Koniec Wieczności – Isaac Asimov

koniec-wiecznosciMoje zaskoczenie nie było jakieś ogromne, gdy okazało się, że Isaac Asimov jest (a w zasadzie był, bo żył, żył i umarł) amerykańskim pisarzem. Przecież to takie amerykańskie imię i nazwisko. Gdzieś tam w tle majaczy niby rosyjskie pochodzenie autora, ale mnie już nic co ma związek z Rosją nie zadziwi i nic nie uznaję za pewnik. Wzruszeniem ramion skwitowałem więc fakt, iż Depardieu jest Rosjaninem, a Asimov był Amerykaninem o dosyć niecodziennej ni to fryzurze, ni to zaroście (sam nie wiem, jak to nazwać, ale przyznam, że czuję się zaintrygowany). Jednak to właśnie dzięki niemu przypomniałem sobie, jak bardzo lubię temat podróży w czasie, jej paradoksów i moc wyobraźni, którą trzeba zaangażować, by nadążyć za wydarzeniami w przeszłości, a mającymi wpływ na przyszłość. Niby nic odkrywczego, oklepane schematy i odwieczne pytanie, czy jeśli w przeszłości zabiję swojego dziadka to przestanę istnieć, ale jednocześnie to wszystko nieustannie fascynuje. I nie, nie sądzę, by swobodne podróżowanie w czasie było możliwe, ale od czego mamy fikcję naukową, jeśli nie od tego, aby rzeczy niemożliwe prezentowała w formie, w którą gotowi jesteśmy uwierzyć.
A tak, teraz mi się przypomniało – to się chyba bokobrody nazywa. Śmiesznie.

Kochanie, czy w tych bokobrodach wyglądam GRUBO?
Cześć, jestem Isaac, któremu włosy znad czoła zsunęły się na policzki.

Dobra, postaram się nie przynudzać długo. Tytułowa Wieczność to grupa ludzi, która istniejąc w zawieszeniu poza Czasem decyduje o tym, co dla świata najlepsze. Mając dostęp do swego rodzaju Wehikułu Czasu, majstrują oni w historii ludzkości i nadają jej formę jak najbliższą perfekcji (przynajmniej w ich mniemaniu). No wiecie, prosty przykład – wybuchła jakaś epidemia? Wyślijmy naszego człowieka do Czasów przed jej wybuchem i temu zapobiegnijmy! Oczywiście nie jest to takie proste i każda potencjalna Zmiana, którą zechcemy wprowadzić wiąże się z setkami innych mikro-zmian, więc sztuką jest, by Zmiana była subtelna, acz precyzyjna. Analizą skutków również zajmują się członkowie Wieczności – zdyscyplinowanej i sumiennie zhierarchizowanej społeczności wtajemniczonej w podróże czasoprzestrzenne. Decyzje wielokrotnie nie należą do łatwych, ale Wieczność pociesza się myślą, że ich ingerencja podnosi komfort życia nieświadomych mieszkańców Ziemi, niezależnie od czasów, w których żyją. Takie spełnienie marzeń każdej Miss Świata – brakuje wojen, epidemii, głodu, rozwój technologiczny przebiega sprawniej i bez wstrząsów (jeśli postęp jest zbyt duży i grozi zachwianiem równowagi, jest dyskretnie hamowany przez Wieczność).
Natomiast Andrew Harlan jest wyróżniającym się pracownikiem Wieczności, który samodzielnie przeprowadza zaplanowane Zmiany. Jest precyzyjny jak skalpel, opanowany i nieokazujący emocji jak Steven Seagal podczas walki na noże, oraz skuteczny niczym szczelna prezerwatywa.
A wtedy pojawia się kobieta i wszystko psuje.

Niech się nie obawiają niewprawieni w bojach ze sci-fi czytelnicy. „Koniec Wieczności” jest lekturą wbrew pozorom łatwą i przyjemną. Naukowego bełkotu tu niewiele, w sam raz tyle, by swobodnie czuć się w treści. Asimov koncentruje się przede wszystkim na bohaterach, ich emocjach, reakcjach i wzajemnych relacjach. Sama Wieczność jako grupa ludzi ze swoimi sztywnymi regułami i nieugiętą dyscypliną posiada naleciałości rasowej antyutopii. Bo przecież co może być bardziej przygnębiającego, niż uświadomienie sobie, że brak dla nas miejsca w konkretnym miejscu i czasie, w konkretnej codzienności? Że istniejemy zawsze i wszędzie, ale jednocześnie do niczego i nikogo nie jesteśmy przywiązani? Właśnie tęsknota do precyzyjnego określenia siebie w czasie i przestrzeni (do jajecznicy rano i wynoszenia śmieci wieczorem) popcha Harlana do buntu. A wszystko przez tę przeklętą kobietę, niech spłonie w piekle.

Gdybym chciał podsumować, to wyglądałoby to tak. Mamy trochę lekkostrawnej sci-fi, nieco przygody, zabawy paradoksami i ścierania się z logiką podróży w czasie. Dostajemy sporo międzyludzkich emocji z wątkiem miłosnym na czele, będącym jednocześnie kołem napędowym dramatycznych wydarzeń. Kilka emocjonujących fragmentów, kilka zwrotów akcji i satysfakcjonujący finał historii. Tak, z czystym sumieniem mógłbym uznać „Koniec Wieczności” za dobrą, przyjemną w lekturze powieść.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Koniec Wieczności – Isaac Asimov

    1. Nie wiem, czy tematykę podróży w czasie będziemy mogli kiedykolwiek nazwać „przestarzałą”. Wiadomo, oryginalnością nie grzeszy, postęp wiedzy od tego 1955 roku też jakiś jest, ale w związku ze swoją przystępną formą, powieść nawet jeśli się starzeje, to robi to z godnością. A fryzura? No cóż, może wyszczupla chociaż?

      1. szafarz pisze:

        Hmm… Może się czepiam, ale od 1955 postęp w materii podróży w czasie to raczej nie jest wielki i śmiem twierdzić nawet, że używanie sformułowania „jakiś jest” jest mocno na wyrost.

        1. No co Ty. Przecież po 1955 roku powstała trylogia „Powrotu do przyszłości”. Nie sposób zlekceważyć TAK ZNACZĄCY NAUKOWO wkład w tematykę podróży w czasie!

  1. u Asimova bełkotu naukowego w ogóle jest niewiele. Weźmy chociażby Fundację – to równie dobrze mogłoby nie być sci-fi. Ale jest, bo Asimov lubi takie a nie inne tło. Końca wieczności jeszcze nie czytałem, natomiast oprócz Fundacji całkiem niezła wydała mi się książki Równi bogom.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s