Król Bólu – Jacek Dukaj

krolbolu1Niby żyję na tym świecie już jakiś czas (niektórzy są zdania, że zbyt długo), niby nie powinno mnie dziwić, że nie wszystko idzie po mojej myśli i nie wszystko układa się tak, jak to zawczasu zaplanowałem. Ale mimo to – nie jestem z siebie do końca zadowolony. Czuję, że nie dałem z siebie wszystkiego, ale po prostu nie czułem się na siłach. Nie przebrnąłem przez całego „Króla Bólu” i długi czas będzie mnie to trapiło. W związku z tym, jeszcze bardziej znienawidziłem zbiory opowiadań. Za brak miejsca dla autora na rozwinięcie koncepcji i brak czasu dla czytelnika na zaangażowanie się w lekturę. Upraszczam i uogólniam, ale wyraźnie to odczułem w przypadku „Króla Bólu” właśnie. Ilekroć zaczynałem się pewnie poruszać w realiach danego opowiadania, te się kończyło i dupa blada, pogódź się z tym. Nie. Będę się buntował, bo w Dukaja lubię długo wchodzić (bez skojarzeń proszę) i lubię, gdy jest w co wchodzić. Lubię u niego przestrzeń, rozbudowanie – w krótkich formach jest dla mnie jak wałach przy rumaku. Nie zrozumcie mnie źle – to nadal kawał ponadprzeciętnej prozy, ale pragnę jakiejś spektakularnej historii na miarę „Lodu” i „Innych pieśni”, pragnę romansu z jakąś opasłą księgą, której trzymanie w dłoniach męczy nadgarstki, a która w zamian daje satysfakcję i sprawia, że szeroko otwieram oczy z zachwytu. „Król Bólu” to natomiast osiem dłuższych, lub krótszych opowiadań, które krystalizowały się w umyśle Dukaja w latach 1994-2010. Brzmi jak gratka dla fanów? Łe tam.

Sam autor nieśmiało proponuje określenie „zbiór powieści” i ma w tym trochę racji. Skoro „Córka łupieżcy” (skromniejsza objętościowo od niejednego z opowiadań zamieszczonych w tym tomie) zasłużyła na miano powieści, to dlaczego nie „Linia oporu”, czy „Aguerre w świcie”? Jednak istotniejszym argumentem jest powieściowy potencjał opowiadań. Gdyby je nieco rozbudować, rozgałęzić, pociągnąć dalej wątki, to śmiało byłyby z tego pełnoprawne powieści, a ja prawdopodobnie byłbym w siódmym niebie. By uciąć wątpliwości dodam, że „Lód” rozrósł się z opowiadania, a skończył jako jeden z największych literackich orgazmów, jaki miałem przyjemność doświadczyć.

„Król Bólu” od początku zniechęca nowicjuszy, ale tego akurat się spodziewałem.

  • Opowiadanie „Linia oporu” to istna werbalna sraczka, narkomańskie zwidy naszpikowane neologizmami, specjalistycznymi definicjami i niezrozumiałą nomenklaturą. Z doświadczenia wiem, że u Dukaja to codzienność i reguła, ale tym razem to dla mnie zbyt mocne.

Ławrińska, casus posthumów. Petraskopcy zakotwiczeni w ekstropistycznych klinikach Kalifornii wystąpili o uznanie swojej reprezentacji międzynarodowej. [1]

Poczułem się taki głupi i chyba nie tylko ja, bo autokorekta znowu wariuje. Odpuściłem po kilkudziesięciu stronach.

Dalej jest już na szczęście lepiej. Znacznie lepiej. Skrótowo, by nie zanudzać, ale jednocześnie dać jakiś zarys tematyczny.

  • „Oko potwora” to rasowy thriller zawieszony w przestrzeni kosmicznej, gdzie, jak wiadomo, nikt nie usłyszy twojego krzyku. Paranoja, popadanie w obłęd, wyprawa po skarb rodem z powieści przygodowych, rywalizacja o bogactwo i wyraźny hołd dla twórczości Stanisława Lema.
  • „Szkoła” to nastoletni, wróć – kilkuletni przestępcy, niezłe teksty w ich wykonaniu („-Chuj ci w dupę, cipo łysa. -Może potem. Chodź, chodź.” [2]), eksperymenty na ludziach i klimaty przywodzące na myśl „Z Archiwum X”.
  • „Król Bólu i pasikonik” to popis Dukaja, opowiadanie stanowiące spore wyzwanie, ale potrafiące w odpowiednim czasie wynagrodzić czytelnika za podjęty trud. Już pierwsze zdanie sprawia, że można poczuć się co najmniej dziwnie („Owej nocy w ogrodzie Króla Bólu zakwitł pies” [3]). Bioterroryzm, żonglerka powłokami cielesnymi, nie tylko ludzkimi oraz tytułowy Król Bólu – istota o rozregulowanym systemie nerwowym, przez co nadwrażliwa na ból. Miłość jest tutaj określana fenomenem neurologicznym, a „w sercu dżunkli, pod trupaprocią trzy dziwomałpy grają w strulki” [4].
  • „Crux” to podziały społeczne, szlacheckie herby, pojedynki na szable i spełniające się marzenie tłumów – nie trzeba pracować, bo państwo nie pozwala głodować. Czy na pewno tego chcemy?
  • „Serce mroku” to kolonizacja nieokreślonej planety, Trzecia Rzesza, portrety Hitlera, obszerny ukłon w stronę „Jądra ciemności” i nieprzeciętne, niepokojące zakończenie.
  • „Aguerre w świcie” to coś, czego również nie przetrawiłem, choć początek był niezwykle zachęcający. Może kiedyś.
  • „Piołunnik” to poddane liftingowi lata 80-te XX wieku, UB, incydent w Czarnobylu i jego niezwykłe konsekwencje. Bardzo przyswajalne i przyjemne w lekturze.

Jak każdy zbiór opowiadań, trudno jednoznacznie go ocenić i skonkretyzować swoje wrażenia. Raz lepiej, raz gorzej. Optymalnie byłoby nie czytać go w całości, jednym ciągiem, lecz podzielić sobie lekturę. W przypadku chęci pochłonięcia wszystkiego od razu, wymagana jest umiejętność bezproblemowego „przestawiania się” na nowe realia danego opowiadania i wyrzucenie z pamięci poprzednich. W przeciwnym razie łatwo się pogubić, poplątać w założeniach i okolicznościach, a kolejne odrębne historie zaczną się przenikać, utracą indywidualizm i tożsamość.

Tak, czy srak, czytanie Dukaja wymaga jak zawsze cierpliwości, samozaparcia i nie ma tu miejsca na zawahania czytelnika, bo te zazwyczaj skutkują porzuceniem lektury. Dla odważnych.

[1] Jacek Dukaj, „Król Bólu”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, str. 21
[2] tamże, str. 363
[3] tamże, str. 423
[4] tamże, str. 525

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Król Bólu – Jacek Dukaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s