby sobie sprawiła płaszcz przeciwdeszczowy.

  4. Anonim pisze:

    Zmyśliłam?!
    Skoro odrzucasz propozycję „chodzenia” to ja już więcej o tym nie wspomnę, proszę uważać tę sprawę za zamkniętą raz na zawsze. TO KONIEC.

    1. No co Ty. Oczywiście, że będziemy ze sobą chodzić. Jejku, nie wiem, jak mogłaś dopuścić do świadomości inna opcję.
      PS jesteś najlepszą spamerką, jaką miałem okazję tu gościć!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s